JJ/Rynek Zdrowia | 14-05-2015 06:10

Eksperci: potrzebne są zmiany prawno-organizacyjne w polskiej transplantologii

Poprawie bezpieczeństwa pacjentów oraz zwiększeniu liczby przeszczepów - takim zasadniczym celom ma służyć powołanie przez Ministerstwo Zdrowia trzech zespołów, które przedstawią propozycje zmiany uregulowań prawno-organizacyjnych w polskiej transplantologii. - Niektóre rozwiązania stosowane poza Polską są lepsze, zatem wprowadźmy je - mówią dyskutując transplantolodzy.

Fot. archiwum RZ

W 2014 roku w Polsce przeszczepiono na przykład 1156 nerek, ale jedynie 4 proc. transplantacji to narządy od żywych dawców. Zdaniem lekarzy zmiany w prawie i organizacji medycznej wykonywania tych zabiegów mogłyby zwiększy świadomość społeczną i samą liczbę transplantacji od osób żywych. Przykładowo w USA ten wskaźnik wynosi około 50 proc.

Kwalifikacja, alokacja, orzekanie o śmierci mózgu
Minister Zdrowia powołał do życie trzy zespoły doświadczonych transplantologów. Mają się zająć opracowaniem: zespół pod przewodnictwem prof. Lecha Cierpki - zmian w zakresie alokacji narządów, zespół pracujący pod kierunkiem prof. Magdaleny Durlik - zmianami dotyczącymi kwalifikacji biorców a zespół kierowany przez prof. Romualda Bohatyrewicza - opracowaniem zmian w zakresie kwalifikacji śmierci mózgu.

O powołaniu do życia przez ministerstwo ekspertów, którzy mają opracować nowe propozycje prawno-organizacyjne w transplantologii informował dr Paweł Chudoba, przewodniczący Krajowej Rady Transplantacyjnej, dolnośląski konsultant wojewódzki w dziedzinie transplantologii klinicznej. Na konferencji prasowej pod koniec kwietnia mówił: - Z obserwacji wynika, że rozwiązania stosowane na świecie, np. przez Eurotransplant w Europie, są lepsze, dlatego chcielibyśmy doprowadzić do podobnych zmian w naszej transplantologii.

W czasie konferencji dr Chudoba stwierdził, że w jego ocenie niektóre zmiany w prawie nie wymagają nowelizacji ustawy o transplantologii i mogłoby do nich dojść stosunkowo szybko w innym trybie np. na podstawie zmian regulaminu Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji Poltransplant.

Tu pośpiech nie jest wskazany
Dzisiaj jest już ostrożniejszy. W rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl podkreśla, że nowe przepisy, których opracowaniem zajmują się powołane przez ministra zespoły, weszłyby w życie prawdopodobnie na kolejne na dziesięciolecia, stąd potrzeba rozwagi.

- Każdy pośpiech w tej dziedzinie nie jest wskazany. Lepiej robić to rok dłużej, ale zrobić to tak abyśmy przyszłości nie mieli problemów. Czynnik czasu nie powinien w tym przypadku wchodzić grę. Przepisy muszą być dopracowane. Dlatego powołano zespoły robocze, które zajmą się tylko i wyłącznie określonymi kwestiami. Nie mogą wszyscy zajmować się wszystkim - stwierdza dr Chudoba.

Jak przekonuje szef Krajowej Rady Transplantacyjnej, niektóre nowe przepisy rzeczywiście mogą zostać wprowadzone w życie regulaminem Poltransplantu, ale inne - np. przepisy dotyczące ustaleń śmierci mózgu - muszą wejść w przepisy ustawy transplantacyjnej.

Pacjent jeździ do nerki. Błąd?
Jak stwierdza dr Dorota Kamińska, która będzie pracować w zespole przygotowującym zmiany w kwalifikacji biorców, Polska jest jedynym krajem w Europie, w którym pacjent jedzie do przeszczepu do miejsca gdzie została pobrana nerka. To rodzi nieprawidłowość polegającą na tym, że biorca przygotowywany jest przez inne osoby, przeszczepiany przez inne, i jeszcze jest prze długotrwały okres pod opieką innych.

- Taki system miał uzasadnienie w czasach raczkującej transplantologii, którą wiedzieliśmy w filmie "Bogowie". Dzisiaj nie ma to już absolutnie żadnego uzasadnienia - mówi nam  dr Kamińska.

Zdaniem prof. Magdaleny Durlik w Polsce, podobnie jak to jest w większości na świecie, nerka powinna przyjeżdżać do pacjenta a nie pacjent, często przez cały kraj, jeździć do nerki.

Nie ma koordynatorów
Poza tym w większości krajów kwalifikacje do przeszczepu realizowane są w ośrodku transplantacyjnym, a nie w stacjach dializ jak to obecnie ma miejsce w Polsce. - Chcemy to zmienić. Stacje dializ niekoniecznie są zainteresowane by kwalifikować chorego do przeszczepu. To także jest trudność techniczna, którą jest trudno w wielu ośrodkach realizujących dializoterapię pokonać - mówi profesor Durlik.

Jak podkreśla profesor, podstawowym mankamentem jest brak w Polsce koordynatorów, którzy pilnowaliby procedur, umawiali pacjentów na badania. Dzisiaj zajmuje się tym lekarz, który nie zawsze ma na to czas. Na świecie zajmuje się tym personel średni, dokumentaliści czy koordynatorzy.

Logika podpowiada także, że ośrodki kliniczne powinny kwalifikować pacjenta, który do nich przyjeżdża i tam się przeszczepia, co eliminuje także nierzadkie przypadki, kiedy zakwalifikowany pacjent nie jest przeszczepiany w jakimś ośrodku. Istotne jest także bezpieczeństwo pacjenta, który jest w jednym miejscu kwalifikowany, zostaje poddany przeszczepowi, a potem pozostaje pod opieką jednego ośrodka, najczęściej w miejscu swojego zamieszkania.

O pieniądze też tu chodzi
Jak przekonuje prof. Durlik, polska transplantologia wymaga też uregulowań pod względem finansowym. Obowiązujące dzisiaj przepisy stanowią, że regionalne ośrodki kwalifikacyjne działają bezkosztowo.

- Zajmuję się kwalifikacją dla całego Mazowsza, regionu świętokrzyskiego, częściowo lubelskiego – całkowicie za darmo. A przecież opłacany jest etat lekarski, pomieszczenie, komputer, faks, telefony. Tak bowiem stanowi ustawa. Tu muszą nastąpić zmiany - mówi profesor Durlik.

- Nie wiem, czy zmiany dotyczące kwalifikacji i alokacji będą miały szansę wejść w życie, bo w ślad za nimi muszą iść rozwiązania finansowe. Muszą się znaleźć między innymi pieniądze dla koordynatorów, którzy funkcjonują w wielu krajach odrębnie dla żywego dawcy, biorcy przeszczepu, dla zmarłego dawcy - podkreśla profesor.

Zwraca również uwagę na problemy z alokacją pobranych narządów. - W przypadku alokacji, trzeba także w jakiś sposób zrównoważyć finansową sytuację ośrodków, które mają dużo pobrań narządów,  ale są ulokowane w małym województwo, a tym samym przeszczepiają mało chorych. To wiąże się także z pieniędzmi - dodaje prof. Magdalena Durlik.