Kpt. dr Siewiera: blokujmy pseudoekspertów od koronawirusa. Nie lubią małych zasięgów Kpt. dr Jacek Siewiera: - Porównywanie koronawirusa i COVID-19 z zachorowaniami na grypę nie jest trafione; FOT. Arch. RZ

Samochody przy szpitalach w Bergamo i Brescii. Przyjeżdżali nimi zakażeni pacjenci i już nie wracali. - Widok aut wywożonych lawetami zapamiętam do końca życia - mówi nam kpt. dr n. med. Jacek Siewiera.

  • Odnoszę wrażenie, że zapomnieliśmy nie tyle o lekcji z Włoch, co o zdecydowanie bardziej bolesnych doświadczeniach z 2002 i 2003 roku, kiedy pojawił się wirus SARS - mówi szef misji medycznych we Włoszech i USA
  • Byliśmy w Lombardii w najgorszym okresie pandemii, kiedy każdego dnia z powodu COVID-19 umierało ok. 1000 osób, a personelowi brakowało zwykłych masek chirurgicznych. W ciągu dwóch miesięcy za tę naukę życiem zapłaciło ponad 200 lekarzy.
  • U progu pandemii Włosi nie zdawali sobie sprawy, jak groźny jest koronawirus. Ale zachowania ludzi bawiących się na Krupówkach nie można już usprawiedliwiać niewiedzą

Rynek Zdrowia: - 21 lutego 2020 r. potwierdzono pierwszy śmiertelny przypadek zachorowania na COVID-19 we Włoszech. Zmarł 78-latek. Kierował Pan misją medyczną Lombardii w najtrudniejszej, pierwszej fazie pandemii. Jak z perspektywy włoskich doświadczeń postrzega Pan to, co działo się podczas ostatnich dwóch weekendów na Krupówkach?

Kpt. dr n. med. Jacek Siewiera, kierownik Oddziału Klinicznego Medycyny Hiperbarycznej Wojskowego Instytutu Medycznego, dowódca wojskowo-cywilnej misji medycznej WIM w Lombardii: - Na zakopiańskich Krupówkach widzieliśmy zachowanie, do pewnego stopnia, właściwe ludzkiej naturze. Wszyscy odczuwamy znużenie, a także zniecierpliwienie pandemią i obostrzeniami. Wykazujemy też większą lub mniejszą skłonność do odreagowania. Patrząc na Krupówki dostrzegam pewne podobieństwa i symptomy życia towarzyskiego Włochów u progu pandemii, chociażby w czasie karnawału.

Tyle że oni nie wiedzieli jeszcze wtedy, jak bardzo groźny jest koronawirus SARS-CoV-2. O tym, jakie potrafi uczynić spustoszenie przekonaliśmy się już niebawem, także podczas naszej wojskowo-cywilnej misji w kwietniu 2020 roku w Lombardii.

Tymczasem ludzie tłumnie bawiący się na Krupówkach bez zachowania podstawowych zasad sanitarnych zdawali sobie sprawę z tego, jak niebezpieczne może być zakażenie koronawirusem. Ich zachowania nie można już więc usprawiedliwiać niewiedzą. Co więcej, osoby bawiące się w Zakopanem dobrze znają też, chociażby z medialnych przekazów, obowiązujące przepisy, a także skuteczność wielu wprowadzonych obostrzeń. Swoim zachowaniem wykazują więc brak szacunku dla innych.

- Biorąc udział w misjach medycznych we Włoszech, a później w Stanach Zjednoczonych, widział Pan wiele dramatycznych sytuacji związanych z pandemią COVID-19. Co szczególnie utkwiło Panu w pamięci?

- Może zabrzmi to nieco zaskakująco, ale są to samochody osobowe na parkingach przy szpitalach w Bergamo i Brescii. Przyjeżdżali nimi zakażeni pacjenci i już do swoich pojazdów nigdy nie wrócili. Auta pozostawione w pewnym momencie blokowały nawet możliwość rozstawienia namiotów. Dlatego były spychane lub wywożone lawetami.

Tak, ten widok pozostanie do końca życia chyba nie tylko ze mną, ale ze wszystkimi, którzy pracowali wówczas w szpitalach na Północy Włoch. Pamiętajmy, że byliśmy w Lombardii w najgorszym, najbardziej zaskakującym okresie pandemii, kiedy każdego dnia z powodu COVID-19 umierało ok. 1000 osób, a personelowi brakowało zwykłych masek chirurgicznych. W ciągu dwóch miesięcy za tę naukę życiem zapłaciło ponad 200 lekarzy.

W kontekście zarówno takiego obrazu ku przestrodze, jak i scen na zakopiańskich Krupówkach, chciałbym zaznaczyć, że zagrożenie koronawirusem SARS-CoV-2 nie minęło. Oczywiście istnienie szczepionki zmniejsza ryzyko zachorowania. Ale nadal zdecydowana większość ludzi - nie tylko w Polsce, ale i na świecie - nie została zaszczepiona, a dostępność szczepionek wciąż jest ograniczona.

Jednak nawet przyjmując, że zaszczepi się cały "zachodni" świat, musimy pamiętać, że w innych częściach globu ten wirus cały czas mutuje, pojawiają się jego kolejne warianty, m.in. brytyjski, nigeryjski czy kalifornijski. Ten ostatni dziś budzi poważne obawy: może być bardziej zakaźny od innych i zaostrzać przebieg choroby.

Odnoszę wrażenie, że zapomnieliśmy nie tyle o lekcji z Włoch, ale o zdecydowanie bardziej bolesnych doświadczeniach z 2002 i 2003 roku, kiedy pojawił się wirus SARS, czy też SARS-CoV-1 (o śmiertelności wynoszącej nawet ok. 20-30 proc. w niektórych grupach wiekowych). SARS należy do tej samej podrodziny wirusów, co SARS-CoV-2.

Scenariuszowi pandemii daleko więc od zakończenia. Nie sposób wykluczyć, że nowe modyfikacje wirusa mogą w przyszłości wykazywać większą letalność w przebiegu choroby. Możemy więc mieć szczepionkę przeciwko podstawowej, pierwotnej wersji koronawirusa, natomiast ewoluując i rozprzestrzeniając się w niekontrolowany sposób, koronawirus może nas, niestety, jeszcze wiele razy zaskoczyć.

- Pojawił się jednak i taki, uspokajający przekaz: koronawirus mutuje, bo każdy wirus mutuje. Powinniśmy więc normalnie żyć, jak na przykład z grypą, której wirus ma już przecież niezliczoną ilość mutacji.

- Uważam, że porównywanie koronawirusa, a także COVID-19 z zachorowaniami na grypę nie jest trafione. Co prawda z koronawirusami mamy do czynienia od tysięcy lat. Jednak koronawirus SARS-CoV-2 cechuje się sekwencją nukleotydów, która niedawno przekroczyła barierę międzygatunkową. Dlatego wciąż stanowi realne ryzyko, gdyż nie wiemy, jaki jeszcze drzemie w nim potencjał zagrożenia.

Wirus SARS-CoV-1 wygasł niejako w sposób naturalny, ponieważ jego śmiertelność była wysoka. Nosiciele umierali znacznie szybciej niż następowała transmisja wirusa. Jednak to właśnie ten koronawirus powinien stanowić dla nas punkt odniesienia i przyczynę obaw dotyczących możliwych kierunków mutacji.

- Stanowczo, w krótkich słowach pożegnał Pan - usuwając ze swojej sieci kontaktów - użytkownika Linekdina, który jeszcze przed wydarzeniami na Krupówkach opublikował w tym portalu film z zabawy w jednym z warszawskich klubów.

- Jak wiadomo Linkedin służy przede wszystkim do komunikacji profesjonalistów w różnych dziedzinach i opiniotwórczych kręgach. Ważne więc jest, kto współtworzy sieć naszych kontaktów. Często są to osoby wpływające na opinię publiczną, a nawet na rzeczywistość, która nas otacza. Między innymi poprzez sieci kontaktów generują naprawdę duże zasięgi.

Dlatego tak ważne jest, kogo mamy w naszej sieci. To wpływa również na postrzeganie nas samych przez innych użytkowników. Tak długo, jak dyskutujemy o słuszności, skuteczności czy zasadności poszczególnych restrykcji, mamy do czynienia z wymianą poglądów. Możemy je wyrażać, polemizować z nimi itd.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś podważa dowiedzioną empirycznie i naukowo skuteczność obostrzeń. Tu nie ma przestrzeni na wyrażanie opinii czy poglądów, których celem jest łamanie przepisów prawa.

Wykluczyłem z mojej sieci człowieka, który tak właśnie postępuje, gdyż nie zamierzam być „żyrantem” wiarygodności osoby publikującej treści niezgodne z aktualnym stanem wiedzy medycznej. Zresztą człowiek, o którym mowa, dba o to, by w środowisku przedsiębiorców uchodzić za rozpoznawalnego, wpływowego komentatora. Nie zamierzam budować pozycji takich osób.

- W jaki więc sposób i kto powinien tworzyć na tyle skuteczny przekaz dotyczący pandemii, by nie powtarzały się już takie sytuacje, jak na zakopiańskich Krupówkach?

- W obszarze słów i deklaracji możemy robić dwie rzeczy: albo wyrażać nasze poglądy (co często nie jest skuteczne), albo podejmować działania w sferze werbalnej, czyli realizować ostracyzm wobec ludzi, którzy wyrażają poglądy np. niezgodne z wiedzą medyczną lub powszechnie obowiązującym prawem.

Jeżeli wszyscy będziemy konsekwentnie wywierać na nich nacisk - chociażby „blokując” w mediach społecznościowych osoby naruszające zasady życia społecznego - spowodujemy, że ci ludzie będą izolowani. Pozbawiani dużych zasięgów w sieciach społecznościowych, stracą możliwość brylowania w internecie, co nierzadko dla tych osób czy grup stanowi główny cel aktywności w sieci.

Szczególnie ważne jest, aby taki jednoznaczny przekaz - łącznie z „blokowaniem” w swoich sieciach społecznościowych wszelkiej maści pseudoekspertów - kierowali w internecie ludzie, między innymi ze świata nauki, medycyny, kultury czy biznesu. I nie chodzi o celebrytów, ale osoby będące prawdziwymi autorytetami w swoich dziedzinach.

Niezależnie od typowych kampanii edukacyjnych, to właśnie powszechny ostracyzm w sieci - na przykład wobec ruchów antyszczepionkowych - jest dziś bodaj jedynym już skutecznym sposobem przekonywania społeczeństw do racjonalnych zachowań chroniących nasze zdrowie i życie.

Druga część wywiadu: TUTAJ

***

Z kim rozmawialiśmy

Kpt. dr. n. med. Jacek Siewiera (rocznik 1984) - lekarz, prawnik. Specjalista anestezjologii i intensywnej terapii. Szef Oddziału Klinicznego Medycyny Hiperbarycznej Wojskowego Instytutu Medycznego.

W 2017 r. podjął się ratunkowej terapii hiperbarycznej pilota samolotu odrzutowego, który uległ awarii w trakcie lotu. Był to pierwszy na świecie, opublikowany przypadek skutecznego leczenia choroby dekompresyjnej dużych wysokości z wykorzystaniem terapii hiperbarycznej i krążenia pozaustrojowego. Kpt. dr Jacek Siewiera procedurę tę wykonał z narażeniem swojego zdrowia i życia, za co został odznaczony Krzyżem Zasługi za Dzielność przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę, a także laureatem "Portretu Polskiej Medycyny" - nagrody przyznawanej przez redakcję Rynku Zdrowia.

Dowódca polskich misji medycznych COVID-19 we Włoszech i USA. Za udział w zwalczaniu epidemii SARS-CoV-2 w USA został odznaczony Wojskowym Medalem Zasługi Stanu Illinois. W grudniu 2020 r. został po raz drugi odznaczony Krzyżem Zasługi za Dzielność, przyznanym za udział w Wojskowo-Cywilnej Misji Medycznej w Lombardii.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.