Jursa-Kulesza: współczynnik reprodukcji wirusa w Polsce przekroczył 1,5

Autor: MS/Rynek Zdrowia • • 08 października 2020 13:16

Współczynnik reprodukcji wirusa w Polsce przekroczył 1,5. Wiemy już, że jedna osoba zakaża ponad półtorej osoby. To bardzo zła wiadomość, gdyż jeżeli dziś mamy 4280 osób, u których wykryto zakażenie w ciągu jednej doby to za chwilę będziemy mieć zakażeń półtora razy więcej - mówiła na antenie TVN24 doktor nauk medycznych Joanna Jursa-Kulesza.

Jursa-Kulesza: współczynnik reprodukcji wirusa w Polsce przekroczył 1,5
Fot. Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)

Dzisiaj (8 października) padł nowy rekord zakażeń koronawirusem. Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że w ciągu doby zdiagnozowano 4280 nowych przypadków zakażenia koronawirusem to o blisko 1300 więcej niż dobę wcześniej.

Joanna Jursa-Kulesza, specjalistka mikrobiologii lekarskiej i kierownik katedry lekarskiej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego wyjaśniła na antenie TVN24, że informacje te są niepokojące patrząc na współczynnik reprodukcji wirusa (tzw. liczba R). Ten wynosi już ponad 1,5. Oznacza to, że jedna osoba może zakazić średnio 1,5 osoby. To w jej ocenie bardzo niekorzystne zjawisko, dlatego że będzie bardzo dużo pacjentów, wymagających hospitalizacji, którzy nie poradzą sobie w warunkach izolacji domowej.

Specjalistka wspomniała też, że jest świeżo po spotkaniu w wojewódzkim szpitalu w Szczecinie na temat przygotowania do epidemii i wzrostu zakażeń.

Jak podkreśliła specjaliści są bardzo zmartwieni tą sytuacją. Mówiła, że brakuje personelu medycznego, który też chodzi na kwarantanny. - Niestety ludzie są nadal nieodpowiedzialni, przychodzą chorzy do pracy. Potem okazuje się, że było to zakażenie koronawirusowe. Całe oddziały czasami wymagają kwarantanny, narażeni są pacjenci. Jest to olbrzymi problem już w tej chwili takich rozproszonych zakażeń. Dlatego apelują do państwa, że jeśli ktoś się czuje źle, niech zostaje w domu, nie idzie do zakładu pracy, nie idzie do szkoły, nie idzie do szpitala, jeśli jest pracownikiem medycznym - opowiadała.

Podkreśliła też, że w tej chwili bardzo dużym problemem jest absencja personelu medycznego.

Specjalistka zaznaczyła, że aby w tej chwili zahamować tak znaczący wzrost zachorowań powinno się do zera ograniczyć aktywność społeczną. - To oznacza, że tam gdzie nie muszę bezwzględnie iść - nie idę. Zostajemy w domu co najmniej przez tydzień, dwa - podkreśliła.

Mówiła też, że szkoła jest bardzo ważna a dzieci muszą się uczyć, dlatego powinniśmy im to zapewnić. Dlatego tak ważne jest, aby z dziećmi nie chodzić po lekcjach na dodatkowe zajęcia szkolne, ale zostać z nimi w domu.

Dodała też, że trzeba zakupy robić w przemyślany sposób, raz w tygodniu. Nie chodzić do galerii handlowych bez potrzeby. - Z tym, czego nie trzeba robić, dajmy sobie na razie spokój - powiedziała.

Zaznaczyła też, że na razie nie ma problemu tzw. twindemii czyli nakładania się na siebie zachorowań na grypę i koronawirusa. - Na razie nie widzimy grypy w Polsce. Zachorowania mamy w naszej strefie klimatycznej na grypę w styczniu, lutym i marcu. Wtedy dopiero zobaczymy ten problem. W tej chwili to są pojedyncze zachorowania na adenowirusy. Grypa przychodzi do nas znacznie później i wtedy zobaczymy, jak te dwa wirusy się razem znoszą. Dobra wiadomość jest taka, że wirusy też nie lubią wzajemnego towarzystwa i jedna komórka, a to jest ta sama komórka, którą zakaża wirus grypy i wirus korona nie będzie się zakażała dwoma wirusami. Trzeba założyć, że jeden wirus będzie wypierał drugi, to jest też taka korzystna koincydencja środowiska - podsumowała Jursa-Kulesza.

Ekspertka oceniła też obecną strategię MZ do walki z pandemią. Jak przyznała ta strategia zmienia się z tygodnia na tydzień. - Jest to bardzo trudne do opanowania w szpitalach dlatego, że co chwilę mamy jakieś nowe wiadomości, do jednych strategii się dopiero przyzwyczajamy a już mamy nowe. Ale to jest normalne. Pandemia wymaga elastyczności działań. To co zakładamy tydzień wcześniej nie zawsze będzie się sprawdzało za dwa tygodnie. Ważne, że podejmowane są działania - mówiła Jursa-Kulesza.

Dodała też, że na pewno powrót do szpitali jednoimiennych jest dobrym krokiem. - My nie jesteśmy już w stanie hospitalizować tych dwóch grup pacjentów, tzw. pacjentów covidowych i pacjentów niecovidowych, którzy wymagają opieki. Coraz częściej przyjmujemy pacjentów w bardzo złym stanie, z sepsą niecovidową, z urospesą, zapaleniami płuc bakteryjnymi, którzy na tych teleporadach nie do końca byli dobrze leczeni. Wiele szpitali nie ma możliwości architektonicznych, żeby wydzielić strefy zakaźne, wobec tego muszą być podjęte kroki, aby wspomóc te szpitale covidowe przede wszystkim w personel medyczny każdego stopnia, bo nie damy rady - wyjaśniła ekspertka.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum