Leczenie otyłości. Prof. Major: "Otyłości nie da się wyleczyć przez operację żołądka. Bo to nie jest choroba żołądka" ROZMOWA

Autor: Justyna Przybytek-Pawlik • Źródło: Rynek Zdrowia19 czerwca 2021 06:00

Leczenie otyłości? - Otyłość to nie jest choroba żołądka. I nie da się jej wyleczyć poprzez operację żołądka - podkreśla w rozmowie z Justyną Przybytek-Pawlik prof. Piotr Major. Wskazuje też, że bez kompleksowej opieki część chorych wraca na oddziały chirurgiczne. Przełomowym rozwiązaniem może okazać się KOS-BAR.

- Otyłość jest namacalnym, stale rosnącym problemem, z którym stykamy się na oddziałach chirurgicznych - mówi prof. Piotr Major. Fot. Archiwum prywatne
  • Leczenie otyłości było jednym z tematów VI Kongresu Wyzwań Zdrowotnych. Eksperci mówili o wyzwaniach w leczeniu otyłości olbrzymiej i programie KOS-BAR
  • Prof. Piotr Major, chirurg specjalizujący się w chirurgii bariatrycznej i metabolicznej, mówi wprost: „Otyłość jest namacalnym, stale rosnącym problemem, z którym stykamy się na oddziałach chirurgicznych”
  • Zastrzega też: „To nie jest choroba żołądka, dlatego jej przyczyn należy szukać gdzie indziej (...) Operacja jest pewną szansą, ale nie rozwiązaniem problemu''
  • Jak wskazuje do skutecznego leczenia otyłości potrzeba kompleksowego systemu. Inaczej część chorych wraca na oddziały chirurgiczne. Niestety przez lata nie było na to pieniędzy z NFZ

O epidemii otyłości, wyzwaniach w leczeniu bariatrycznym, ale również o ministerialnym pilotażu KOS-BAR mówi prof. Piotr Major, Klinika Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Metabolicznej, Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum; Centrum Chirurgicznego Leczenia Otyłości, Szpital Uniwersytecki w Krakowie.

***

Otyłość w Polsce to coraz poważniejszy problem. Z danych NFZ wynika, że nadwagę ma już trzech na pięciu dorosłych Polaków. Co czwarty jest otyły. A prognozy są jeszcze gorsze. Czy te statystyki mają odzwierciedlenie na oddziałach szpitalnych?

Prof. Piotr Major: Tak, w sposób bezpośredni przekładają się na to, co obserwujemy na co dzień między innymi pod postacią liczby operacji bariatrycznych, które w naszym ośrodku są wykonywane już od kilkunastu lat. Liczba tych operacji z roku na rok rośnie. Ale statystyki, o których pani wspomina przekładają się również na innych pacjentów, którzy do nas trafiają, tyle, że nie pod kątem leczenia otyłości, ale z otyłością jako dodatkowym problemem. To między innymi pacjenci onkologiczni ze skrajną otyłością. Takich chorych też niestety z roku na rok przybywa. Zatem podsumowując: otyłość rzeczywiście jest namacalnym, naprawdę widocznym, stale rosnącym problemem, z którym stykamy się na oddziałach chirurgicznych.

A jednak nikt nie bije na alarm. Dlaczego?

Bo o tym się powszechnie nie mówi. Natomiast statystyki jasno wskazują: choć Polska nie jest wiodącym krajem, jeśli chodzi o liczbę osób otyłych, to jesteśmy jednym z krajów, gdzie tempo wzrostu tej liczby jest najszybsze. Niestety, należy się spodziewać, że niebawem będziemy w czołówce. I my ten wzrost w ostatnich latach widzimy również na oddziałach.

Nadzieją dla chorych z otyłością olbrzymią jest leczenie bariatryczne, ale jak podkreślają specjaliści operacja nie wystarczy. Co w takim razie jest największym wyzwaniem? Z czym borykali się chirurdzy i pacjenci?

Gdy kilkanaście lat temu zaczynaliśmy w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie naszą przygodę z zabiegami bariatrycznymi, największym wyzwaniem był brak odpowiedniej infrastruktury, w tym wyposażenia dostosowanego do pacjentów skrajnie otyłych. Ale nie tylko. Kulała cała opieka około operacyjna, dostosowanie protokołów opieki operacyjnej do potrzeb takiego pacjenta czy choćby sam protokół znieczulenia. Wyzwaniem było również nauczenie się, jak chirurgicznie poruszać się na tym - bardziej wymagającym - polu operacyjnym.

Po pewnym czasie, kiedy skupialiśmy się głównie na aspektach chirurgicznych, zdaliśmy sobie sprawę, że to za mało. Do dziś zresztą największym wyzwaniem, z którym staramy się uporać jest zapewnienie pacjentowi - poza zabiegiem chirurgicznym - wszystkich innych elementów opieki, które z punktu widzenia długofalowych rezultatów w zakresie redukcji masy ciała, są dużo bardziej istotne.

O jakich elementach mowa?

Problemem  zawsze był dostęp do dietetyka, psychologa czy innych specjalistów - na przykład kardiologa, diabetologa, pulmonologa - którzy poza tym, że są specjalistami w swoich dziedzinach, mają doświadczenie w leczeniu pacjenta otyłego. A trzeba pamiętać: to że ktoś jest kardiologiem, nie znaczy, że będzie potrafił wykonać echo serca u pacjenta z BMI 60. Szukaliśmy więc bardzo długo zespołu specjalistów, którzy nabyliby odpowiednie doświadczenia w tej grupie chorych. To nam się udało, ale ogromnym wyzwaniem była koordynacja naszych działań, aby dostosować je do potrzeb pacjenta. Chcieliśmy, aby wszystko to, co poza operacją, faktycznie funkcjonowało i działało, żeby leczenie bariatryczne nie ograniczało się wyłącznie do godzinnego zabiegu.

Udało się?

Tak, pracowaliśmy nad tym od wielu lat, na długo zanim powstała koncepcja pilotażu KOS-BAR Ministerstwa Zdrowia. Postanowiliśmy wówczas zbudować zespół - nie było to nic odkrywczego, ponieważ takie zespoły w centrach bariatrycznych na świecie działały od wielu lat i nikogo nie dziwiły. Problemem było - i nadal jest - że ta działalność około bariatryczna nie jest finansowana przez naszego płatnika. Tu konieczne były decyzje dyrekcji szpitala, aby przeznaczyć pewne kwoty na zapewnienie chorym odpowiedniej opieki. Ostatecznie jednak nasze działania doprowadziły do tego, że w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie powstało Centrum Chirurgicznego Leczenia Otyłości, które promuje skoordynowany model opieki i w którym mamy wszystkich specjalistów, opiekę dietetyka, psychologa i oczywiście zespołu bariatrycznego chirurgicznego.

Te dodatkowe elementy: pomoc specjalistów z różnych dziedzin w leczeniu otyłości olbrzymiej ma aż tak ogromne znaczenie?

Z doświadczenia wiemy, że pacjent po operacji, ale bez tych dodatkowych elementów nie uzyskuje najbardziej optymalnych rezultatów. Poza tym od około 15 do 20 proc. z jakiegoś powodu nie utrzymuje efektów leczenia i wraca do chirurga. Przekonaliśmy się, że nie da się wyleczyć z choroby, jaką jest otyłość poprzez operację żołądka. Otyłość to nie jest choroba żołądka, dlatego jej przyczyn należy szukać gdzie indziej. Operując żołądek nie usuwamy przyczyny choroby, tylko dajemy narzędzie, które ułatwia pacjentom wprowadzić pewne zmiany w ich życiu. Operacja jest szansą, ale nie jest rozwiązaniem problemu. 

To po stronie pacjenta leży, aby z naszą pomocą i pomocą zespołu specjalistów, z tej szansy skorzystał, aby zmienił styl życia, nauczył się inaczej odżywiać czy więcej ruszać. Pierwszy rok zazwyczaj jest najlepszy - wszyscy mają fajne rezultaty, schody zaczynają się później. Jeżeli ktoś tego pierwszego roku nie wykorzysta, to efekt będzie dużo, dużo słabszy.

I tak jak powiedziałem: od 15 do 20 proc. pacjentów jest w stanie przytyć na nowo. To w większości są ci chorzy, którzy nie pracowali zespołowo, którzy nie skorzystali ze wsparcia psychologicznego, dietetycznego, którzy zostali pozostawieni sami sobie.

Kompleksowy system leczenia otyłości wprowadza ministerialny pilotaż KOS-BAR. Tu wszystkie te elementy, o których pan wspomina, są: wsparcie specjalistów i długofalowa opieka nad pacjentami. KOS-BAR jest odpowiedzią na rosnące potrzeby?

Jednym z najważniejszych założeń programu jest to, że wreszcie znajdą się pieniądze na wszystkie działania wokół operacji bariatrycznej. W naszym szpitalu udało się nakłonić dyrekcję, by zainwestowała w pacjenta i dała mu szansę na skorzystanie z opieki psychologicznej i dietetycznej, mimo braku finansowania NFZ, natomiast pilotaż ureguluje te kwestie: da możliwość finansowania świadczeń, które do tej pory w większości ośrodków nie były dostępne dla pacjentów.

Równie ważne jest to, że KOS-BAR wymusi na placówkach trzymanie się pewnych standardów, co powinno poprawić jakość świadczonych usług. Co więcej jest tak skonstruowany, że będzie promował te ośrodki, które będą mogły wykazać się najlepszymi efektami leczenia - wówczas otrzymają premie.

Poza tym pilotaż zakłada kontynuację - długoletnią kontrolę i nadzór nad pacjentami, czyli coś co do tej pory bardzo kulało w naszym kraju. Wcześniej pacjenci często po operacji byli zostawieni sami sobie, natomiast KOS-BAR nakłada na ośrodki obowiązek kontroli, by sprawdzić efekty leczenia i rozliczyć potencjalną premię.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum