Gazeta Wyborcza, RZ/Rynek Zdrowia | 11-04-2019 10:48

Lekarze odpowiadają na krytykę ich pracy w SOR-ach

Gazeta.pl opublikowała wywiad z lekarzem rezydentem Bartoszem Fiałkiem, zatytułowany "Przeżyć SOR. Jadę na cienkiej granicy między życiem i śmiercią części z tych ludzi", w którym lekarz przyznał, że "generalnie SOR-y mają dziś w Polsce bardzo złą opinię" i mało kto chce tam pracować.

Chirurg z ponad 30 letnim stażem, dyżurujący na SOR napisał: "Choć zabrzmi to egzaltowanie, uwielbiam tę pracę. Ludzie, z którymi mam zaszczyt pracować, też". Fot. Shutterstock

Po tej publikacji odezwali do redakcji Gazety inni lekarze, z wieloletnim doświadczeniem pracy na SOR-ach, którzy mają nieco inne zdanie o pracy na oddziałach ratunkowych. Jeden z nich, chirurg z ponad 30 letnim stażem, dyżurujący na SOR napisał: "Choć zabrzmi to egzaltowanie, uwielbiam tę pracę. Ludzie, z którymi mam zaszczyt pracować, też, choć pewnie niełatwo będzie im się do tego przyznać. Coś w tym po prostu jest. Adrenalina, poczucie misji, team spirit? Pewnie wszystko po trochę. To nie jest miejsce dla każdego, fakt".

Inny stwierdza: "Lekarze w SOR nie pracują pod przymusem. Aby pracować w SOR, trzeba mieć odpowiednie kwalifikacje. Dyżury w większych szpitalach są wieloosobowe (2-5 lekarzy jednocześnie), dyżurują specjaliści z różnych dyscyplin, nie tylko medycyny ratunkowej. Młodzi lekarze w trakcie specjalizacji nie dyżurują samodzielnie! W mniejszych szpitalach szumną nazwę SOR noszą zwykłe izby przyjęć, nie mające z SOR wiele wspólnego, poza funkcją "bramy do szpitala”.

Natomiast według lekarki, która napisała do Gazety, na SOR-ach pracują m.in. "lekarze pasjonaci, poszukiwacze adrenaliny, których najbardziej pociąga ratowanie ludzkiego życia, a nie pisanie recept w gabinecie", ale także ci, którym dyrekcja "zasugerowała" dyżury na SOR-ach oraz rezydenci w trakcie szkolenia specjalizacyjnego.

Przypomnijmy, że dyskusję o poziomie opieki nad pacjentami na SOR, ale i o warunkach pracy lekarzy, wywołały tragiczne w skutkach wydarzenia na izbach przyjęć i szpitalnych oddziałach ratunkowych kilku szpitali w woj. śląskim, gdy pacjenci mieli nie otrzymać w porę właściwej pomocy, co doprowadziło nawet do przypadków śmierci.

W odpowiedzi Śląska Izba Lekarska ruszyła z akcją. SOR(RY) TU RATUJE SIĘ ŻYCIE, takim skłaniającym do refleksji hasłem na plakatach rozlepianych w szpitalach i poradniach Izba chce przekonać pacjentów, by przemyśleli czy naprawdę ze swoją dolegliwością muszą przyjść na SOR. - Obciążenie pracą personelu SOR jest krytyczne i może prowadzić do kolejnych tragedii - twierdzą lekarze.

Nikt w Izbie, jak równie w śląskim NFZ nie chce wypowiadać się na temat przyczyn niedawnych zdarzeń na SOR. Trwają kontrole. Lekarze uważają, natomiast, że tragiczne błędy w opiece nad pacjentami w SOR mogą się powtórzyć, o ile nie zmaleje liczba pacjentów trafiających na SOR-y.

- Doszliśmy do zapaści kadrowej w szpitalnych oddziałach ratunkowych. Brakuje tam lekarzy, pielęgniarek. Albo nie chcą podejmować dyżurów, albo brakuje pieniędzy dyrektorom na zwiększenie zatrudnienia - mówił w poniedziałek (9 kwietnia) podczas konferencji prasowej w siedzibie Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach jej przewodniczący, dr Tadeusz Urban.

Czytaj też: Przepraszamy, ratujemy życie. Lekarze SOR ruszają z kampanią do pacjentów