TVP1,PAP/Rynek Zdrowia | 28-01-2020 11:35

GIS o zabezpieczeniu przed koronawirusem: noszenie masek pomaga, gdy zakładają je zarażeni

Mam nadzieję, że wirus do nas nie dotrze, ale jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność, trzeba być realistą ze względu na bardzo dużą ilość pacjentów zarażonych koronawirusem w Chinach - powiedział we wtorek (28 stycznia) Jarosław Pinkas, Główny Inspektor Sanitarny.

Prof. Jarosław Pinkas: - Trzeba być realistą ze względu na bardzo dużą ilość pacjentów zarażonych koronawirusem w Chinach. Fot. PTWP

Obecnie koronawirus 2019-nCoV, który spowodował epidemię w Chinach może zostać przeniesiony do Polski przede wszystkim wraz z zainfekowanym nim pasażerem samolotu. Z Chinami utrzymywane są bezpośrednie połączenia lotnicze z Warszawy.

Główny inspektor sanitarny pytany o zastosowany reżim sanitarny na warszawskim lotnisku przekonywał, że pracujący tam personel nie musi nosić masek. - Pracownicy mają stosować odpowiednie procedury, a te procedury są dawno opracowane - mówił w poniedziałek rano w programie "Kwadrans polityczny" w TVP1, prof. Jarosław Pinkas, kierujący Głównym Inspektoratem Sanitarnym.

- Nie wszyscy muszą nosić maski. To czy personel lotniska je nosi nie jest aż tak istotne, jeśli personel jest zdrowy. Maska powinna być przede wszystkim założona tym, którzy się źle czują - ocenił główny inspektor sanitarny, porównując znaczenie maski do roli jaką pełni na twarzy chirurga, który zakłada ją by uchronić pacjenta przed przeniesieniem patogenów.

Do używania masek w celu ograniczenia możliwości rozprzestrzeniania się wirusa poprzez lotniska odniósł się też rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego Jan Bondar. Jak wyjaśnił, wypowiadając się dla onet.pl, maski nie stanowią całkowitej ochrony. - Maseczki są dla osoby chorej, żeby nie zarażała innych - tłumaczył, dodając, że proste maski nie spełniają podstawowej funkcji. - Byle jaka maseczka jest wręcz szkodliwa, bo po godzinie użytkowania będzie rezerwuarem wszelkiej maści drobnoustrojów - mówił rzecznik GIS.

Jak zapewnił prof. Jarosław Pinkas, procedury mające powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa 2019-nCoV zaczynają się już na pokładzie samolotu lecącego z Chin. Pasażerowie proszeni są o wypełnienie karty lokalizacji, poza tym personel analizuje sytuację na pokładzie.

Szef GIS podał, że na Lotnisku im. Chopina w Warszawie wydzielony został oddzielny terminal dla przylotów z Chin. - Są tam lekarze, ratownicy. Jeśli pojawi się podejrzenie, że pasażer jest zainfekowany, trafi na oddział zakaźny. Nie powinien trafić do swojego lekarza rodzinnego, dlatego że wirus łatwo się rozprzestrzenia - mówił prof. Pinkas.

Ponieważ czas wylegania nowego koronawirusa to około 14 dni, jeśli ktoś wrócił z Chin w takim okresie i wcześniej, nim ogłoszono pojawienie się choroby, jest bezpieczny.

Zdaniem głównego inspektora sanitarnego jesteśmy w sytuacji, w której najważniejsza jest informacja. Zapewnił, że na obecnym etapie "jeszcze nie ma się czego bać". - W oparciu o informacje, które posiadamy mogę powiedzieć, że tego wirusa nie ma w Polsce jeszcze. Jestem przekonany, iż w sytuacji kryzysowej wszyscy staną na wysokości zadania, mamy zasoby i środki - przekonywał.

Potwierdził, że pod obserwacją jest trójka polskich studentów, którzy powrócili z Wuhan. - Wirus jest niebezpieczny przede wszystkim dla osób z ograniczoną odpornością, czyli głównie dla osób starszych z przewlekłymi chorobami. Dotąd wszystkie przypadki, tam gdzie jest dobry dostęp do opieki zdrowotnej, są to przypadki które przebiegają gładko. Takie są informacje z USA, Kanady - mówił.

Wirus łatwo się rozprzestrzenia drogą kropelkową, ale powoduje małą śmiertelność. - Bardziej niebezpieczna jest grypa i zapewne więcej obywateli zginie w Europie z powodu grypy, niż w wyniku ataku wirusa - uznał.

Przekonywał też, by szczepić się przeciwko grypie, gdyż taki fakt może okazać się cenną informacją diagnostyczną dla lekarza, o ile pacjent, pomimo zaszczepienia ma objawy podobne do tych jakie dotyczą grypy.

Ocenił, że trudny okres dla służb sanitarnych i lekarzy (nie precyzując dokładnie o jakie działania chodzi) potrwa około 4-5 tygodni.

Prof. Pinkas pytany przez prowadzącego program Krzysztofa Ziemca o możliwość wydostania się koronawirusa z laboratorium, jako źródło epidemii w Chinach, uznał, że jest to raczej mało prawdopodobne.