Głowa boli, czyli leczenie oparzeń dziecięcych...

Autor: Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia • • 09 czerwca 2010 06:30

W Polsce

– W zasadzie od powstania naszego Centrum – w 2003 roku – niewiele się zmieniło. Nie powstał żaden nowy ośrodek zajmujący się leczeniem oparzeń dziecięcych. Zmodernizowano kilka oddziałów chirurgii dziecięcej, w których również leczy się oparzenia, ale nie te najcięższe – wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl prof. Jacek Puchała, kierownik Dziecięcego Centrum Oparzeniowego przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu.

Krakowskie DCO dysponuje pięciołóżkowym oddziałem intensywnego nadzoru i leczenia, wyposażonym m. in. w:
• nawiewy laminarne,
• łóżka specjalistyczne ze zintegrowanymi wagami,
• pełnym monitorowaniem funkcji życiowych, respiratorami,
• kompletem zautomatyzowanych pomp infuzyjnych,
• salą opatrunkowo-zabiegową ze specjalistycznym stołem operacyjnych dla wymagań chirurgii plastyczno-rekonstrukcyjnej.

Oddział ten jest przeznaczony do specjalistycznego leczenia złożonych urazów termicznych, chemicznych i elektrycznych. Dotyczy to zwłaszcza oparzeń średniociężkich i ciężkich, które powinny być hospitalizowane w specjalistycznej jednostce. Placówka już w 2004 roku została wyznaczona na krajowy ośrodek referencyjny dla oparzeń dziecięcych i może się pochwalić wysokimi standardami oraz nowoczesnymi metodami leczenia. CDO hospitalizuje rocznie około 80-120 dzieci oparzonych. Potrzeby są jednak większe...

– Jeden ośrodek tego typu na całą Polskę, to stanowczo za mało. Powinno działać kilka dziecięcych centrów oparzeniowych – podkreśla prof. Puchała. – Mam nadzieję, że odciąży nas trochę placówka w Szczecinie.

Wsparcie ze Szczecina
20 maja 2010 roku już oficjalnie ruszyła budowa Regionalnego Centrum Leczenia Oparzeń dla Dzieci i Młodzieży w szczecińskim szpitalu „Zdroje”. Na pierwszym piętrze pawilonu 16 powstanie oddział oparzeniowy z 4 łóżkami zwykłymi i 2 łóżkami intensywnego nadzoru.

– Zakładamy, że będziemy obsługiwać znaczną część Polski – mówi Paweł Gonerko, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Samodzielnego Publicznego Specjalistycznego ZOZ „Zdroje”. – Planujemy leczyć oparzenia dzieci z województwa zachodniopomorskiego i województw sąsiednich. Szacujemy, iż każdego roku leczonych będzie około 100-150 dzieci, a znacznie więcej otrzyma porady ambulatoryjne...

Projekt jest współfinansowany z tzw. funduszy norweskich, środków pochodzących z trzech krajów EFTA (Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu) tj. Norwegii, Islandii i Liechtensteinu. Na budowę jednostki szpital otrzyma prawie 900 tys. euro.

– Cały projekt, to nie tylko budowa i wyposażenie Centrum, ale także tzw. część miękka, dotycząca profilaktyki i promocji, obejmująca wykłady, spotkania z rodzicami, plakaty, billboardy, klipy telewizyjne – wylicza Paweł Gonerko. – Jak bowiem pokazują badania, kampania informacyjna i edukacja na temat oparzeń u dzieci są niezwykle potrzebne.

Winni są... rodzice
Nie ma wiarygodnych danych dotyczących liczby dzieci rocznie w Polsce ulegających oparzeniom. Przed laty szacowano ją na 120-195 tysięcy przypadków rocznie.

– Główną przyczyną dziecięcych oparzeń są zaniedbania i brak wyobraźni rodziców oraz opiekunów. Dotyczy to nawet ponad 90 proc. przypadków. Dzieci zwykle ulegają oparzeniom około drugiego roku życia, zwykle gorącymi płynami. U starszych dzieci przeważają już oparzenia spowodowane płomieniem – opisuje dr Stanisław Paradowski, ordynator oddziału chirurgii dziecięcej, oparzeń i urologii, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa w Szpitalu św.Wojciecha w Szczecinie (połączonym z SPS ZOZ „Zdroje”), gdzie dziś trafiają poparzone dzieci.

– W tym roku mieliśmy już na naszym oddziale 70 pacjentów, w tym 40 z wycięciem martwicy i pokryciem przeszczepami skóry. To duży skok, ponieważ w całym ubiegłym roku leczyliśmy 110 poparzonych dzieci – mówi dr Paradowski. – Oparzenia niezbyt rozległe udaje wygoić się między 14. a 21. dniem pobytu. Problemy zaczynają natomiast z oparzeniami pokrywającymi ponad 50 proc. powierzchni ciała...

Jest postęp
Lekarze podkreślają jednak, że znacząco zmieniła się jakość leczenia. Sprzyja temu fakt, że spadła liczba ciężkich oparzeń, a jeśli już do takowych dojdzie, to znacząco niższa jest także śmiertelność wśród poszkodowanych.

– W naszym Dziecięcym Centrum Oparzeniowym wynosiła 3-4 proc. przez ostatnie 7 lat – podkreśla prof. Jacek Puchała. – Obecnie jesteśmy w stanie ratować nawet osoby poparzone w 95 proc. Jest to dalej jednak bardzo trudne i czasochłonne, zależy także od głębokości oparzenia. Warto pamiętać, że jeszcze 30 lat temu oparzenie pokrywające 30 proc. powierzchni ciała określano jako letalne – przypomina prof. Puchała.

Ponadto leczenie oparzeń u dzieci ma z oczywistych względów swoją specyfikę.

– Mamy do czynienia z organizmem rosnącym, szybko się zmieniającym, co ma także znaczenie. Podaje się innego rodzaju leki, częściej stosowana jest terapia płynowa. Bardzo ważne jest także uwzględnienie aspektu psychicznego po tak wielkim wstrząsie – podkreśla szef krakowskiego Dziecięcego Centrum Oparzeniowego.

Wycena z sufitu
Skuteczne leczenie oparzeń u dzieci pozostaje przy tym drogie.

– Trudno wytłumaczyć urzędnikom, że np. nowoczesny środek wymaga zainwestowania większej kwoty, ale w dłuższej perspektywie zwraca się dzięki mniejszemu zużyciu i krótszej hospitalizacji. W rezultacie mamy dość dużą rozbieżność, jak tego typu procedury są wyceniane przez NFZ a jakie są koszty. Może się nawet zdarzyć, że wyjątkowo ciężki przypadek oparzenia i długotrwałe leczenie może zagrozić finansowej stabilności kilkułóżkowego oddziału – opisuje Jacek Puchała.

Według lekarza, najważniejsze jest więc doszacowanie procedury, a także stały dopływ środków, pozwalających na rozsądne planowanie i zaopatrywanie jednostki.

Zdaniem dr Stanisława Paradowskiego, generalnie finanse samodzielnego pododdziału leczenia oparzeń i tak nie będą się bilansowały. Lepiej może być jedynie w połączeniu z oddziałem chirurgii. Co nie przekreśla tego, że powinno istnieć więcej takich ośrodków.Lekarz postuluje więc: nawet więcej: każdy oddział chirurgii dziecięcej powinien mieć możliwość izolacji i leczenia w aseptycznych warunkach ciężko poparzonych dzieci.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum