Kiedy w Polsce może zostać ogłoszona druga fala epidemii COVID-19?

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 29 września 2020 06:00

Pojęcie ''drugiej fali'' (COVID-19, epidemii lub koronawirusa) pojawia się nie tylko w publicystyce, ale też w oficjalnych wypowiedziach i stanowiskach. Jej nadejście ogłaszają rządy kolejnych państw. Nikt nie pokusił jednak o zdefiniowanie tego terminu. Wiadomo natomiast, skąd wzięło się porównanie natężenia epidemii do fali i przypuszczenie, że po wyhamowaniu uderzy z jeszcze większą siłą.

Kiedy w Polsce może zostać ogłoszona druga fala epidemii COVID-19?
Analiza deklaracji ministra zdrowia skłania do wniosku, że z drugą falą będziemy mieli do czynienia, kiedy brakować będzie łóżek covidowch i respiratorów. Fot. Shutterstock

- Wystąpienie drugiej fali epidemii COVID-19 jest wysoce prawdopodobne, co wynika z charakterystyki tego typu epidemii, które miały miejsce w przeszłości. Druga fala epidemii uderza zwykle z większą siłą. Tak było w przypadku grypy hiszpanki w 1919 i w 1920 roku. Pierwszy rzut choroby, który miał miejsce wiosną był łagodny, a dopiero drugi - jesienny - zebrał potężne żniwo. Podobnie może być z epidemią COVID-19 - tłumaczył w lipcu w wypowiedzi dla PAP prof. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego, alergolog, przewodniczący Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta.

Falowe wzrosty liczby zakażonych czy zgonów z powodu koronawirusa nie charakteryzują wystarczająco obecnej epidemii. Dlatego np. dr Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy i publicysta unika tego pojęcia. Powiedział nam: - Nie posługuję się nim. Dla mnie sytuacja z tą pandemią jest zagadkowa. Od początku nie rozumiem jej istoty, bo liczba zgonów nie rośnie tak bardzo albo wcale nie rośnie, zaś obecny wzrost zakażeń wynika głównie z lekceważenia wymogów sanitarnych.

Warto dodać, że wybitni eksperci także podkreślają, że przebieg COVID-19 w Polsce, podobnie jak i w innych krajach naszego regionu, jest stosunkowo łagodny, z niewielką liczbą zgonów. Co zatem mamy na myśli, kiedy mówimy o drugiej fali?

Wydaje się, że dla resortu zdrowia głównym kryterium świadczącym o jej nadejściu jest radzenie sobie sytemu ochrony zdrowia z przyrostami zakażeń. Brak możliwości niezakłóconego udzielania świadczeń zdrowotnych w warunkach narastającej epidemii oznacza drugą falę koronawirusa.

Odporność systemu na COVID 19
Podczas spotkania z mediami w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie (21 września) minister Adam Niedzielski powiedział wprost, że ''liczba zajętych łóżek i liczba osób podpiętych do respiratora jest najważniejszym wskaźnikiem, który mówi o rozwoju pandemii''. Zapowiedział, że ''nadal głównym przedmiotem monitorowania będzie liczba osób hospitalizowanych i liczba osób wymagających wspomagania tlenowego''. Zapewnił jednocześnie, że system ochrony zdrowia jest przygotowany na zwiększoną liczbę zakażeń koronawirusem.

- Jeśli będzie potrzeba, to będziemy zwiększać liczbę łóżek dla tych pacjentów, podobnie jak respiratorów. Tych ostatnich mamy ponad 800 tylko dla pacjentów COVID-19. Dysponujemy też około 6,3 tys. łóżek szpitalnych. Ale te liczby możemy zwiększać. Mamy tu jeszcze bufor bezpieczeństwa. Możemy zwiększyć liczbę łóżek i dostępnych respiratorów, których w całym kraju jest ponad 11 tysięcy - w uspokajającym tonie mówił 26 września Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

Analiza deklaracji ministra zdrowia skłania do wniosku, że z drugą falą będziemy mieli do czynienia, kiedy brakować będzie łóżek covidowch i respiratorów. Jeśli polski rząd (wzorem innych rządów) kiedykolwiek zdecyduje się na ogłoszenie nadejścia drugiej fali, to właśnie w oparciu o analizę wskaźników, o których mówił minister Niedzielski. Tymczasem w ocenie MZ epidemia jest pod kontrolą i niczego nie brakuje. Lekarze zakaźnicy są odmiennego zdania.

Zakaźnicy listy piszą
Na stronie Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych opublikowano wypowiedzi specjalistów, którzy alarmują, że wprowadzony niedawno obowiązek kierowania przez lekarza POZ praktycznie każdego pacjenta z dodatnim wynikiem genetycznym w kierunku SARS-CoV-2 do oddziału chorób zakaźnych doprowadził do zatorów w przyjmowaniu pacjentów i wydłużył kolejki oczkujących.

Zacytujmy kilka charakterystycznych wypowiedzi.
''Powyższe zalecenie spowoduje, że do Oddziałów tych (zakaźnych lub obserwacyjno-zakaźnych - red.) przy aktualnym tempie rozwoju epidemii będzie się w następnych miesiącach zgłaszać nawet po 100-150 dodatkowych osób dziennie. Konieczność zabezpieczenia dodatkowo co najmniej kilkudziesięciu dodatkowych konsultacji (a ich liczba w szczycie zachorowań może być wielokrotnie większa) jest w aktualnej sytuacji kadrowej naszych oddziałów niewykonalne. (…) doprowadzi to do przeciążenia systemu lub wręcz jego załamania się'' - list do ministra zdrowia podpisali dr hab. Jerzy Jaroszewicz, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii SUM w Katowicach (Szpital Specjalistyczny w Bytomiu) oraz dr hab. Włodzimierz Mazur, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych, Hepatologii Zakaźnej i Nabytych Niedoborów Odporności SUM w Katowicach (Szpital Specjalistyczny w Chorzowie).

''Dalsze systemowe zwiększanie obciążenia w tej grupie (personel medyczny zajmujący się dziedziną chorób zakaźnych - red.) doprowadzi do załamania systemu i będzie skutkowało brakiem możliwości zapewnienia opieki medycznej nie tylko w kontekście zakażeń SARS CoV-2, ale również innych chorób zakaźnych'' - list do ministra zdrowia wystosowany przez prof. dr hab. Miłosza Parczewskiego, kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych, Tropikalnych i Nabytych Niedoborów Immunologicznych, Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie, konsultanta wojewódzkiego (zachodniopomorskie) w dziedzinie chorób zakaźnych, prezesa Polskiego Towarzystwa Naukowego AIDS.

''Obecne regulacje, które powodują, że lekarze POZ przysyłają wszystkich zakażonych SARS-CoV-2 do Izb Przyjęć chorób zakaźnych, w ciągu kilku dni spowodował kolejki, zatory i ogromne przeciążenie pracą zespołów lekarskich i pielęgniarskich, które od ponad 6 miesięcy ciężko pracują i są u kresu sił'' - list do ministra zdrowia podpisany przez prof. dr hab. Annę Piekarską, kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, ordynatora Oddziału Chorób Zakaźnych i Hepatologii, WSSz w Łodzi.

''Szanowny Panie Ministrze, już pierwszego dnia funkcjonowania tych regulacji zostaliśmy zablokowani. Pacjenci wymagający naszej pomocy czekają w tłumie osób kierowanych przez lekarzy rodzinnych. Dochodzi do groźnych epidemiologicznie sytuacji, kiedy pacjent dodatni jest przywożony przez osobę ujemną własnym samochodem. Zablokowany został transport sanitarny i chorzy czekają godzinami na ich przewiezienie do izolatorium. (…) Panie Ministrze, niestety szczyt zakażeń przed nami i natychmiastowe działania są niezbędne w tym momencie'' - list dr hab. Krzysztofa Tomasiewicza, kierownika Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych UM w Lublinie).

''W województwie świętokrzyskim w 3 (sic!) oddziałach zakaźnych (Kielce, Busko-Zdrój, Starachowice) pracuje TYLKO 10 (słownie dziesięciu) lekarzy specjalistów chorób zakaźnych. Dlatego w/w oddziały nie są fizycznie w stanie skonsultować na Izbach Przyjęć Zakaźnych tylu pacjentów na dobę, gdyż przekracza to ich przepustowość. (…) Już teraz w naszych szpitalach brakuje leków (remdesivir) oraz występują znaczne problemy z dostępem do butli z tlenem i reduktorów do tlenoterapii. Poza tym zamknięcie szpitali jednoimiennych spowodowało znaczne utrudnienie w dostępie do dedykowanych OIOMów w przypadku pacjentów z niewydolnością oddechową wymagającą wentylacji mechanicznej'' list do ministra zdrowia podpisali lekarze specjaliści chorób zakaźnych województwa świętokrzyskiego: Paweł Pabjan, Dorota Zarębska-Michaluk, Katarzyna Paluch, Anna Garbat, Katarzyna Reczko, Piotr Stępień, Jadwiga Maciukajć, Jolanta Kosior, Grażyna Cieślik, Ewa Dutkiewicz).

Obserwacje specjalistów potwierdzają dyrektorzy szpitali, którzy nie mają dokąd przewieźć zakażonych pacjentów. Np. dyrektor Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie (nie znalazł w niedzielę, 27 września miejsca dla 4 zakażonych pacjentów) powiedział, że jesteśmy w przededniu załamania sytemu opieki zdrowotnej.

Czy system poradzi sobie także z grypą?
Bieżące sprawy są ważniejsze niż refleksja nad definicją ''drugiej fali''. Prof. Robert Flisiak, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, był wyraźnie zirytowany naszymi pytaniami dotyczącymi terminologii.

- Nie mam pojęcia, o jakiej drugiej fali wszyscy mówią. O definicję proszę się pytać autorów tego sformułowania zaczerpniętego zapewne żywcem z sytuacji w innych krajach (Włochy, Hiszpania), gdzie faktycznie można mówić o drugiej fali. Jednak zamiast zajmowania się sprawami drugoplanowymi, proponuję opublikowanie naszego apelu do ministra zdrowia - powiedział.

Apel opublikowaliśmy. Dotyczy tego, na co skarżą się w cytowanych wcześniej listach specjaliści chorób zakaźnych. Profesor zaznaczył w swoim wystąpieniu, że ''tylko pierwszy dzień funkcjonowania tego zarządzenia spowodował zatkanie Izb Przyjęć, a w kolejnych dniach sparaliżuje oddziały zakaźne. Napór chorych skąpoobjawowych lub wręcz bezobjawowych, którym lekarze POZ zlecają badania RT PCR uniemożliwi hospitalizację i leczenie osób faktycznie wymagających leczenia''.

Zwróćmy uwagę, że w przypadku apelu profesora Flisiaka, jak i innych specjalistów chodzi w istocie o wydolność systemu zdrowia w warunkach epidemii. Powtórzmy zatem, że nie sama liczba zachorowań jest wyróżnikiem drugiej fali. Ważniejszym kryterium jest zdolność udzielenia skutecznej odpowiedzi na falę nowych zakażeń, co może zakłócić zbliżający się sezon grypowy. Również w tym kontekście, część specjalistów jest skłonna mówić o spodziewanym nadejściu drugiej fali epidemii.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum