Gdańsk: ratownik, który zakłuł się brudną igłą, sam zapłaci za leki?

Autor: Dziennik Bałtycki, KR/Rynek Zdrowia • • 18 grudnia 2009 16:52

Ratownik, który podczas wykonywania medycznych czynności zakłuł się brudną igłą, musi sam zapłacić za swoje leczenie.

Gdańsk: ratownik, który zakłuł się brudną igłą, sam zapłaci za leki?
Przypadki takie są jednostkowe i sfinansowanie leczenia antyretrowirusowego nie jest dużym obciążeniem dla placówki.

Dariuszowi Olechowi, pracownikowi Pogotowia Ratunkowego w Gdańsku, który miał kontakt z igłą z pojemnika na materiały wysokozakaźne, może grozić m.in. zakażenie wirusem HIV czy zapalenie wątroby typu C. Dlatego powinien się poddać kuracji lekami hamującymi namnażanie się wirusów. Jej koszt to 2,5 tys. zł. Musi za nią zapłacić z własnej kieszeni, gdyż jest zatrudniony na kontrakcie, a nie na etacie.

Do podobnego przypadku doszło w czerwcu 2009 r. W czasie intubacji narkoman, zakażony wirusem HIV i zapaleniem wątroby typu C, zwymiotował na udzielającego mu pomocy ratownika medycznego Kubę Matysa z Gdańska. Treść dostała się do ust i oczu ratującego. Za leki antyretrowirusowe musiał zapłacić 5 tys. zł.

Jak podaje Dziennik Bałtycki, Dariusz Olech, który zakłuł się brudną igłą, został skierowany przez swoją przełożoną z gdańskiego pogotowia do Szpitala Zakaźnego, gdzie wydano mu leki antyretrowirusowe na dwa tygodnie. Przy następnej wizycie w szpitalu okazało się, że następna dawka leków jest pełnopłatna, a za „wypożyczone” leki musi zwrócić.

Zgodnie z ustawą z 5 grudnia 2008 roku o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych: „Profilaktyczne leczenie poekspozycyjne ze styczności z ludzkim wirusem niedoboru odporności (HIV), do której doszło w wyniku wypadku w trakcie wykonywania czynności zawodowych, jest finansowane przez pracodawcę albo zlecającego pracę.”

Jednak Dariusz Olech jest zatrudniony na kontrakcie. Zdaniem Marioli Kubiak, dyrektor pogotowia w Gdańsku, prowadzi więc działalność gospodarczą i sam powinien ubezpieczyć się od takiego zagrożenia. Z takiego rozwiązania skorzystało już 50 ratowników z Gdańska. Mimo że PZU przygotowało dla nich poszerzoną ofertę, nie zawiera ona „profilaktyki poekspozycyjnej”. Takiego produktu nie ma żadna firma ubezpieczeniowa w Polsce.

Dr Jerzy Karpiński, pomorski lekarz wojewódzki, przyznaje, że przepisy określające, kto ma ponosić koszty tzw. profilaktyki poekspozycyjnej nie są niejednoznaczne.

W ustawie zabrakło wyraźnej sugestii, że obowiązek finansowania takiej profilaktyki ma należeć do pracodawców, którzy zatrudniają ratowników medycznych i  to niezależnie od formy zatrudnienia. Te zmiany są oczekiwane, ale tymczasem w takiej sytuacji pracodawca powinien zwrócić się do swojego organu założycielskiego o sfinansowanie takiego leczenia – mówi portalowi rynekzdrowia.pl dr Karpiński.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum