Hematologia: są pieniądze na przeszczepy, trudniej o czas

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 05 maja 2009 06:45

Polska hematologia stała się, podobnie jak cała krajowa transplantologia, tym obszarem medycyny, w którym nie brakuje pieniędzy na przeprowadzanie procedur przeszczepiania. Problemem, podobnie jak w przypadku przeszczepień narządów unaczynionych, pozostaje natomiast niedostatek dawców i kwestie organizacji procedur.

Hematologia: są pieniądze na przeszczepy, trudniej o czas
Urszula Jaworska była pierwszą pacjentką w Polsce, której z powodzeniem 12 lat temu przeszczepiono szpik od dawcy niespokrewnionego. Na zdjęciu z prof. Jerzym Hołowieckim, który wraz z zespołem przeprowadził tamten zabieg.

W Polsce, jak przypomina w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie hematologii, wykonuje się o połowę mniej przeszczepień szpiku niż w krajach rozwiniętych.

– W naszej klinice nie ma kolejek pacjentów z powodów innych niż ten wynikający z oczekiwania na dobór dawcy – mówi prof. Sławomira Kyrcz-Krzemień, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Podobnie jest w Dolnośląskim Centrum Transplantacji Komórkowych we Wrocławiu, kierowanym przez prof. Andrzeja Lange. Obie kliniki są tzw. ośrodkami referencyjnymi, w których przeszczepia się chorych z całej Polski i wykonuje najwięcej najtrudniejszych przeszczepień – od dawców niespokrewnionych.

– W tym roku zaplanowaliśmy 50 zabiegów przeszczepienia od niespokrewnionych dawców. Jesteśmy do tego przygotowani pod każdym względem. Zabiegamy natomiast, by Ministerstwo Zdrowia zwiększyło nam pulę limitu wykonywania tych zabiegów, którą okrojono nam do połowy – mówi prof. Kyrcz-Krzemień.

Prof. Wiesław Jędrzejczak uważa, że nie będzie obcięcia środków na przeszczepy: – Przypuszczam, że chodzi o to, iż według założeń ministerstwa przeszczepienia szpiku przechodzą od lipca do finansowania przez NFZ. Pierwszych sześć miesięcy stanowi połowę roku, siłą rzeczy więc kontrakt jest na pół roku.

Polski rejestr
W minionym roku w kraju wykonano 133 zabiegi alogenicznego przeszczepienia komórek krwiotwórczych od dawców niespokrewnionych oraz 151 od dawców spokrewnionych. Jak podaje Biuletyn Poltransplantu, spośród biorców przeszczepów od dawcy niespokrewnionego 28 pacjentów otrzymało przeszczep od dawców pochodzących z rejestrów polskich.

Polscy dawcy szpiku stanowią średnio tylko 21 proc. dawców niespokrewnionych, ale liczba ta rośnie. – Jest to bardzo istotne od strony ekonomicznej ponieważ koszt uzyskania szpiku do transplantacji od polskiego dawcy jest zdecydowanie mniejszy niż od dawcy zagranicznego – mówi doc. Jerzy Wojnar, zastępca kierownika Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Na mapie świata rozkład potencjalnych dawców szpiku pokrywa się z poziomem zamożności poszczególnych krajów. Oparta na liczbach bezwzględnych klasyfikacja umiejscawia Polskę na średnim poziomie, wśród takich krajów jak Czechy, Holandia czy Szwecja. Jednak, jeżeli przyjmiemy ilość potencjalnych dawców na liczbę ludności, to w tych statystykach wypadamy znacznie gorzej. U nas te wskaźniki są pięciokrotnie niższe niż np. w Czechach i Słowenii, a czterokrotnie niższe niż w Szwecji.

Leczenie przed przeszczepem
Zdaniem profesora Wiesława Jędrzejczaka rzecz jednak nie tylko w zasobności polskich rejestrów czy finansach na przebadanie ochotników, którzy chcą podarować swój szpik, ale i w organizacji leczenia przed przeszczepieniem. – Lekarze, którzy leczą przedprzeszczepowo zbyt późno podejmują decyzję o kwalifikacji do przeszczepienia, czy inaczej mówiąc, do referowania chorego, by był on rozważany do przeszczepienia. Później nie starcza czasu na znalezienie dawcy – zwraca uwagę profesor Jędrzejczak.

W krajowych realiach, u chorego z rozpoznaną białaczką wstępna faza przygotowań do przeszczepienia trwa trzy miesiące, w sumie do czasu przeszczepienia mija – średnio licząc – około pięć miesięcy. Dla niektórych pacjentów, zbyt późno kwalifikowanych do przeszczepienia, to zbyt długi okres.

Rutynowo: morfologia
Podczas niedawnej konferencji towarzyszącej kampanii informacyjno-edukacyjnej „Białaczka - sprawdź, czy nie weszła ci w krew” prof. Wiesław Jędrzejczak przypomniał, że przed reformą służby zdrowia, gdy badania krwi wykonywało się obowiązkowo w ramach badań pracowniczych, w Polsce 20 proc. przypadków białaczek wykrywano w trakcie rutynowej morfologii. Obecnie jest to zaledwie 2 proc. Statystyki wskazują natomiast, że w innych krajach Europy w badaniu tym wykrywa się nawet do 40 proc. wszystkich przypadków białaczek.

W takim rutynowym badaniu krwi białaczkę wykryto w 1994 r. u Urszuli Jaworskiej. – Proces rozwoju nowotworu był już wówczas zaawansowany. Ale ja czułam się świetnie, byłam w doskonałej kondycji fizyczno-psychicznej. Gdyby nie ta morfologia, to nie wiem, kiedy dowiedziałabym się o chorobie – wspomina Jaworska.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum