Eksperci: żylna choroba zakrzepowo-zatorowa to cichy zabójca

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 12 października 2014 19:52

Żylna choroba zakrzepowo-zatorowa zabija co roku dwa razy więcej osób w Unii Europejskiej, niż łącznie umiera z powodu raka piersi, prostaty, HIV/AIDS i w wypadkach drogowych - alarmują eksperci z okazji Światowego Dnia Zakrzepicy, obchodzonego 13 października.

Eksperci: żylna choroba zakrzepowo-zatorowa to cichy zabójca
Rocznie z powodu tego schorzenia w UE umiera ponad 500 tys. osób. Jak przypominają specjaliści, żylna choroba zakrzepowo-zatorowa (ŻchZZ) jest trzecim najczęstszym schorzeniem układu krążenia w Polsce, obok zawału serca i udaru mózgu.

- Zawał serca występuje np. co roku u ok. 100 tys. osób w Polsce, natomiast zakrzepica żył głębokich i zatorowość płucna, czyli dwie składowe ŻchZZ - odpowiednio u 56 tys. i 35 tys. osób, wyjaśnia prof. Krystyna Zawilska, przewodnicząca Grupy ds. Hemostazy Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.

Według prof. Witolda Tomkowskiego, prezesa Fundacji do Walki z Zakrzepicą Thrombosis, liczba przypadków ŻChZZ i związana z nią olbrzymia śmiertelność są jednak w Polsce niedoszacowane, a sam problem wciąż niedoceniany - zarówno w społeczeństwie, jak i w środowisku lekarzy.

Do rozwoju zakrzepicy żył głębokich niezbędne są trzy czynniki: zastój krwi w naczyniach żylnych, uszkodzenie ściany naczynia i zmiany w krzepliwości krwi. Prof. Zawilska zwraca uwagę, że schorzenie to może dotyczyć każdego odcinka układu żylnego - najczęściej żył w łydkach, udach, ale też w jamie brzusznej, żył mózgowych czy oka. - Wczesnym powikłaniem może być zator płucny, który często prowadzi do nagłego zgonu - mówi hematolog. Dochodzi do niego, gdy skrzeplina, która oderwała się w naczyniu żylnym, powędruje do tętnicy płucnej, powodując jej zator.

- Zatorowość płucna jest najczęstszą przyczyną nagłych zgonów chorych leczonych w szpitalu. Jeżeli nie rozpozna się tej choroby i nie leczy jej, to śmiertelność dochodzi do 34 proc., natomiast jeśli ją rozpoznamy i leczymy, obniża się znacząco - do mniej więcej 2-8 proc. - tłumaczy prof. Zawilska.

Prof. Tomkowski przypomina, że objawami zakrzepicy żył głębokich mogą być: ból łydki, jej zaczerwienienie, obrzęk kończyny - zwłaszcza jednej - i taki, który pojawia się nagle, nadmierne wypełnienie żył powierzchownych nogi, ból w przebiegu żyły. Należy wówczas szybko zgłosić się do lekarza, a ten powinien ocenić ryzyko żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej i w zależności od tego wdrożyć odpowiednią diagnostykę.

- Ponad 50 proc. takich pacjentów zgłasza się do lekarza rodzinnego, dlatego konieczne są rozwiązania systemowe, które dałyby lekarzom POZ, ale też innych specjalności, możliwość szybkiego wykonania - w ramach NFZ - USG żył głębokich i oznaczenia D-dimeru - zaznacza prof. Tomkowski. Oznaczenie D-dimeru jest badaniem służącym do wykluczenia żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej.

Według specjalistów opóźnienie w rozpoznaniu tej choroby i w podjęciu leczenia zagraża życiu pacjenta. - Dlatego dostęp do badania USG, które potwierdza lub wyklucza zakrzepicę, powinien być możliwy w trybie nagłym. Tymczasem w Polsce wykonuje się je po kilku tygodniach lub miesiącach - podkreśla dr hab. Tomasz Urbanek, prezes Polskiego Towarzystwa Flebologicznego.

Prof. Zawilska zwraca uwagę, że ŻChZZ jest schorzeniem bardzo podstępnym. Zakrzepica żył głębokich daje objawy tylko u 30 proc. pacjentów, w pozostałych przypadkach przebiega bezobjawowo lub ze skąpymi objawami. Z kolei zatorowość płucna tylko w 10 proc. przypadków daje objawy, takie jak nagła duszność, kaszel, osłabienie, niecharakterystyczne bóle w klatce piersiowej, spadek ciśnienia, krwioplucie.

Dlatego bardzo ważna jest edukacja społeczeństwa i środowiska medycznego na temat grup ryzyka żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej. Należą do nich przede wszystkim osoby poddawane operacjom chirurgicznym, długo unieruchomione, cierpiące na chorobę nowotworową. Ryzyko schorzenia rośnie też u kobiet ciężarnych i stosujących terapię hormonalną. Prof. Zawilska podkreśla, że 60-75 proc. przypadków zachorowań na ŻchZZ ma związek z hospitalizacją. Jest to również druga przyczyna zgonów pacjentów z chorobą nowotworową, po samym nowotworze.

- Ryzyko schorzenia rośnie wraz z wiekiem - 70 proc. pacjentów z ŻchZZ ukończyło 60 lat. Nie oznacza to jednak, że nie chorują również ludzie młodzi - zaznacza hematolog. Przykładem może być Kamila Skolimowska, polska mistrzyni olimpijska w rzucie młotem, która zmarła w wielu 26 lat z powodu zatorowości płucnej.

- Chcielibyśmy, aby każdy pacjent, który trafi do szpitala - niezależnie, czy na oddział zabiegowy, ortopedyczny, czy zachowaczy - wywierał presję na swojego lekarza, aby ten ocenił u niego ryzyko powikłań zakrzepowo-zatorowych. To może zdecydować o jego dalszych losach - ocenia prof. Tomkowski.

Zdaniem dr. Urbanka taka ocena powinna być też prowadzona w lecznictwie ambulatoryjnym u chorych wysokiego ryzyka. Specjalista zaznacza, że podstawę leczenia ŻchZZ stanowią leki przeciwkrzepliwe (które mają zapobiec narastaniu zakrzepów).

- Leczenie profilaktyczne w tym schorzeniu jest proste, bezpieczne, skuteczne i uzasadnione ekonomicznie - podsumowuje prof. Zawilska.
Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum