Każdego roku w zamachach samobójczych ginie dwa razy więcej Polaków niż w wypadkach drogowych

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 11 marca 2020 05:56

W 2019 roku dokonało samobójstwa 5255 mieszkańców Polski. W ostatnim dwudziestoleciu liczba ta wyniosła 91 362 osoby. To tak, jakby nagle z naszej mapy zniknęło miasto Jaworzno czy cały Grudziądz - podkreśla prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy ds. psychiatrii. I apeluje: - Musimy jak najszybciej objąć społeczeństwo psychiatryczną opiekę środowiskową

Każdego roku w zamachach samobójczych ginie dwa razy więcej Polaków niż w wypadkach drogowych
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Według oficjalnych danych policji w 2019 r. na własne życie targnęło się aż 11 961 osób. Spośród tej grupy śmierć poniosło 5255 osób; 4037 ofiar były to osoby pomiędzy 18 a 65 rokiem życia. Tyle mniej więcej liczy ludności podwarszawskiego Nadarzyna. To też niemal tyle, ile każdego roku w Polsce umiera z powodu raka piersi (ok. 6 tys.) czy nowotworu trzustki (5717 zgonów w 2016 roku). To także niemal dwa razy więcej, niż każdego roku ginie na ulicach polskich miast w wypadkach drogowych (w 2018 roku śmierć na drogach poniosły 2 862 osoby).

Jeżeli zdamy sobie sprawę, że ok. 75 proc. ofiar samobójstw (4037) to osoby w wieku produkcyjnym, łatwo można policzyć, że Polska gospodarka na śmierci swoich obywateli, której można było uniknąć, straciła w tym czasie miliardy zł. Jak wyliczyło kilka lat temu Polskie Towarzystwo Onkologiczne (PTO), utrata roku życia w przypadku śmierci osoby w wieku produkcyjnym, oznacza stratę dla gospodarki w wysokości 350 000 zł. Jeśli przyjmiemy, że każda z tych osób mogłaby przepracować 20 lat, to w sumie na jednej tylko osobie państwo straciło 7 mln zł. 

Najczęściej nie chcą żyć mężczyźni

Policyjne statystyki wyraźnie wskazują, że najczęściej życie odbierają sobie mężczyźni. Na 5255 dokonanych samobójstw w 2019 r., aż 4497 dotyczyło panów. Z reguły do zamachów samobójczych dochodzi w poniedziałek, a miesiącami, które sprzyjają chęci rozstania się z życiem wcale nie są miesiące jesienne, tylko letnie: czerwiec (1118 samobójstw dokonanych), maj (1054), lipiec (1041) i sierpień (1064).

Najczęstszym powodem targnięcia się na życie jest choroba lub zaburzenie psychiczne (2610), następnie niezrozumienie i/lub przemoc w rodzinie (1295) oraz zawód miłosny (1200). Samobójcy próbując odebrać sobie życie, wybierają: śmierć przez powieszenie (5740), samookaleczenie się powierzchowne (1299), zażycie innych leków niż psychotropowe (1289), skok z wysokości (912) czy też zażycie środków nasennych lub leków psychotropowych (894).

Jak wyjaśnia prof. Gałecki, tym, co winno budzić niepokój jest też fakt, że bardzo często życie odbierają sobie osoby powyżej 70. roku życia. W 2019 roku skuteczne zamachy samobójcze osób po 70. roku życia stanowiły 13,5 procent (707 zgonów) wszystkich dokonanych samobójstw. Aż 144 osoby miało ukończony 85. rok życia.

- Psychiatrzy obserwują, że jeśli młoda osoba próbuje sobie odebrać życie, to skuteczna jest 3-4 próba. W przypadku osób starszych, po 70. roku życia, to zwykle pierwsza próba kończy się śmiercią. Zamach na własne życie w tej grupie wiekowej związany jest z procesem starzenia się, samotnością, przewlekłymi chorobami przebiegającymi z niepełnosprawnością, z bólem. Stąd bardzo dużym wyzwaniem dla ochrony zdrowia są badania profilaktyczne i edukacja osób w podeszłym wieku, a także dobre funkcjonowanie opieki środowiskowej.  Nie może być tak, że rodzina zgłasza w opiece zdrowotnej, iż rodzic czy dziadek często mówi, że nie chce dłużej żyć, a lekarz psychiatra pojawia się u chorego po 3-4 miesiącach - podkreśla ekspert.

Zaznacza , jak duże znaczenie w sytuacji osób starszych ma lekarz rodzinny. - Osoba po 65. roku życia średnio przyjmuje pięć preparatów. W 90 proc. przepisuje je lekarz rodzinny. Dlatego też to na nim spoczywa obowiązek szybkiego wychwycenia zaburzeń psychicznych u tych pacjentów. Aby usprawnić proces diagnostyki, konieczna jest edukacja lekarzy rodzinnych. Szkolenia powinny uczyć, jak rozpoznać zaburzenia depresyjne, które u osób w podeszłym wieku mają inny obraz kliniczny niż w wypadku młodszych osób dorosłych - wyjaśnia prof. Gałecki.

Widać światełko w tunelu

Ekspert podkreśla też, że pewne nadzieje budzi fakt, iż po 2014 r. liczba samobójstw nieznacznie spadła, zarówno w Polsce, jak i w Europie.

- Jest to bardzo pozytywne zważywszy na fakt, iż ostatnie lata to czas znacznego wzrostu liczby osób cierpiących na schorzenia psychiczne, w przebiegu których występują myśli samobójcze, jak np. depresja. W wypadku tej choroby w ciągu ostatniej dekady liczba zachorowań wzrosła o 30 proc, co jednak nie przełożyło się na wzrost liczby samobójstw - podkreśla ekspert.

Jego zdaniem pozytywny efekt przyniosła profilaktyka, lepsza diagnostyka, określenie grup ryzyka i nowoczesna farmakoterapia. - Analizując polskie dane z lat 2001-2019 nie da się nie zauważyć, że najwięcej samobójstw przypada na lata 2013 - 2014 - wskazuje.

I dodaje. - Ostatnie lata to powolny, jednakże sukcesywny spadek liczby skutecznych samobójstw. W roku 2015 odnotowano 5688 dokonanych zamachów samobójczych, w 2016 - 5405, w 2017 - 5276, a w 2019 - 5255. Szczególnym rokiem był 2018, kiedy to życie odebrały sobie 5182 osoby.

- Nie sposób też nie zauważyć, że z roku na rok spada liczba samobójstw wśród dzieci. Podczas gdy w roku 2001 aż 255 osób do 18. roku życia odebrało sobie życie, to już w roku ubiegłym (2019) było to 98 osób. Ważne jest również to, że zdecydowanie lepiej chronione są dzieci najmłodsze. Podczas gdy w roku 2001 wśród ofiar zamachów samobójczych było aż dziewięcioro dzieci w wieku do szóstego roku życia i siedemnaścioro w przedziale wiekowym od 7 do 12 roku życia, to w roku ubiegłym nie odnotowano ani jednego dokonanego zamachu samobójczego wśród dzieci najmłodszych, a w grupie wiekowej pomiędzy 7. a 12. rokiem życia takich dzieci było czworo - zaznacza psychiatra.

Podkreśla też, że za samobójstwa wśród dzieci w ostatnich latach odpowiadają te same mechanizmy, co wśród dorosłych. - Współczesny świat zmienia się zdecydowanie szybciej niż kiedyś. To przekłada się na szybkie tempo życia, samotność, która dotyka też dzieci. W tej sytuacji potrzebujemy dobrych mechanizmów adaptacyjnych. Dlatego konieczna jest zmiana modelu opieki psychiatrycznej.

Wprowadzany obecnie model opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży polega na tym, że na początku najmłodsi trafiać mają pod opiekę psychologów i pedagogów, już w szkole i środowisku zamieszkania. Chodzi bowiem o to, żeby jak najszybciej wychwycić problem, zauważyć go i nazwać. Ważna jest też edukacja rodziców i nauczycieli. To wszystko przekłada się na spadek prób samobójczych wśród najmłodszych - wyjaśnia konsultant krajowy.

Kluczem jest pomoc w miejscu zamieszkania

- Zjawiska samobójstw nie da się całkowicie wyeliminować, ponieważ pewien odsetek osób, które odbierają sobie życie to ludzie niemający zdiagnozowanych zaburzeń psychicznych. Wszyscy eksperci są jednak zgodni, że w każdym kraju co najmniej o 50 proc. można by obniżyć liczbę bezwzględną osób, które dokonują samobójstwa - wyjaśnia prof. Gałecki.

Zaznacza też, że aby to osiągnąć, konieczne jest wprowadzenie jednolitego systemu, który umożliwiłby każdej jednostce medycznej zgłaszanie wszystkich prób samobójczych. Taki model jest obecnie dyskutowany przez zespół ds. depresji i samobójstw powołany przy Ministerstwie Zdrowia.

- Zebranie informacji związanych z danymi demograficznymi pozwoliłyby na analizę rozpowszechnienia oraz przyczyn podejmowanych samobójstw. Wiedzielibyśmy, kiedy jest ich więcej, jaka jest grupa ryzyka, gdzie pacjenci po próbie samobójczej najczęściej trafiają. Jeśli np. okazałoby się, że większość trafia na internę czy toksykologię, to oznaczałoby, że tam to wsparcie psychiatryczne powinno być znacząco wyższe. Gdyby natomiast okazało się, że pacjent, który trzykrotnie trafia na toksykologię po próbie samobójczej nigdy nie był u psychiatry, to znaczyłoby, że nie uzyskał skutecznej pomocy, nie dowiedział się, że może się skutecznie leczyć np. lekami - ocenia ekspert.

Wyjaśnia, że drugim istotnym elementem jest objęcie całej Polski siecią Centrów Zdrowia Psychicznego. To te jednostki mają za zadanie rozpoznanie problemów w swoim środowisku. 

- Jako środowisko czynimy starania, aby program dotyczący sieci Centrów Zdrowia Psychicznego był powszechny i żeby został wpisany nie tylko w rozporządzenie, ale też w ustawę zdrowia psychicznego. Obecnie mamy 34 Centra Zdrowia Psychicznego, które obejmują 15 proc. dorosłej populacji. Ich skuteczność już dziś jest zauważalna. Centra funkcjonują od półtora roku. W tym czasie liczba hospitalizacji w miejscach działania centrów spadła o 20-30 proc. Było to możliwe dzięki temu, że pacjent uzyskał pomoc bardzo szybko, w swoim miejscu zamieszkania - podsumowuje ekspert.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze