MS,TVN24/Rynek Zdrowia | 01-04-2021 16:39

Jaroszewicz: 100 proc. przyjmowanych pacjentów trafia pod tlen, 20 proc. umiera

Od ponad roku jesteśmy na wojnie. Toczy się kolejna bitwa a sytuacja momentami jest bardzo ciężka. Nasze możliwości są bardzo ograniczone. Śmiertelność sięga 20 proc. - mówił doc. Jarzy Jaroszewicz.

Na zdjęciu: doc. Jerzy Jaroszewicz ze Szpitala Specjalistycznego w Bytomiu; FOTO: PTWP

  • To będzie najczarniejszy miesiąc w historii powojennej Polski. Ten i następny. Kolejne już będą lżejsze - przestrzega doc. Jerzy Jaroszewicz 
  • System nie jest w stanie udźwignąć takiej ilości chorych. Zwolnione łóżka zapełniają się w ciągu 15-30 minut
  • 100 proc. chorych przyjmowanych do szpitala trafia pod tlem. Co piąty z nich umiera

 - Proszę państwa, nie czarujmy się, to będzie najczarniejszy miesiąc w historii powojennej Polski, tak mi się wydaje. Ten i następny miesiąc. Mam nadzieję, że kolejne już będą lżejsze i że wyjdziemy z tego silniejsi i mądrzejsi - wyjaśniał.

Ekspert, który jest kierownikiem Oddziału Obserwacyjno-Zakaźnego i Hepatologii Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Bytomiu, podkreślał w programie "Rozmowa Piaseckiego" w TVN, że obecna śmiertelność w szpitalach jest nieakceptowalna. - Jest to sytuacja bardzo ciężka psychicznie. Takiej ilości śmierci u nas w placówkach medycy nigdy nie widzieli i mam nadzieję, że się więcej to nie powtórzy - zaznaczył.

Epidemia przerosła możliwości każdego systemu 

Dodał, że żaden system nie jest w stanie udźwignąć takiej ilości chorych.

- Wirus się zmienił, jest coraz bardziej zabójczy, śmiertelność w porównaniu do pierwotnego wirusa jest wyższa o 60-70 procent. Do tego chorują coraz młodsi ludzie. Do rozprzestrzeniania się choroby dołożyła się też lekceważąca postawa ludzi. To powoduje, że mamy Armagedon.

- Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że Covid-19 nie jest taką zwyczajną chorobą. My nie możemy położyć pacjenta na dostawce, na korytarzu - komentował gigantyczne kolejki ambulansów przed szpitalnymi SOR-ami.

Ekspert wyjaśnił, że covid to choroba, którą leczy się tlenem. - W tej chwili 100 proc. chorych przyjmowanym do szpitala wymaga leczenia tlenem, jeżeli szpital tych miejsc tlenowych nie ma, to wtedy chorych nie przyjmie, bo przyjęcie równa się, że pacjenci umrą. My nie możemy sobie na to pozwolić, w związku z tym potrzebna jest redystrybucja chorych. Dziś jest takie dopychanie do ostatniej szpileczki każdego wolnego miejsca i ratownictwo w tym systemie rzeczywiście jest zgubione - zaznaczył.

Śmiertelność szpitalna sięga 20 proc.

Podkreślił też, że zgłaszane obecnie przez jego oddział wolne miejsce, zajmowane są w ciągu 15-30 minut od zgłoszenia. - Tak jest u mnie. Ratownictwo musi być w tej chwili bardzo elastyczne. Ja rozumiem, że są w tej chwili w bardzo ciężkie sytuacje - tłumaczył.

Dodał: Przyjmujemy dziennie różnie 5, 7, 10 osób - to zależy od tego, ile się miejsc zwalnia. Na szczęście ciągle przyjmujemy więcej chorych niż ich umiera. Niestety śmiertelność jest bardzo duża, sięga 20 procent.

- Każda taka śmierć to ludzki dramat. Ja się spotykam z rodzinami pacjentów, którzy zmarli. Bardzo często są to pacjenci, którzy trafili zbyt późno, są pacjenci, którzy nie wierzyli w covid, pacjenci, którzy uważali, że mają silny organizm, który jest w stanie przeciwstawić się wirusowi. Nie ma silnych organizmów, ta choroba jest nieprzewidywalna - apelował.

Stres jest jak na wojnie

Tłumaczył też, że medycy od marca ubiegłego roku pracują w systemie wojennym, gdzie jest dużo ofiar. - Prawda jest taka, że nigdy nie spodziewałem się, że w tej mojej specjalności będzie tak ciężko, aczkolwiek wcześniej też epidemie się zdarzały, ale w moim pokoleniu jest to pierwsza tak poważna epidemia. Jedynym sposobem, aby wyjść z tego w zdrowiu psychicznym to korzystanie z porad psychologicznych, psychiatrycznych, uprawianie dużej ilość sportu i życie taką nadzieją, że to się skończy - mówił.

- Trzymajmy się, damy radę uratujmy jak najwięcej istnień, wytrzymajmy jeszcze miesiąc - półtora i będzie już lżej - podkreślił.