Kryterium opłacalności w pediatrii - zaczyna się przestawianie łóżek

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 25 marca 2009 07:03

Wszystko wskazuje na to, że dramatyczne niedoszacowanie procedur w wysokospecjalistycznej pediatrii, o którym portal rynekzdrowia.pl pisze od momentu wdrożenia JGP, zaczyna wpływać na strukturę świadczeń w tej dziedzinie. Dyrektorzy i organy założycielskie szpitali mając do wyboru narastające zadłużenie lub postawienie na bardziej opłacalne procedury, wybiorą zapewne tę drugą opcję.

Pierwsza jaskółka nie czyni wprawdzie wiosny, a pierwszy krok jednej placówki niekoniecznie musi oznaczać początek nowego trendu, ale... niepokojące sygnały już są. W Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Lublinie zapadła właśnie decyzja o zredukowaniu liczby łóżek na chirurgii dziecięcej z 75 do 55.
O 20 łóżek powiększy się za to lepiej finansowana alergologia.

Będą kolejne zmiany?

- Na chirurgii dziecięcej, należącej do najbardziej niedoszacowanych dziedzin, traciliśmy rocznie około 3,3 mln zł - wyjaśnia w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Jerzy Szarecki, dyrektor szpitala. - 20-łóżkowa alergologia w ramach nowej klinki ogólnopediatycznej powinna natomiast przynieść około 1 mln zł. Kolejnych 700 tys. zł spodziewamy się z powiększonego oddziału pediatrycznego. Spodziewamy się, ponieważ nie ma absolutnie żadnej pewności, że Fundusz zapłaci za procedury wykonane ponad plan. Sytuacja finansowa zmusza nas jednak do działania. Być może nie skończy się na jednej zmianie. Nadal analizujemy rynek i szukamy opłacalnych procedur.

Czy mali pacjenci nie odczują zmniejszenia liczby łóżek chirurgicznych? Władze Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, organu założycielskiego DSK, uznały, że nie powinni. Teraz muszą wypowiedzieć się w tej sprawie konsultant wojewódzki ds. chirurgii dziecięcej i wojewoda.

- Redukcja na chirurgii nie powinna zbytnio „boleć” - ocenia dyrektor Szarecki. - Łóżka chirurgiczne dla dzieci mają także Puławy i Zamość. Rezerwę stanowi też traumatologia dziecięca w klinice ortopedii DSK. Nie wszystkie łóżka są tam wykorzystane, czemu więc nie miałyby służyć chirurgii?

To się może zemścić

Jerzy Szarecki nie chce na razie podawać liczb obrazujących sytuację finansową szpitala, zastrzega jednak, że chętnie wróci do rozmowy w połowie kwietnia, po zamknięciu roku 2008 i pierwszego kwartału 2009. Nie próbuje także przekonywać, że ruchy dokonywane w DSK oznaczają pozytywne tendencje.

- Zmiany są wymuszone niedoszacowaniem procedur - podkreśla. - W przyszłości trudno je będzie odwrócić, co może się kiedyś zemścić. Tym bardziej, że rodzi się coraz więcej dzieci, a pediatrów mamy coraz mniej. Średni wiek lekarzy tej specjalności oscyluje koło 50. roku życia, a następców nie widać. Na lawinowo postępujące zadłużenie trudno się jednak godzić. Wysokospecjalistyczne szpitale dziecięce przedstawiły aż 98 propozycji zmian w klasyfikacji procedur ogólnopediatrycznych, wskazując na ich niedofinansowanie. To chyba najlepiej pokazuje skalę problemu.

Krystyna Piskorz-Ogórek, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie, doskonale rozumie uwarunkowania decyzji, która zapadła w Lublinie.

- To krzyk rozpaczy - podsumowuje.

Bo w Olsztynie też nie jest różowo. Niedoszacowane oddziały przynoszą lecznicy straty w wyskości około 2 mln zł rocznie. Najgorzej jest na liczącym 9 stanowisk OIT, gdzie każdy z leczonych pacjentów oznacza niedofinansowanie na poziomie ponad 30 proc. W ponad 20 proc. niedoszacowana jest hematoonkologia, a w 13-15 proc. okulistyka i laryngologia. Pozostałe oddziały nie są w stanie zarobić tyle, by pokryć deficyt w jednostkach, które ciągną szpital w dół. Choć placówka ma więcej środków, niż w ub. r., musi jednocześnie wykonać więcej procedur, co oznacza poniesienie większych kosztów w związku z ich realizacją.

Gdzie jest granica?

- Mali pacjenci wciąż mogą liczyć na szpitale pediatryczne, ale jak długo? - pyta dyrektor olsztyńskiej lecznicy. - Nie wiemy, do jakich działań zmusi nas sytuacja. Menedżerowie, którzy zostaną postawieni pod ścianą i będą wybierać pomiędzy postępującym zadłużeniem, a wybieraniem z rynku świadczeń korzystniejszych finansowo, zdecydują się zapewne na drugie wyjście. Z ekonomicznego punktu widzenia sprawa jest prosta: działalność deficytową trzeba ograniczać i nastawiać się na opłacalną. Ale z punktu widzenia ochrony zdrowia w województwie wygląda to już zupełnie inaczej. Mówiąc krótko - nie o takie rozwiązania nam chodzi.

Krystyna Piskorz-Ogórek podkreśla, że z danych wymienionych między dyrektorami wysokospecjalistycznych szpitali pediatrycznych wynika, iż do zbilansowania lecznic potrzebne są przychody od 8 do 20 proc. większe, licząc na jednego pacjenta, niż te, którymi placówki dysponują obecnie. Choć rozmowy z resortem zdrowia i płatnkiem na temat niedoszacowania procedur pediatrycznych w JGP trwają od jesieni ubiegłego roku, dokonane w tym zakresie korekty mają charakter wyłącznie kosmetyczny i w niczym nie zmieniają sytuacji.

Szpitale dziecięce w Olsztynie i Lublinie mają jeszcze jeden wspólny problem: algorytm podziału środków na leczenie w ramach NFZ, który powoduje, że do oddziałów płatnika w Lublinie i Olsztynie trafia za mało pieniędzy. W obu regionach dochody na osobę w gospodarstwie domowym należą do najniższych w kraju, a ich poziom jest od dwóch lat jedym ze wskaźników decydujących o podziale.

- W ub. r. Warmińsko-Mazurski Oddział Wojewódzki Funduszu zapłacił szpitalowi 2 mln zł za nadwykonania, ale - aby otrzymać te pieniądze - musieliśmy zrezygnować z 700 tys. zł, a przecież należna kwota wynosiła 2,7 mln zł - wyjaśnia dyrektor Piskorz-Ogórek. - W sytuacji niedoszacowania procedur to tylko pogłębia kryzys.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum