Łagodzenie przepisów lekiem na brak specjalistów medycyny ratunkowej?

Autor: JJ/Rynek Zdrowia • • 10 października 2014 06:15

Nowelizacja ustawy o ratownictwie medycznym, która - jak podkreśla całe środowisko - jest bardzo potrzebna, w kształcie proponowanym przez Ministerstwo Zdrowia budzi wiele kontrowersji. Społeczny Komitet Ratowników Medycznych wskazuje na cały szereg błędów, jaki zawiera projekt, nazywając go wprost prawnym bublem, opartym na złych założeniach.

Łagodzenie przepisów lekiem na brak specjalistów medycyny ratunkowej?

Poza wieloma błędami w ustawie, wskazywanymi przez środowisko ratowników, istotną zmianą dotyczącą lekarzy systemu jest propozycja resortu zdrowia dot. złagodzenia wymogów wobec tych zatrudnionych w ambulansach.

W obowiązujących przepisach lekarze bez specjalizacji z medycyny ratunkowej - anestezjolodzy, chirurdzy, interniści, ortopedzi i pediatrzy, którzy przepracowali co najmniej 3 tys. godzin w pogotowiu lub na izbie przyjęć - mogą pracować w nich do 2020 roku, pod warunkiem, że przed 1 stycznia 2015 roku rozpoczną specjalizację.

Miało to wymusić zwiększenie ilości specjalistów z zakresu medycyny ratunkowej, których dzisiaj jest w Polsce zaledwie około 850. Praktyka pokazała, że sam przepis jest niewystarczającą zachętą dla lekarzy do specjalizowania się w dziedzinie ratownictwa, a jego utrzymanie groziłoby załamaniem się systemu - brakiem wystarczającej ilości ambulansów "S" z lekarzem na pokładzie.

Dlatego z ustawy ma zniknąć obowiązek rozpoczęcia przez lekarzy specjalistycznych szkoleń, ale także graniczny termin ich zakończenia w 2020 r. Ma zostać jedynie wymóg 3 tys. godzin pracy w ambulansie lub SOR. To oznacza, że w karetkach bezterminowo będą mogli jeździć medycy nieposiadający specjalizacji z ratownictwa.

Motywacją nie może być tylko przepis
Jak mówił Dziennikowi Gazeta Prawna Lech Kubera, wicedyrektor wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy, resort nie miał wyjścia i musiał w proponowanej nowelizacji ustawy dotychczasowy zapis wykreślić. - Obliczono, że do 2020 r. nie da się osiągnąć takiej populacji specjalistów medycyny ratunkowej, aby obsadzić nimi wszystkie karetki typu "S"- twierdzi Lech Kubera.

Likwidację obowiązku podjęcia specjalizacji jako docelowo niedobry pomysł ocenia Katarzyna Strzałkowska, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej, ale, jak tłumaczy, Prezydium NRL zaopiniowało to rozwiązanie pozytywnie, gdyż jest to w obecnym stanie prawnym jedyne racjonalne wyjście z sytuacji na jutro i na najbliższe lata.

- Należy pamiętać, że lekarz w zespole ratownictwa jest niezbędny, gdyż wiele czynności tylko on może wykonywać. Przyjęte rozwiązanie ma prawdopodobnie zapobiec brakom lekarzy w zespołach karetek, jakie nastąpiłyby w przypadku narzucenia konieczności podjęcia specjalizacji. Dla samorządu lekarskiego ważne w tym rozwiązaniu jest również to, że ci, którzy mają doświadczenie i przepracowali wymagane trzy tysiące godzin, będą mogli dalej pracować. W innym przypadku dla osób, które zajmują się obsadą karetek 1 stycznia byłby początkiem dramatu - dodaje Strzałkowska.

System rendez-vous?
Na łamach DGP Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, zastanawia się nad tym, że jeżeli lekarzy ratownictwa medycznego jest za mało, to może trzeba ograniczyć liczbę zespołów specjalistycznych? Podając w tym kontekście przykład Niemiec, gdzie sprawdził się system rendez-vous, w którym do pacjenta wyjeżdża karetka tylko z ratownikami medycznymi, a lekarz dojeżdża na miejsce samochodem osobowym, gdy jest niezbędny.

- To przewrotne stwierdzenie, że może trzeba ograniczyć zespoły ambulansów "S". Na pewno nie powinno się zmniejszać ich liczby. Oczywistym jest, że Ministerstwo Zdrowia powinno zachęcić młodych lekarzy do podejmowania specjalizacji z zakresu medycyny ratunkowej - stwierdza Strzałkowska.

- Nikt nie twierdzi, że będzie to łatwa misja, gdyż to musi być bodziec przekonujący do ciężkiej pracy w różnych warunkach, z narażeniem na stres. Można by podjąć próbę podwyższenia wynagrodzeń dla tych lekarzy, ale do tego potrzebne byłoby zwiększenie całościowe budżetu na karetki S. Niestety, do takiego rozwiązania nikt się na razie nie spieszy - dodaje.

Pomysł wykreślenia tego zapisu w ustawie za niedobry uważa także prof. Krystyn Sosada, śląski wojewódzki konsultant w zakresie medycyny ratunkowej. Jego zdaniem ci, którzy nosili się zamiarem podjęcia specjalizacji, wobec propozycji likwidacji tego wymogu, rezygnują z tego pomysłu.

- Propozycje wydłużania okresu przejściowego czy wykreślania obowiązku podejmowania specjalizacji rozmywają mobilizację lekarzy do specjalizowania się. Jeśli mają możliwość jeżdżenia w ambulansach do 2020 r. czy później bez specjalizacji z medycyny ratunkowej, to część z nich jej nie robi i nie będzie robić, bo... nie musi - stwierdza w rozmowie z portalem rynek zdrowia.pl prof. Sosada.

Jak zaznacza profesor, przyczyn braku zainteresowania lekarzy specjalizacją z medycyny ratunkowej jest kilka i można im zaradzić.

- Od dawna postulujemy, aby po uzyskaniu specjalizacji z medycyny ratunkowej, można było zrobić dodatkowo tzw. krótką ścieżką w trybie trzyletnim - inną specjalizację, jak chociażby anestezjologię czy toksykologię kliniczną. Odbyłoby się to z wykorzystaniem staży, które były realizowane w specjalizacji z medycyny ratunkowej. To mogłoby uatrakcyjnić ten zawód i spowodowałoby z pewnością w sposób znaczący zwiększenie naboru - stwierdza prof. Sosada.

Ciężka praca popłaca?
Profesor Sosada podkreśla także, że lekarze obawiają się okresu przedemerytalnego. Mając specjalizacje tylko w tej dyscyplinie nie mogą otwierać gabinetów, przyjmować pacjentów.

- Nie każdy lekarz może jeździć w zespołach ratunkowych do samego wieku emerytalnego, bo to jest ciężka fizyczna praca, której nie każdy podoła. Podobnie jest w szpitalnych oddziałach ratunkowych. Część lekarzy, nawet w młodszym wieku niż ten emerytalny, przestaje z tego powodu uprawiać zawód lekarza ratunkowego - stwierdza.

Istotną kwestią w popularności poszczególnych dyscyplin medycyny jest również kwestia finansowa - atrakcyjność zarobków. - Lekarze pracujący w SOR-ach również powinni mieć specjalne dodatki, takie jakie mają lekarze w zespołach ratunkowych. Jest przecież ogromna różnica pomiędzy dyżurowaniem na SOR i na innych oddziałach, a lekarze tu i tam taktowani są tak samo.

Dwie czy trzy osoby?
Kolejnym istotnym problemem dotyczącym obsad ambulansów systemu, tym razem "P", na które zwracają zarówno ratownicy jak i lekarze, jest kwestia ich liczebności.

Zdaniem Edyty Wcisło, przewodniczącej Polskiej Rady Ratowników Medycznych, w propozycji nowelizacji ustawy resort nie dostrzegł w ogóle postulatu dotyczącego składu osobowego zespołów ratunkowych.

- Projekt zakłada, że w zespole podstawowym są minimum dwie osoby. Ratownicy chcieliby, by w skład zespołu wchodziły minimum trzy osoby - mówiła Wcisło w audycji "Popołudnie z radiową Jedynką". Prof. Sosada w pełni popiera te postulaty.

- Jak do tej pory ustawa określa, że zespoły ratunkowe powinny mieć "co najmniej dwie osoby". To oczywiście nie wyklucza możliwości, aby zespoły składały się z trzech osób, ale pracodawca nie zatrudni trzeciej ze względów ekonomicznych, jeśli nie będzie do tego obligatoryjnie zobowiązany. A w wielu przypadkach naprawdę brakuje tej trzeciej pary rąk do ratowania, zwłaszcza kiedy jedna jest kierowcą i prowadzi samochód - stwierdza prof. Sosada.

Śląski konsultant nie zgadza się natomiast z tezą stawianą przez Polską Radę Ratowników, że brak jest w ustawie standardów postępowania, zgodnych z aktualną wiedzą medyczną - tak, żeby wszyscy ratownicy w danym stanie postępowali w określony sposób.

- Ustawa z założenia powinna mieć charakter ogólny, określający pewne ramy. Projekt jej nowelizacji zawiera bardzo dużo odnośników do rozporządzeń, i to jest słuszne. Niestety ich treści nie znamy. A diabeł tkwi przecież w szczegółach i od ich jakości w dużej mierze będzie zależała jakość samej ustawy. Z drugiej strony w zaproponowanym projekcie nowelizacji zawarto... stawkę, jaka ma obowiązywać za egzamin. To jest po prostu śmieszne, w ustawie nie powinno być kwoty podanej w złotówkach - stwierdza profesor.

- Co do standardów - nie da się przewidzieć tego, co może się zdarzyć. Medycyna nie jest dyscypliną, którą można opisać w standardach, jest bardzo dynamiczna i ciągle się zmienia. Mając standardy ratownicy byliby zobligowani do wykonania określonych czynności, w przeciwnym wypadku zajął by się nimi prokurator. Powinny zostać opracowane zalecenia i wytyczne, które obowiązywałyby wszystkich. Tego nie można jednak zawierać w ustawie - dodaje prof. Sosada.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum