Epidemia grypy będzie testem dla podstawowej opieki zdrowotnej

Autor: Money.pl, IB/Rynek Zdrowia • • 09 listopada 2009 10:04

Czy podstawowa opieka zdrowotna da sobie radę z radykalnym wzrostem liczby pacjentów, jakiego należy oczekiwać w przypadku epidemii grypy? Zdaniem portalu Money.pl odpowiedź brzmi: nie.

Czy POZ-y podołają skutkom ewentualnej epidemii grypy, czy też będą potrzebowały nadzwyczajnej pomocy?

Nie chodzi przy tym o pieniądze: żadnej przychodni bankructwo nie grozi. Problem stanowią natomiast kolejki do leklarza. Mogą być tak długie, że pacjenci z grypą sezonową lub zarażeni wirusem A/H1N1 będą leczyć się sami lub trafiać do szpitali.

Ze świadczeń POZ finansowanych przez NFZ może obecnie korzystać ponad 37,3 mln Polaków rejestrujących się u lekarzy rodzinnych w publicznych i prywatnych ZOZ-ach. Fundusz płaci za nich przychodniom miesięczną stawkę ryczałem: ZOZ dostaje środki za pacjenta bez względu na to, czy w danym miesiącu pojawi się on u lekarza, czy też nie.

Jeden lekarz rodzinny może zarejestrować maksymalnie 2,5 tys. pacjentów. Biorąc pod uwagę, że za każdego NFZ zapłaci mu średnio 8,32 zł miesięcznie, jego przychody wyniosą 20,8 tys. zł. Money.pl policzył, że po odliczeniu kosztów wynajmu lokalu, zatrudnienia pielęgniarki i recepcjonistki, opłat za media i środki niezbędne do pracy oraz podatku, lekarzowi zostaje na rękę 6,1 tys. zł.

W okresach małej zachorowalności lekarz przyjmuje około 6-7 pacjentów dziennie. Co stanie się jednak w czasie epidemii, gdy ich liczba znacząco wzrośnie?

– Lekarz będzie pracował do granic możliwości, unikał badań na własny koszt i i odsyłał większą liczbę pacjentów do szpitala, a wszystko po to, aby uniknąć wzrostu kosztów działalności – mówi portalowi Money.pl Adam Kozierkiewicz, ekspert rynku medycznego. – Kolejki się oczywiście wydłużą. Podniesienie kosztów i zatrudnienie drugiego lekarza jest ostatecznością.

Duża przychodnia, obsługująca pięć tysięcy pacjentów, z NFZ dostaje średnio 41,6 tys. zł miesięcznie. Koszt zatrudnienia lekarzy i reszty personelu to 29,4 tys. zł. Koszty stałe to 17 tys. zł: koszty są zatem o 4,8 tys. zł większe niż przychody z Funduszu. Przychodni pozostaje zatem generowanie zysków na opiece prywatnej i współpracy z firmami.

Radykalny wzrost liczby pacjentów oznacza dla przychodni konieczność zatrudnienia dodatkowych lekarzy, co wiąże się z wygospodarowaniem kolejnych środków. Większym problemem jest zapewnienie lekarzom wyposażonych gabinetów. Może okazać się to niemożliwe nie tylko ze względu na koszty, ale także brak w lokalu odpowiedniego pomieszczenia.

A że POZ pacjenta odesłać nie może, pozostanie ustawić go w kolejce.

– Nie istnieje chyba taki system POZ, w którym, w warunkach epidemii, każdy chory zostanie natychmiast przyjęty – ocenia w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Małgorzata Plewako, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Samodzielnego Zespołu Publicznych Zakładów Lecznictwa Otwartego Praga Północ w Warszawie. – Czy w takiej sytuacji trzeba zatrudniać nowych lekarzy na stałe? Można, ale co dalej, gdy okres zwiększonej zachorowalności minie? Pozostaje zatrudnienie dodatkowych osób na określony czas, ale lekarzy po prostu brakuje, więc nie ma takiej możliwości.

Dyrektor ds. lecznictwa SZPZLO Praga Północ podkreśla, że obsada lekarska może być wzmocniona np. poprzez przesuwanie planowanych urlopów lub dyżurów lekarskich w poradniach dla dzieci zdrowych, gdzie ruch o tej porze roku jest mniejszy, do poradni dla dzieci chorych, które są już bardzo oblężone.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum