Ile czeka się na SOR w czeskim miasteczku? Zmierzone ze stoperem

Autor: money.pl/Rynek Zdrowia • • 01 kwietnia 2019 14:27

Redaktor portalu Money.pl sprawdził ile wynosi czas oczekiwania na szpitalnym oddziale ratunkowym w Trutnovie, niewielkim miasteczku w północnej części Czech: 15-20 minut czekania na pilną wizytę u internisty, niecałe pół godziny na ostry dyżur ortopedyczny. Ze stoperem w ręku. Rentgen? Niewiele dłużej.

Ile czeka się na SOR w czeskim miasteczku? Zmierzone ze stoperem
SOR w Czechach: 15-20 minut czekania na pilną wizytę u internisty, niecałe pół godziny na ostry dyżur ortopedyczny. Fot. archiwum

W miejscu opisanym jako "kozni ambulance a stacionar", czyli "pogotowie ratunkowe i centrum opieki dziennej", czeka dwóch mężczyzn. Pielęgniarka twierdzi, że akurat jest wyjątkowo mało pacjentów, ale zazwyczaj nie czeka więcej niż 6-7 osób. Czas oczekiwania? Do godziny.

Na ortopedycznym ostrym dyżurze siedzi w sumie około 8-9 osób. Ale za to są dwa gabinety lekarskie. Wchodzi młody mężczyzna w kurtce motocyklowej. Na nodze ma niedbale zawinięty bandaż. Siada po drugiej stronie korytarza, redaktor Money włącza stoper i sprawdza, ile czasu minie od pojawienia się w poczekalni do wejścia do gabinetu. Lekarz poprosił go do siebie dokładnie po 28 minutach i 16 sekundach.

W pracowni RTG ludzi całkiem sporo, bo w sumie 7 osób w kolejce. Ale kobieta z dzieckiem na prześwietlenie wchodzi po około 35 minutach.

Czesi - podobnie jak Polacy - płacą ubezpieczenie zdrowotne. U nich jest to jednak 13,5 procent od pensji brutto (w Polsce stawka wynosi 9 proc.) - przypomina portal Money.pl

Większość składki pokrywa pracodawca, który odpowiada za dwie trzecie jej wysokości. Pracownik płaci więc tylko to co zostanie, czyli 4,5 proc. swojej pensji.

Składka nie trafia jednak do monopolisty, jak u nas do NFZ. W Czechach jest kilka funduszy, które zajmują się opieką zdrowotną i konkurują z sobą.

Z drugiej strony jednak - do niektórych świadczeń trzeba dopłacić. Tak jak na przykład do wizyty na SOR-ze. Koszt? W przeliczeniu na polską walutę wychodzi to kilkanaście złotych (około 100 koron).

W Czechach nie brakuje też lekarzy. Jak wynika z opracowania Biura Analiz Sejmowych, jeden lekarz przypada za naszą południową granicą na niespełna 250 mieszkańców. W Polsce - według danych OECD - jeden lekarz przypada na prawie 500 obywateli - zaznacza portal Money.pl

Według danych OECD, Czesi na ochronę zdrowia wydają 7,3 proc. PKB, co w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynosi 2544 dolary. W Polsce te liczby wynoszą odpowiednio - 6,4 proc. oraz 1798 dolarów. Czyli kwotowo - o jedną czwartą mniej.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum