Kardiologia: mamy problem z kwalifikowaniem do rehabilitacji

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 02 września 2017 07:58

- Rehabilitacja kardiologiczna przywraca pacjentów do aktywności, pozwala zapobiegać kolejnym atakom serca, wreszcie poprawia stan psychiczny i jakość życia - mówi dr Zbigniew Eysymontt, dyrektor Śląskiego Centrum Rehabilitacji i Prewencji w Ustroniu, przewodniczący Sekcji Rehabilitacji Kardiologicznej i Fizjologii Wysiłku Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Kardiologia: mamy problem z kwalifikowaniem do rehabilitacji
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

- Należy pamiętać, że dla chorego kardiologicznie bezruch to śmierć - podkreśla dr Eysymontt.

Przypomina, że podczas rehabilitacji z jednej strony usprawnia się pacjenta fizycznie, z drugiej uczy i pokazuje, jak tę aktywność fizyczną wdrożyć w codzienność. Tylko w ten sposób można uchronić chorego przed tzw. zgonem odległym, np. w dwa-trzy lata po zawale serca czy zabiegu. Oprócz tego, chory uczy się zasad prawidłowego odżywiania, utrzymywania prawidłowej wagi i cholesterolu.

Praca zespołowa
Na oddziałach rehabilitacyjnych pracują zespoły złożone z dietetyków, psychologów, fizjoterapeutów, pielęgniarek, lekarzy. Jak podkreśla dr Eysymontt, jest to jedno z niewielu miejsc w systemie opieki zdrowotnej, gdzie pacjent po wyjściu ze szpitala ma ze służbą zdrowia kontakt dłuższy niż 5-10 minut.

- Dzięki temu, że dysponujemy czasem, bardzo często rehabilitację rozpoczynamy od wytłumaczenia, co tak naprawdę się wydarzyło, na czym polega choroba oraz jaki zabieg pacjent przeszedł. W ten sposób pomagamy choremu wyjść z depresji i lęku o swoje zdrowie. Do tego dochodzi psychoterapia, nauka radzenia sobie ze stresem i dokładna diagnostyka kardiologiczna, jak echo serca, testy wysiłkowe czy badanie holterem - wyjaśnia ekspert.

Tłumaczy, że już badania CROS przedstawione na ubiegłorocznym kongresie Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Rzymie udowodniły, że śmiertelność u osób po zawale serca (nawet leczonym nowocześnie i optymalnie) jest mniejsza nawet o kilkadziesiąt procent u tych pacjentów, którzy przebyli rehabilitację.

- Niestety, obecnie działający system kontraktowania nie ma instrumentów, które zachęcałyby lekarzy do kierowania chorych po zabiegach kardiologicznych na rehabilitację 
- mówi dr Eysymontt.

Na szczęście w opiece koordynowanej po zawale serca, która ma wejść już jesienią tego roku, bardzo precyzyjnie określono, co pacjent powinien otrzymać.

- To bardzo dobrze, gdyż poza korzyściami zdrowotnymi, zagwarantowanie właściwej, kompleksowej rehabilitacji kardiologicznej każdemu choremu po zabiegach sercowych jest opłacalne ekonomicznie. Wydatki na rehabilitację się zwracają, bo zmniejszają koszty społeczne spowodowane śmiertelnością, niepełnosprawnością, jak i utratą zdolności do pracy - wylicza.

Utrudniony dostęp
Dr Eysymontt zaznacza, że dostęp do rehabilitacji kardiologicznej w Polsce waha się od kilkunastu do 30% - w zależności od województwa. Średnio wynosi 20%. W tej grupie są zarówno chorzy po zawale mięśnia sercowego, jak też po zabiegach kardiochirurgicznych czy zaostrzeniach niewydolności serca.

- Dostęp ten jest wskaźnikiem, który stanowi proporcję pomiędzy wszystkimi zabiegami kardiochirurgicznymi, zawałami serca i ostrymi zespołami wieńcowymi w Polsce a liczbą rehabilitowanych pacjentów w ramach kontraktów z NFZ na oddziałach rehabilitacyjnych. Niestety, nie wszyscy pacjenci, którzy otrzymują skierowanie, docierają do rehabilitacji. Głównie z powodu braku miejsc na oddziałach rehabilitacyjnych - podkreśla ekspert.

Zwraca uwagę, że w szpitalu, którym kieruje, mimo iż placówka przekracza kontrakt i ryzykuje niezapłacenie nadwykonań, przeprowadzana jest rehabilitacja u wszystkich pacjentów, których pomieści szpital. Pomimo tego i tak dyrekcja musi odmawiać ok. 300 pacjentom rocznie z powodu braku miejsc.

Dr Eysymontt wyjaśnia, że polscy pacjenci, jeśli już otrzymają skierowanie, stosunkowo rzadko rezygnują z rehabilitacji. Natomiast w krajach, gdzie rehabilitacja jest powszechnie dostępna, problemem jest tylko to, czy pacjent zechce z niej skorzystać. Dostępność tam jest 100-procentowa, natomiast wykorzystanie bywa różne.

- Chcielibyśmy, żeby taki problem był u nas, byśmy mogli się martwić tylko tym, czy pacjent skorzysta z rehabilitacji, którą ma zagwarantowaną. A że powinien mieć zagwarantowaną, to jest sprawa oczywista. To świadczenie koszykowe, czyli pacjentowi należne - zaznacza.

Trzeba też pamiętać, że jest to jedno z niewielu świadczeń, które - jeśli nie zostało udzielone w terminie do 56 dni od zabiegu - już nigdy udzielone nie będzie. Jeżeli więc, jak to jest w naszych warunkach, chory nie dostanie się w tym terminie na rehabilitację z powodu zbyt małego dostępu, to już nigdy z tej rehabilitacji nie skorzysta - wyjaśnia specjalista.

Nadzieja w koordynacji
W ocenie dr. Eysymontta źle również działa system kwalifikowania na rehabilitację kardiologiczną. Nie ma bowiem obowiązku wydawania skierowania na rehabilitację. Tymczasem, jak wyjaśnia ekspert, taki obowiązek powinien być regulowany na poziomie ogólnopolskim, w ten sposób, że każdy pacjent, który przebył zawał serca lub miał zabieg na sercu, opuszczając szpital, otrzymuje skierowanie na rehabilitację.

- Taki system ma funkcjonować w koordynowanej opiece po zawale serca, która ma wejść w życie jesienią tego roku. Niestety, do tej pory ani MZ, ani NFZ nie podało jednoznacznego terminu. To rozwiązanie w założeniach jest bardzo dobre. Zakłada, że każdy pacjent po zawale serca powinien nie tylko otrzymać skierowanie na rehabilitację, ale mieć zagwarantowane miejsce. Nie przewiduje się tu limitów - podkreśla dr Eysymontt.

Wskazuje, że NFZ wprowadza także system zachęt finansowych dla ośrodków, które leczą zawały. Jeżeli ośrodki skierują pacjenta w odpowiednim czasie na rehabilitację i dopilnują, żeby ją otrzymał, to otrzymają większe finansowanie.

Nie będzie więc tak, że jakiś pacjent nie dostał się na rehabilitację, bo był zbyt mały kontrakt. Może być oczywiście problem z miejscami, bo część ośrodków będzie rehabilitować na stworzonych u siebie oddziałach, a część w dostępnych wyspecjalizowanych szpitalach rehabilitacyjnych.

Dodatkowe gratyfikacje finansowe szpitale będą otrzymywać po to, by zaopiekowały się pacjentem i dopilnowały, czy uzyskał on właściwą rehabilitację, czy jego wskaźniki ryzyka sercowego, jak np. poziom cholesterolu, poprawiły się, i wreszcie, czy udało się przywrócić go do pracy zawodowej.

Pytanie o przyszłość
- W opiece koordynowanej ośrodek będzie zainteresowany tym, żeby ich chory otrzymał pełen zakres świadczeń poszpitalnych. Problemem dodatkowym w tej chwili jest to, gdzie ta rehabilitacja będzie realizowana, ze względu na wejście sieci szpitali i na to, że olbrzymia większość szpitali rehabilitacyjnych, które miałyby rehabilitować pacjentów po zawale, znalazła się poza siecią, w niepewnym losie co do dalszego finansowania - podkreśla ekspert.

- Dziś wiemy jedynie tyle, iż szpitale rehabilitacyjne będą finansowane w ramach ubiegania się o kontrakt w konkursach. Jeżeli MZ stworzyło sieć szpitali, żeby uchronić placówki sieciowe przed niebezpieczeństwem kontraktowania, to znaczy, że obawia się tego, jak będą finansowane szpitale poza siecią. Czyli wniosek jest jasny: szpitale pozasieciowe są narażone na niebezpieczeństwa kontraktowania z niewiadomym wynikiem - podsumowuje dr Zbigniew Eysymontt.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum