Katarzyna Rożko/Rynek Zdrowia | 30-07-2013 16:12

Gliwice: pacjent z przeszczepioną twarzą opuścił szpital - ma szansę na normalne życie

Pacjent, u którego wykonano pierwszy w Polsce i pierwszy na świecie pilny, ze wskazań życiowych, przeszczep twarzy, opuścił we wtorek (30 lipca) Centrum Onkologii - Instytut w Gliwicach. Czuje się dobrze, czeka go jednak wieloletnie leczenie.

33-letni mężczyzna z okolic Wrocławia, któremu 23 kwietnia br. maszyna do cięcia kamiennych bloków amputowała większą część twarzy, wziął udział razem z zespołem lekarskim w spotkaniu z mediami i wzruszony podziękował specjalistom za pomoc. Po kilku minutach mężczyzna opuścił salę.

Jak wyjaśniali lekarze, pacjent nie mówi jeszcze wyraźnie, ale zmieni to zaplanowana na kolejne miesiące rehabilitacja motoryki twarzy. Pierwsze symptomy w postaci mrowienia i drgań mięśniowych wskazują, że proces ten przebiega prawidłowo.

Operacja ratująca życie
Przypomnijmy: po wypadku przy pracy w zakładzie kamieniarskim poszkodowany został przewieziony do odległego o 20 km szpitalnego oddziału ratunkowego Akademickiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Lekarze podjęli się replantacji fragmentu twarzy - bez powodzenia, ponieważ odcięty przez maszynę fragment twarzy został im dostarczony z miejsca wypadku dopiero po kilku godzinach.

Ubytek u 33-latka obejmował powłoki twarzy, struktury podporowe środkowego i dolnego piętra twarzy - kości szczękowe, łuki jarzmowe, podniebienie. Stan ten zagrażał życiu pacjenta.

- Przy tak rozległym urazie, gdzie odsłonięte są struktury blisko podstawy czaszki, kontaktujące się z mózgowiem - groźna byłaby jakakolwiek infekcja, nie mówiąc już o braku możliwości normalnego funkcjonowania, zaburzeniach oddychania, możliwości jedzenia - wyjaśniał podczas konferencji w maju br. prof. Adam Maciejewski z Kliniki Chirurgii Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej w Centrum Onkologii - Instytucie w Gliwicach, kierownik zespołu przeprowadzającego przeszczep twarzy.

Obraz urazu, którego doznał pacjent, prowadził w kierunku przeszczepu twarzy - był to zabieg ratujący życie. Od 2 maja przez dwa tygodnie trwały poszukiwania dawcy. Został nim młody mężczyzna z województwa podlaskiego. Procedura transplantacyjna rozpoczęła się 15 maja w godzinach porannych. Trwała 26 godzin. Pracowało przy niej 26 lekarzy, w sumie zespół liczył około stu osób.

Po przeszczepie
Następnie najważniejszym elementem poza intensywną opieką było prowadzenie immunosupresji. Czuwa nad tym prof. Sebastian Giebel, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii w COI.

- W transplantacji twarzy bardzo poważnym wyzwaniem jest odpowiedź immunologiczna. Skóra twarzy jest tą częścią ciała, która wyjątkowo silnie pobudza układ odpornościowy do reakcji odrzucania przeszczepu. Aby umożliwić przeszczep musieliśmy wprowadzić pacjenta w stan paraliżu układu immunologicznego - wyjaśniał prof. Giebel.

Oznacza to, że komórki odpornościowe pacjenta nie były w stanie reagować na żadne bodźce.

- To był warunek, żeby do tego przeszczepu mogło w ogóle dojść. Jednocześnie czyniło to pacjenta niezwykle podatnym na wszelkiego rodzaju infekcje: bakteryjne, wirusowe, grzybicze - zaznaczał specjalista. Dodał, że choć minęło dwa i pół miesiąca od przeszczepu, aspekt immunologiczny nadal jest najistotniejszy.

Jak wyjaśniali lekarze, najtrudniejszymi podczas całej procedury były podjęcie samej decyzji o niej, kwalifikacja dawcy i biorcy oraz aspekty immunologiczne i mikrobiologiczne.

- Z jednej strony ze względu na pilność zabiegu nie mogliśmy przeprowadzić właściwego doboru dawcy pod względem zgodności tkankowej, co wiązało się ze stosowaniem silnej immunosupresji. Z drugiej strony u pacjenta występowały różne bakterie chorobotwórcze odporne na większość antybiotyków, co wymusiło na nas stosowanie niezwykle intensywnie protokołu leczenia przeciwinfekcyjnego, obejmującego pięć różnych leków - wyjaśniał we wtorek prof. Giebel.

Obecnie część leków immunosupresyjnych zostało odstawionych, dawki niektórych zmniejszone.

- Przed pacjentem jednak wieloletnie leczenie, które będzie modyfikowane. Udało się nam natomiast odstawić wszystkie antybiotyki, które musieliśmy zastosować - powiedział specjalista.

Co dalej?
Podkreślił, że pacjent i jego rodzina otrzymali liczne wskazania dotyczące postępowania w nadchodzących miesiącach.

- Przez długi czas będzie musiał unikać zbiorowisk ludzkich, kontaktu z osobami, które mogłyby przenieść zakażenie do jego organizm oraz kontaktu z pracą w ziemi, z roślinami, ze zwierzętami - wymieniał prof. Giebel.

Z mieszkania, do którego wraca pacjent, krewni usunęli już kwiaty i dywany. Z domu musiał zniknąć też pies, choć lekarze dają nadzieję, że zwierzę będzie mogło wrócić za kilka miesięcy do swojego opiekuna.

Jak poinformował dr Maciej Grajek, chirurg z Kliniki Chirurgii Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej COI w Gliwicach, od chwili opuszczenia szpitala, przez pierwsze miesiące, pacjent będzie musiał pojawiać się w placówce co tydzień na wizycie kontrolnej. Następnie okres między wizytami ulegnie wydłużeniu.

- Kontrola lekarska będzie połączona z konsultacjami i pomocą psychologa. Jednocześnie pacjent otrzymał zestaw ćwiczeń, które będzie wykonywał samodzielnie w domu. Ćwiczenie i stymulacja mięśni twarzy ma na celu przyspieszenie powrotu ich funkcji. Mamy nadzieję, że do końca roku chory powróci do normalnego życia, z niewielkimi tylko ograniczeniami - powiedział dr Grajek.

Pacjentowi potrzebna jest również korekta powiek prawego oka. Czeka go niewielki zabieg okulistyczny, który ma poprawić ich funkcjonowanie i estetykę.

Pomogła psychika

Dr Grajek dodał, że proces gojenia oraz powrót funkcji czucia i ruchomości przebiegają u mężczyzny szybciej niż spodziewali się lekarze.

- Warto podkreślić, że jest to pacjent wyjątkowy, silny psychicznie. Byłem pod wrażeniem, nie miał chwil zwątpienia lub załamania - mówi chirurg.

Potwierdza to prof. Adam Maciejewski, kierownik zespołu, który przeprowadził przeszczep twarzy.

- Nie wyobrażałem sobie, że po tak długim pobycie w szpitalu, tak rozległym urazie, przejściu przez zabieg, który wcześniej w Polsce nie był wykonywany, można mieć tyle wiary, tyle odwagi, takiej radości z każdego kolejnego dnia - stwierdził profesor.

Podczas konferencji głos zabrał również prof. Bogusław Maciejewski, dyrektor Centrum Onkologii - Instytutu w Gliwicach. Odniósł się do pojawiających się w mediach pytań, dlaczego przeszczepem twarzy zajmował się Instytut Onkologii, a nie inna placówka.

- Przeszczep twarzy jest tylko fragmentem pracy i działalności zespołu chirurgów, którzy oprócz tego, że są specjalistami w zakresie chirurgii onkologicznej stali się również specjalistami w dziedzinie rekonstrukcji i chirurgii mikrorekonstrukcyjnej - podkreślił prof. Bogusław Maciejewski.

Chirurgia rekonstrukcyjna od 2000 r. była dedykowana przede wszystkim chorym na nowotwory, głównie głowy i szyi. Wcześniej szansa na wyleczenie pacjentów, którzy trafiali do Instytutu, przeważnie w stanie bardzo zaawansowanym, była niewielka.

- Dostępne metody miały charakter leczenia paliatywnego. Tych chorych w większości nie udawało się uratować, a szansa 3-letniego przeżycia (nie wyleczenia) nie przekraczała 15 proc. Od momentu wprowadzenia chirurgii rekonstrukcyjnej, w tych zaawansowanych przypadkach nowotworów głowy i szyi, ale nie tylko, bo np. w obrębie piersi czy klatki piersiowej, w skojarzeniu z bardzo wyspecjalizowaną radioterapią pooperacyjną - obecnie legitymujemy się wskaźnikiem pięcioletniego wyleczenia u 75 proc. pacjentów – zaznaczył dyrektor placówki.

Jak podkreślił, jest to największy kapitał i osiągnięcie tego zespołu oraz całego Instytutu.