Jest COVID-19, ale nie ma wielu chętnych lekarzy do walki z nowymi epidemiami. Zakaźników nie przybędzie?

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 20 lipca 2020 06:00

Epidemia COVID-19 ujawniła braki w kraju dotyczące zabezpieczenia na wypadek chorób zakaźnych. Okazało się jednak, że nie tylko potrzebna jest pilna modernizacja oddziałów zakaźnych tak, aby przygotować się na kolejne niebezpieczne epidemie. Oto maleje liczba specjalistów chorób zakaźnych, a młodzi lekarze niechętnie specjalizują w tej dziedzinie.

Maleje liczba specjalistów chorób zakaźnych, a młodzi lekarze niechętnie specjalizują w tej dziedzinie. Fot. Fotolia

Polska przez lata miała stabilną sytuację epidemiologiczną. Nawet, gdy nie tak dawno inne państwa walczyły z odrą, u nas ten problem przybrał zdecydowanie mniejszą skalę. Faktem jest też to, że klasyczne choroby zakaźne - jak AIDS, HCV - potrafimy dziś coraz skuteczniej leczyć ambulatoryjnie. W efekcie od lat w kraju systematycznie likwidowane są łóżka na oddziałach zakaźnych. Szpitale pozbywały się ich tym chętniej, że te wymagały dużych nakładów finansowych, ponieważ musiały odpowiadać kosztownym standardom.

Przed pandemią - jak mówił nam prof. Andrzej Horban, konsultant krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych - w kraju działało 10 oddziałów izolacyjnych zakaźnych dla najbardziej groźnych przypadków. W 85 podmiotach leczniczych funkcjonowały zaś oddziały o profilu zakaźnym, na których znajdowało się ponad 2 tys. łóżek.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski na początku roku uspokajał, że pojawienie się w kraju koronawirusa SARS-CoV-2 nie będzie katastrofą, tragedią, ani czymś nadzwyczajnym. Jak mówił w styczniu br. system jest przygotowany na otoczenie opieką zwiększonej grupy chorych zakaźnie. - Mamy listę oddziałów zakaźnych, potrzebnej aparatury, opracowane procedury postępowania w takich przypadkach - zapewniał.

Pandemia obnażyła braki systemu
Kiedy w Polsce pojawił się koronawirus okazało się, że nasz system nie jest jednak najlepiej przygotowany na epidemie nowych, agresywnych chorób zakaźnych. Wymagał pilnej przebudowy. W kraju brakowało łóżek zakaźnych, na ich potrzeby przekształcono więc szpitale i inne oddziały. Brakowało też środków ochrony osobistej i kadry przygotowanej do walki z nowym wirusem.

Doświadczenia ostatnich miesięcy sprawiły, że obecnie w kolejnych szpitalach zaczęto myśleć o odtworzeniu oddziałów zakaźnych lub rozbudowie działających. Ten kierunek myślenia podziala m.in. prof. Krzysztof Simon, dolnośląski konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych, który w mediach często podkreślał pilną potrzebę rozpoczęcia w kraju rozbudowy i modernizacji obiektów zakaźnych tak, aby przygotować się na kolejne wybuchy ognisk chorób zakaźnych.

Plany budowy nowoczesnego oddziału chorób zakaźnych zapowiedział już samorząd województwa zachodniopomorskiego. Władze województwa wystąpiły do Komisji Europejskiej o zgodę na zmiany w Regionalnym Programie Operacyjnym, które pozwolą na realizację planów budowy nowoczesnego oddziału chorób zakaźnych w Szpitalu Wojewódzkim w Szczecinie. Inwestycja ma kosztować 68 mln zł.

- Uważam, że do zagrożenia chorobami zakaźnymi nie można podchodzić krótkookresowo. Wirusolodzy na całym świecie ostrzegają dzisiaj, że pojawiać się będą nowe patogeny, które mogą być równie groźne jak COVID-19. Dlatego właśnie musimy podejmować działania długookresowe - wskazuje w komunikacie prasowym marszałek województwa zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz.

Zasadność realizacji tego projektu potwierdził konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych, prof. Miłosz Parczewski przyznając, że nikt dzisiaj nie jest w stanie określić, jak epidemia będzie wyglądać w przyszłości.

- Z dużym prawdopodobieństwem można jednak stwierdzić, że będzie nawracać z okresami dynamicznego wzrostu zachorowań. Epidemiczne występowanie nowych i odnawiających się czynników zakaźnych obserwowane jest nawrotowo co kilka lat, a zagrożenie transmisją zakażeń niezmiennie towarzyszy współczesnym społeczeństwom. Ponadto lokalizacja Szczecina, miasta portowego na pograniczu polsko-niemieckim dodatkowo wpisuje się w konieczność stworzenia nowoczesnego centrum, z możliwością izolacji i obserwacji osób zakażonych i potencjalnie zakażonych - wskazał profesor.

Mniejsze ośrodki też stawiają na oddziały zakaźne, ale...
7 mln zł ma kosztować rozbudowa i modernizacją bazy łóżek zakaźnych w Szpitalu Powiatowym w Piszu. To jedna z dwóch placówek na Mazurach, która dysponuje oddziałem zakaźnym. 

Z kolei Jarosław Pokoleńczuk, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Łomży przyznaje, że po okresie pandemii, ta przekształcona na kilka miesięcy w szpital imienny placówka zamierza kontynuować działalność w zakresie opieki na pacjentami z chorobami zakaźnymi. - Do czasu pandemii i przekształcenia w szpital jednoimienny posiadaliśmy 20-łóżkowy Oddział Obserwacyjno-Zakaźny i Pododdział Obserwacyjno-Zakaźny Dziecięcy. Po okresie pandemii zamierzamy kontynuować jego działalność, bo jak pokazały ostatnie miesiące takie oddziały maja rację bytu - mówi. 

Ale tu się pojawiają problemy z jakimi musi zmierzyć się nie tylko szpital w Łomży, ale cały system ochrony zdrowia w kraju - brak specjalistów dz. chorób zakaźnych.

Dyrektor Jarosław Pokoleńczuk zaznacza, że w okresie pandemii jeden z lekarzy zakaźników dotychczas zatrudnionych w jego lecznicy przeszedł na emeryturę. To istotnie pogorszyło sytuację kadrową na oddziale. - Obecnie pracuje w pełnym wymiarze w szpitalu jedynie 2 lekarzy specjalistów chorób zakaźnych. Sytuację ratują specjaliści z innych oddziałów, którzy pomagają przy zabezpieczeniu dyżurów - mówi dyrektor i dodaje, że oddział posiada możliwość prowadzenia specjalizacji lekarskiej w dziedzinie chorób zakaźnych, ale od lat brakuje chętnych do jej podjęcia.

O tym, że są województwa , gdzie od lat nikt nie zgłasza się na specjalizację w dziedzinie chorób zakaźnych mówił nam też wcześniej prof. Andrzej Horban przyznając, że obecnie mała liczba osób rozpoczynających specjalizację nie zastąpi naturalnego odchodzenia kadry. Średni wiek lekarzy tej specjalności przekracza obecnie 60 lat.

Resort zdrowia potwierdza nam, że ma świadomość iż w kraju co roku niewykorzystana pozostaje duża pula miejsc rezydenckich w dz. chorób zakaźnych, chociaż podjęto wiele działań w celu zainteresowania tą specjalizacją lekarzy kończących studia.  Specjalizacja m.in  została uznana za priorytetową, a przez to lepiej płatną, ale póki co nie wiele to pomogło.

- Ministerstwo Zdrowia aktualnie dysponuje 398 miejscami szkoleniowymi w jednostkach akredytowanych. Wolnych jest 266 miejsc. Podstawowym celem jest wypełnienie wolnych miejsc przynajmniej w 80 proc, jednak niestety zainteresowanie tą dziedziną medycyny jest małe - informuje Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska z biura prasowego resortu zdrowia. Dodaje, że aktualnie liczba lekarzy posiadających specjalizację w dziedzinie chorób zakaźnych wykonujących zawód - według danych z Centralnego Rejestru Lekarzy RP prowadzonego przez Naczelną Radę Lekarską - wynosi 1120 (w tym 116 osób posiada tylko specjalizację I stopnia). W trakcie specjalizacji są 132 osoby.

Trzeba zmienić model kształcenia
W opinii ekspertów spadek zainteresowanie specjalizacją to efekt tego, że na dorobienie w prywatnym gabinecie zakaźnik nie może liczyć, a likwidacja deficytowych oddziałów spowodowała, że wielu lekarzy zaczęło mieć problemy z zatrudnieniem i musiało zdobyć dodatkową specjalizację aby móc w ogóle pracować.

W opinii dr. Pawła Grzesiowskiego, eksperta w dziedzinie profilaktyki zakażeń, małe zainteresowanie specjalizacją w dziedzinie chorób zakaźnych wynika z tego, że wizerunkowo i funkcjonalnie nie spełnia oczekiwań nowoczesnej medycyny. Jak uważa, dziś potrzebujemy znacznie szerszego zakresu tej specjalizacji - medycyna zakażeń czy infekcjologia kliniczna, powinna zastąpić klasyczną specjalizację chorób zakaźnych.

- Lekarze tej specjalności powinni być przygotowani do leczenia najróżniejszych stanów infekcyjnych od stopy cukrzycowej, przez kiłę, gruźlicę, po COVID-19. Problemy zdrowotne w zakresie chorób zakaźnych są obecnie znacznie szersze niż typowe choroby zakaźne, to zupełnie nowe wyzwania, takie jak nowe choroby wirusowe, choćby te wywoływane przez metapneumowirusy, flawirusy czy wielooporne zakażenia bakteryjne i grzybicze, wymagające zaangażowania nowoczesnej diagnostyki molekularnej oraz immunologii - przekonuje dr Grzesiowski.

Dodaje: - Liczba pacjentów chorujących na tzw. klasyczne choroby zakaźne zmniejsza się dzięki szczepieniom i poprawie warunków życia, natomiast rosnącym problemem są zakażenia inwazyjne, wielooporne i szpitalne w szczególnych populacjach np. ludzi w podeszłym wieku czy skrajnie otyłych.

Nasz rozmówca podkreśla, że także organizacja opieki pacjentów zakażonych wymaga zmian.

- W każdym szpitalu muszą być zapewnione warunki dla skutecznej izolacji pacjentów z zakażeniami, natomiast wielołóżkowe szpitale zakaźne powinny być ośrodkami referencyjnymi pełnoprofilowymi, wyposażonymi w oddziały zabiegowe, położnicze i intensywnej terapii - zaznacza. - Konieczne jest nowe podejście do kształcenia lekarzy, którzy w przyszłości powinni stanowić elitarną kadrę konsultantów przygotowanych do walki z nowymi pandemiami - przekonuje.

Co nas dziś czeka w przypadku na nowej fali epidemii?
- W szczycie epidemii zostało utworzonych 22 szpitali jednoimiennych zakaźnych w Polsce. Teraz stopniowo ograniczmy liczbę szpitali jednoimiennych w niektórych regionach, by przywrócić w nich wieloprofilową działalność. Jesienią spodziewamy się, że znów może zwiększyć się liczba zakażeń, dlatego średnio połowa łóżek w szpitalach jednoimiennych nadal będzie czekać na pacjentów zakażonych - informuje o bieżącej polityce resortu zdrowia Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska. 

Zdaniem dr. Pawła Grzesiowskiego dziś przed nami stoją nowe wyzwania dotyczą zaplecza szpitalnego.

- Nie mam przekonania czy dziś należy zwiększać liczbę szpitali zakaźnych w kraju. Raczej należy przygotować większość placówek do elastycznego przekształcenia istniejących oddziałów w odcinki izolacyjno-obserwacyjne na wypadek pojawienia się takich chorych - rozważa.

Zaznacza: - Z pewnością należy zabezpieczyć odpowiednią liczbę łóżek izolacyjnych w każdym regionie. Racjonalne wydaje się uruchamianie w szpitalach jak największej liczby sal 1-2 łóżkowych z węzłem sanitarnym i śluzą, a na SOR-ach utrzymanie dwóch oddzielnych ścieżek diagnostycznych, w tym jednej tzw. brudnej dla pacjentów zakaźnych, a drugiej - tzw. czystej - dla pacjentów bez objawów infekcji.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum