Gazeta Wyborcza, MAK, JW/Rynek Zdrowia | 15-03-2021 11:17

Lekarze: próby przechorowania COVID-19 na własną rękę to pomysł groźny dla zdrowia i życia

Dlaczego coraz więcej osób w wieku 40-50 lat i młodszych ciężko przechodzi COVID-19? Lekarze są zgodni, że powodem nie jest tylko bardziej zakaźna brytyjska mutacja koronawirusa.

Domowe przechorowanie COVID-19 może nie jest dobrym pomysłem; FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

  • Specjaliści potwierdzają - zbyt często młodzi ludzi chcą „przeczekać” COVID-19 w domu. To może skończyć się bardzo źle
  • Do placówek medycznych zgłasza się coraz więcej młodych pacjentów, w dodatku z objawami innymi niż jesienią
  • Ostrożny wniosek o tym, że w szpitalach pojawiają się coraz młodsi chorzy covidowi, można wyciągać na podstawie zgonów osób z koronawirusem bez chorób współistniejących

- Średnia wieku osób z alarmującymi objawami bardzo się obniżyła - przyznaje w rozmowie z Gazetą Wyborczą lekarz rodzinny Paweł Doczekalski z Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.

Zwraca uwagę, że do jego przychodni zgłasza się coraz więcej młodych pacjentów, w dodatku z objawami innymi niż jesienią. - Coraz mniej jest przypadków zaburzeń węchu i smaku, pojawiają się za to biegunka, wymioty, nudności, ból gardła. Może mieć to związek z rozprzestrzenianiem się brytyjskiego wariantu koronawirusa - mówi lekarz.

Takie podejście jest fatalne

Zdaniem prof. Włodzimierza Guta, wirusologa, doradcy Głównego Inspektora Sanitarnego, fakt, że do szpitali trafiają coraz częściej w ciężkim stanie osoby z COVID-19 „można było przewidzieć, patrząc na zachowania ludzi w czasie, kiedy otwarte są m.in. stoki narciarskie czy galerie handlowe”.

- Jednak pojawił także kolejny problem - opóźnienie pójścia do lekarza. „Może to nie COVID, a tylko przeziębienie, może szybko przejdzie” - niestety, takie podejście kończy się tym, że chorzy zjawiając się z opóźnieniem w szpitalu od razu trafiają pod respirator. Wtedy rokowanie może być już bardzo złe - zaznacza wirusolog.

Odpowiadając na pytanie, czy kolejne mutacje koronawirusa SARS-CoV-2 sprawiają, że zakażenia mogą być coraz groźniejsze w skutkach, prof. Włodzimierz Gut wyjaśnił w rozmowie z TVN24, że „dla wirusologów mutacje są zjawiskiem tak normalnym, że czasami traktujemy je na tyle ironicznie, że mawiamy, iż żadna mutacja nie dodaje wirusowi skrzydeł”.

42-letni pan Jacek opowiada w Gazecie Wyborczej: - Kilka pierwszych dni brałem ibuprofen i tak próbowałem walczyć z gorączką. Chłodziłem się jeszcze zimnym prysznicem i okładami, ale gdy kaszel zmienił się w duszności, zorientowałem się, że samodzielne leczenie w domu z pomocą wujka Google’a może być groźne - mówi mężczyzna, który na początku lutego zakaził się koronawirusem.

Nie ma twardych danych, ale...

Podobnie jak wielu innych ludzi w jego wieku COVID-19 próbował przechorować na własną rękę w domu. Do momentu gdy sytuacja zrobiła się poważna. - Po tygodniu zgłosiłem się do lekarza rodzinnego, a ten natychmiast przysłał po mnie karetkę. Ta zawiozła mnie do szpitala. Potrzebna była tlenoterapia. Od lekarzy usłyszałem, że gdybym jeszcze zwlekał, mogłoby być dużo gorzej -relacjonuje.

- To nie jest tak, ze skala zachorowań, jeśli chodzi o wiek nagle się przesunęła jak wahadło i teraz umierają na covid 30-latkowie zamiast 90-latków. Jednak z mojej praktyki w NZOZ, a mamy sześć przychodni POZ, rzeczywiście obserwuję większy odsetek młodszych pacjentów z covid w ciągu ostatniego miesiąca, półtora. To kilka procent więcej - mówił nam dr Michał Sutkowski, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Warszawie.

- Choć resort zdrowia nie raportuje wieku osób hospitalizowanych i zmarłych, to - jak zauważa dr Sutkowski - ostrożny wniosek o tym, że w szpitalach pojawiają się coraz młodsi chorzy covidowi, można wyciągać na podstawie zgonów osób z koronawirusem bez chorób współistniejących. Może nie są to stricte ludzie młodzi, ale jednak młodsi niż grupa 80-latków i starszych - zaznacza dr Sutkowski.