Eksperci: w Polsce odczulanie na jad owadów prowadzi się w szpitalach, jesteśmy wyjątkiem w Europie

Autor: Marzena Sygut • Źródło: Rynek Zdrowia01 lipca 2021 17:27

W Polsce na jad owadów błonkoskrzydłych odczulanych jest rocznie ok. 3000 pacjentów. Procedura ta w 94 proc. prowadzona jest w szpitalu, czyli najbardziej kosztochłonnej części systemu - podkreślają eksperci i apelują o udostępnienie odczulania w poradniach.

Zdj. ilustracyjne. Odczyn alergiczny; Fot. Archiwum
  • Reakcje uogólnione na jad owadów błonkoskrzydłych dotyczą 5-10 proc. dorosłych i 1-2 proc. dzieci. Anafilaksje - ok. 1-2 proc. populacji ogólnej
  • Prof. Kowal: immunoterapia alergenowa to jedyna metoda leczenia alergii na jad owadów, która zmienia naturalny przebieg choroby, doprowadzając do tolerancji użądlenia przez dany owad
  • Prof. Czech: w szpitalu odczula się obecnie 94 proc. uczulonych na jady owadów. Koszt na jednego pacjenta to 63 tys. Dla porównanie leczenie w AOS kosztuje płatnika, za jednego pacjenta - 20 tys. zł
  • Dziś w Polsce odczula się 3000 chorych. Zakładając, że leczenie w trybie ambulatoryjnym otrzymałaby tylko jedna trzecia pacjentów NFZ  oszczędziłby na tym  43 mln. zł w ciągu pięciu lat

 Prof. Krzysztof Kowal z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, przewodniczący Sekcji Immunoterapii Polskiego Towarzystwa Alergologicznego wyjaśnia, że alergia na jad owadów błonkoskrzydłych jest powszechnym zjawiskiem. Aby oszacować częstość jej występowania należy rozróżnić rodzaj reakcji alergicznej organizmu na użądlenie.

- Alergia na jad owadów błonkoskrzydłych może bowiem przebiegać w postaci dużych odczynów miejscowych lub jako reakcje alergiczne uogólnione. Z kolei reakcje alergiczne uogólnione mogą być łagodne - dotyczą zazwyczaj skóry lub ciężkie, przebiegające w postaci anafilaksji – tłumaczył na konferencji prasowej: „Sytuacja polskich pacjentów z alergią na jad owadów żądlących a nowe możliwości leczenia”.

Dodaje: Można przyjąć, że reakcje uogólnione na jad owadów błonkoskrzydłych dotyczą od 5 do 10 proc. populacji dorosłej w Polsce i 1-2 proc. dzieci, natomiast anafilaksje, czyli reakcje potencjalnie zagrażające życiu, ok. 1-2 proc. populacji ogólnej w naszych warunkach geograficznych. Duże reakcje miejscowe występują u ponad 10 proc. całej populacji.

Dwa sposoby leczenia

Ekspert podkreśla też, że każdy pacjent, u którego występuje podejrzenie uczulenia na jad owadów powinien być diagnozowany. Diagnostykę można przeprowadzać w oparciu o testy skórne: punktowe i śródskórne oraz za pomocą metod in vitro. Metody te służą oznaczeniu poziomu alergenowo-swoistych przeciwciał IgE w surowicy chorego. W badaniach diagnostycznych określa się, na jakiego rodzaju jad pacjent jest uczulony.

Prof. Kowal opisuje, że osoby uczulone na jad owadów błonkoskrzydłych mają do dyspozycji dwa rodzaje leczenia. Pierwsza metoda to leczenie o działaniu stricte objawowym, zapobiegające śmierci i ciężkim powikłaniem. Polega ono na podaniu osobie uczulonej natychmiast po użądleniu - adrenaliny. Jest to takie doraźne koło ratunkowe. Druga metoda z kolei to leczenie przyczynowe, profilaktyczna - immunoterapia alergenowa.

- Metoda ta jest jedyną, która zmienia naturalny przebieg choroby, doprowadzając do tolerancji użądlenia przez dany owad. Prowadzenie immunoterapii alergenowej trwa zwykle 5 lat a skuteczność leczenia sięga nawet do 90 proc. W miarę podawania szczepionki buduje się coraz lepszą odporność na jad, na który pacjent jest odczulany. Jest niewielka grupa chorych, która musi być odczulana przez całe życie – wyjaśnia prof. Kowal.

Odczulanie w szpitalu klinicznym utrudnia uczulonym dostęp do loczenia

- W Polsce immunoterapia na jad owadów błonkoskrzydłych prowadzona jest w 33 w szpitalach klinicznych. To odosobniona sytuacja w Europie, gdzie zdecydowana większość chorych odczulana jest w ambulatoriach. Optymalnym rozwiązaniem byłoby pozostawienie procedur szpitalnych w celu leczenia osób z dużym ryzykiem powikłań po podaniu odczulania oraz osób, u których wskazane jest szybkie uzyskanie tolerancji, co wiąże się z zastosowaniem ultraszybkiego odczulania obarczonego, potencjalnie dużym ryzykiem wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego - podkreśla prof. Kowal.

- Natomiast leczenie podtrzymujące, jak też procedury o typie mniej agresywnego podejścia wstępnego, takie jak klasyczna immunoterapia w oparciu o preparaty typu DEPOT mogłyby być wykonywane w warunkach ambulatoryjnych. Efektywność tych preparatów jest porównywalna. Wprowadzenie tego rodzaju podejścia spowodowałoby zwiększenie dostępności do leczenia przyczynowego chorych uczulonych na jady owadów – mówi.

Dodaje: W Polsce w moim odczuciu zdecydowanie zbyt mało osób odczulamy a wiąże się to z tym, że w Polsce ta immunoterapia jest skupiona w ośrodkach klinicznych, co utrudnia uczulonym dostęp do tej procedury.

Tylko 6 proc. odczulanych korzysta z tej procedury w poradni

Były wiceminister zdrowia Marcin Czech, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego zwraca uwagę na aspekt finansowy przeniesienie procedury odczulania do ambulatorium.

Jak wyjaśnia, w szpitalu odczula się obecnie 94 proc.chorych. W wypadku procedury szpitalnej zarówno sam lek, jak i hospitalizacje są rozliczane w ramach grup P-32 (alergie i odczulanie) i S-33. (choroby alergiczne poniżej 18 roku życia). Obie te grupy mają określoną wartość punktową: 965 i 1182, co odpowiada wysokości kwot, które NFZ przekazuje na ten cel. Wspomniany sposób rozliczania regulowany jest zarządzeniem prezesa NFZ Nr 4/2021/DSOZ.

- Obecnie, bardzo rzadko stosuje się odczulania w trybie ambulatoryjnym, w ramach procedury Z-101 (podanie szczepionki na jad owadów, dawka podtrzymująca), wycenionej na 53 punkty. Niestety odczulanie w ambulatorium jest pozbawione finansowania leku, co oznacza, że pacjent ma bezpłatną wizytę lekarską i bezpłatne podanie, jednak za sam lek musi zapłacić – podkreśla prof. Marcin Czech.

Jak zaznacza ekspert, takie rozwiązanie nie jest racjonalne. – Obecnie mamy do dyspozycji dość bezpieczne lekarstwo, jakim jest preparat odczulający typu Depot, który jest podawany w warunkach szpitalnych, czyli w najbardziej kosztochłonnej części systemu. Tymczasem, ten preparat, mógłby być bez większych przeszkód, podawany w warunkach ambulatoryjnych. Wprowadzając takie rozwiązanie konieczne jest jednak, zrefundowanie samego leku – tłumaczy prof. Czech.

Leczenie w AOS przynosi korzyści wszystkim użytkownikom rynku

- Zgodnie z obecnym sposobem finansowania koszty ponoszone przez płatnika za odczulenie jednego pacjenta w warunkach szpitalnych w ramach grup P32 i S33 wynoszą 63 tys. zł. Faza inicjująca to koszt 2 tys. zł a faza podtrzymująca - 61 tys. zł. Na całą procedurę składają się 52 podania po 1060 zł, zakładając udział jednej i drugiej grupy - tłumaczy prof. Czech.

Podkreśla: dla porównania w trybie ambulatoryjnym, mamy fazę inicjującą składającą się z 15 wizyt kosztujących 2,5 tys. oraz fazę podtrzymująca – liczącą 42 podania wycenione łącznie na kwotę 17,5 tys. zł. Łącznie koszt całkowity tej procedury, zakładając refundację leku, za odczulenie jednego pacjenta, wynosi 20 tys. zł.

- Zakładając, że tylko jedna trzecia pacjentów obecnie odczulanych, czyli 1000 osób zamiast w trybie szpitalnym, otrzyma leczenie w trybie ambulatoryjnym, to na jednym takim pacjencie NFZ zaoszczędzi 43 tys. zł, co przy 1000 pacjentów daje oszczędność rzędu 43 mln. zł w ciągu pięciu lat. Te oszczędzone pieniądze można wykorzystać zwrotnie, po to by odczulić większą liczbę chorych - podkreśla. 

Takie rozwiązanie – jak wskazuję prof. Czech – jest korzystne dla wszystkich. - Płatnik zaoszczędzi na kosztochłonnych procedurach, lekarz będzie mógł uelastycznić proces odczulania, co da mu większą gwarancję, że pacjent nie przerwie leczenia, pacjent z kolei uzyska leczenie bliżej miejsca zamieszkania, co dodatkowo zredukuje koszty pośrednie, związane z utratę produktywności pacjentów. 

Wielu pacjentów nie leczy się w szpitalach, bo ich na to nie stać

Grzegorz Baczewski, p.o. wiceprezesa Fundacji Centrum Walki z Alergią zwraca z kolei uwagę na koszty pośrednie, jakie ponoszą pacjenci, w związku z leczeniem. – Z uwagi na niewielką liczbę ośrodków, które prowadzą odczulanie pacjenci zmuszeni są każdorazowo dojeżdżać na leczenie, co najmniej kilkadziesiąt - sto kilometrów w jedną stronę. Aby pokonać tę odległość muszą brać dzień wolny z pracy. To są te koszty pośrednie: koszty dojazdu, dzień wolny od pracy – zaznacza Baczewski.

- Jeśli się zważy, że odczulanie pacjentów to długotrwały proces, który zwykle trwa minimum trzy do pięciu lat, a czasem i dłużej, w czasie których pacjent musi się pojawić na zabiegu co 4-6 tygodni, to się okaże, że takich dni nieobecności w pracy nazbiera się naprawdę dużo. Przeważnie odczulana jest osoba dorosła, ale kiedy odczulane jest dziecko, to te koszty należy liczyć podwójnie – wyjaśnia.

- Duża grupa osób, która powinna być odczulana, to są ludzie związani z rolą, sadami, czyli osoby, które latem intensywnie pracują, to w sytuacji, gdy muszą w tym czasie brać dzień wolny, jest dla nich nie do przyjęcia – zaznacza.

Z kolei prof. Kowal zwraca uwagę na skutki pandemii COVID-19, wśród których należy wymienić utrudniony dostęp do leczenia, także dla pacjentów się odczulających. - Szacuje się, na podstawie danych płynących z ośrodków europejskich i polskich, że ok 30-40 proc. osób odczulanych zaprzestało immunoterapii na jad owadów błonkoskrzydłych w trakcie pandemii. Okresowe zaburzenie cyklu immunoterapii dotyczyło, aż ok. 80 proc. osób korzystających z immunoterapii na jad owadów – dodaje.

W większości krajów europejskich standardem leczenia pacjentów uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych jest odczulanie w ambulatoriach. Dlatego też Fundacja zabiega by taki model leczenia był także dostępny w Polsce.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum