Dokładnie 50 lat temu zaczęła się historia polskiej transplantologii

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 26 stycznia 2016 05:50

We wtorek 26 stycznia polska transplantologia obchodzi 50-lecie. Za symboliczną datę jej początku uznaje się bowiem ten właśnie dzień w kalendarzu, ale pół wieku temu - w 1966 roku. Wtedy po raz pierwszy przeszczepiono nerkę. Dzisiaj wyzwaniem jest przeszczep jelit, trwają przygotowania - te transplantacje mają ratować życie dzieciom.

Dokładnie 50 lat temu zaczęła się historia polskiej transplantologii
26 stycznia polska transplantologia obchodzi 50-lecie. Fot. PTWP

Co wydarzyło się dokładnie pół wieku temu? Wtedy zespół I Kliniki Chirurgicznej i I Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w Warszawie pod kierunkiem prof. Jana Nielubowicza i prof. Tadeusza Orłowskiego przeprowadził pierwszy w kraju przeszczep nerki.

Religa i następcy
Potem następne zespoły lekarzy odważyły się dokonywać operacji, które w tamtych latach zdumiewały. W 1969 roku w Łodzi pierwszą transplantację serca przeprowadził zespół profesorów: Jan Moll, Antoni Dziatkowiak i Kazimierz Rybiński. W 1983 roku prof. Stanisław Zieliński w Szczecinie podjął próbę pierwszego przeszczepienia wątroby, a trzy lata później dokonał pierwszego w Polsce przeszczepienia nerki z trzustką.

W 1985 roku na transplantacyjnej mapie kraju pojawił się ośrodek w Zabrzu. To wtedy młody i entuzjastycznie nastawiony do wyzwań zespół pod kierownictwem prof. Zbigniewa Religi dokonał pierwszej pomyślnej transplantacji serca.

Z okazji Dnia Transplantacji, który obchodzony jest właśnie 26 stycznia, w Śląskim Centrum Chorób Serca im. prof. Religi w Zabrzu, jednym z najprężniej działających ośrodków transplantacyjnych w Polsce, w wigilię tego święta odbyło się symboliczne spotkanie lekarzy i pacjentów, którzy zawdzięczają przeszczepom drugie życie.

Od czasu pierwszych operacji serca w Zabrzu położono wiele „kamieni milowych” wyznaczających rozwój polskiej transplantologii: w 1987 roku - pomyślna transplantacja serca po uprzednim wszczepieniu sztucznych komór BIVAD (prof. Religa), w 1997 roku - pierwsza pomyślna transplantacja pojedynczego płuca (prof. Zembala), w 2001 roku - pierwsza pomyślna transplantacja, jednoczesny przeszczep serca i płuc (prof. Zembala).

Kolejne "kamienie milowe"
W 2002 roku przeprowadzono pierwszą, zakończoną powodzeniem jednoczasową transplantację serca i nerek (R. Przybylski, L. Cierpka). W 2005 roku dokonano pierwszej transplantacji obu płuc (Y. Toyoda); dwa lata później miała miejsce pierwsza transplantacja u chorego z pierwotnym nadciśnieniem płucnym (J. Wojarski).

Kolejne „kamienie milowe” w ośrodku zabrzańskim to: 2010 rok - transplantacja serca u 6-cio miesięcznego dziecka (T. Hrapkowicz) oraz 2011 rok - pierwsza transplantacja płuc u chorego z mukowiscydozą (J. Wojarski).

Wśród najnowszych osiągnięć ważnych dla ŚCCS prof. Marian Zembala wymienia otwarcie w 2015 roku budynku C zabrzańskiego SCCS - obiektu przystosowanego do wysokospecjalistycznego leczenia chorób płuc i naczyń.

Od 1985 roku do roku 2015 - przeprowadzono w zabrzańskim ośrodku 37 714 operacji serca. Tylko w minionym roku wykonano tu 14 przeszczepień płuc. Ta ilość jest porównywalna z tą z innych światowych ośrodków dokonujących tego typu przeszczepień. W tym roku jednak ambicje zabrzańskiego ośrodka pod tym względem są dużo większe. Jak zapowiedział prof. Zembala operacji przeszczepień płuca powinno być tu wykonanych 30.

Oni żyją dzięki dawcom
Dla wielu chorych, kolejne etapy w rozwoju polskiej transplantologii, dawały szansę na dalsze życie. Bez przeszczepu nie mieli na nie najmniejszych szans. Dzisiaj z przeszczepionymi narządami, prowadzą normalne życie.

Dziękując lekarzom za przeszczep serca Arek, młody człowiek, w czasie zabrzańskiego spotkania wspominał, że jego choroba zaczęła we wrześniu 2013 roku. W listopadzie został przyjęty na listę oczekujących na przeszczep, a w styczniu 2014 roku był już po operacji.

Z chorobą żyłem 2,5 miesiąca. Miał dużo szczęścia. Wie, że niektórzy czekają rok i nawet więcej lat na przeszczep i jest to wielka udręka. Kiedy zadzwonił telefon z kliniki w Zabrzu z informacją o jadącej po niego karetka, przejął go - jak wspomina - taki strach, że stwierdził, że… nigdzie nie jedzie.

- Na szczęście przekonała mnie rodzina, i jestem za to ogromnie wdzięczny. Dwa lata, jakie minęły od przeszczepu były wspaniałe. 11 stycznia obchodziłem jego drugą rocznicę. Najważniejsze, co mnie teraz spotyka w życiu, to to, że mogę wychować swojego syna, który jest starszy ode mnie. Ja mam dwa lata życia po przeszczepie, on natomiast już trzy lata - mówił wzruszony Arek.

Pani Teresa żyje 11 lat z przeszczepioną wątrobą. Nie kryła swojej wdzięczności dla lekarzy, ale i dawcy narządu, który dał jej drugie życie.

Kiedyś nie sądziła, że transplantacja będzie jej dotyczyła w jakikolwiek sposób. - Kiedy zaczęłam się czuć źle okazało się, że umieram. Moja wątroba była w tak złym stanie, że nie dawano żadnych szans na jej leczenie. Żyłam bez nadziei, bez żadnych planów na przyszłość przez pięć lat. Później, kiedy mój stan się pogorszył, pojawił się rak wątroby, usłyszałam, że być może ratunkiem będzie przeszczep - opowiadała.

"Dziękuję"
Na telefon o możliwości przeszczepu czekała przez rok. - Czułam fizycznie każdą upływającą minutę, tym bardziej, że stan mój się ciągle pogarszał. Dwukrotnie jechałam z nadzieją do kliniki, ale okazywało się, że są przeszkody nie do pokonania. Za trzecim razem usłyszałam, że będzie przeszczep. Byłam tak szczęśliwa, że chciałam biec na salę operacyjną...

Pani Teresa wie doskonale ile zawdzięcza lekarzom, pielęgniarkom, ale wie też, że i oni nic nie mogliby zrobić, gdyby nie narząd od dawcy. - Wiem, że dawca był mężczyzną, że był 14 lat ode mnie młodszy. Jestem za to drugie życie ogromnie wdzięczna. Jak się ono zmieniło? Mogę robić wszystko, co zaplanuję - mówiła.

Pan Kazimierz, któremu przeszczepiono płuca 2,5 roku temu, wspominał, że kiedy obudził się po operacji, powiedział „dziękuję”, a obecnemu przy nim wówczas przy nim dr Sławomirowi Żegleniowi pociekła po policzku łezka.

Wcześniej żył bardzo aktywnie: rower, narty, był honorowym dawca krwi. Jego choroba zaczęła się szybko -po przeziębieniu. Okazało się, że to zwłóknienie płuc.

Lekarze dawali mu od pół roku do dwóch lat życia. Starał się żyć jak do tej pory, chodził do pracy. W styczniu 2013 roku poczuł się źle, stracił przytomność. - Od stycznia do września żyłem w oczekiwaniu na telefon. Cztery miesiące byłem na wózku inwalidzkim, pod tlenem. Dzisiaj są dni lepsze i gorsze, ale cieszę się z każdego dnia. Żyję normalnie, jeżdżę samochodem, staram się pomagać żonie, bardzo wszystkim za to dziękuję - mówił pan Kazimierz.

Kolejne wyzwania
Jak podkreślał w trakcie zabrzańskiego spotkania prof. Lech Cierpka, konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii klinicznej, przed polską transplantologią są nowe wyzwania: przeszczepienia jelita, przeszczepienia wielonarządowe, zwłaszcza u dzieci.

Prace nad wdrożeniem procedury przeszczepu jelita trwają w Instytucie - Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, w zespole profesora Piotra Kalicińskiego. Ten problem dotyczy głównie dzieci.

- Jest pewna grupa dzieci, która rodzi się z niedorozwojem przewodu pokarmowego, od razu wchodząca w żywienie parenteralne. Po 5 - 10 latach takiego żywienia dochodzi do marskości wątroby, szeregu innych powikłań. Te dzieci z czasem tracimy. Trzeba by im przeszczepić jelito, czasem wątrobę z jelitem, trzustkę z wątrobą - mówił portalowi rynekzdrowia.pl prof. Cierpka.

Kiedy lekarze postawią kolejny "kamień milowy" i będą wykonywać takie operacje? - Procedura została zaakceptowana przez Radę Transplantacyjną przy Ministrze Zdrowia, prace się toczą, ale trudno jednak podać jakiś dokładny termin - zaznacza profesor.

Jak ocenia, miniony rok pod względem przeszczepień narządowych w Polsce był dobry. Ogólna liczba transplantacji stabilizuje się na poziomie 1000 - 1350 w skali roku. Jeśli jednak nie będzie wzrastała, to wzrośnie liczba oczekujących na przeszczep. Będzie więc  trzeba czekać na przykład na przeszczepienie nerki nie jak do tej pory średnio 9 miesięcy, ale 2 - 3 lata.

Jak podpowiada prof. Cierpka, być może taka sytuacja, wymusi zwiększenie liczby dawców rodzinnych. W Skandynawii liczba takich przeszczepień sięga 45-50 proc, a u nas na razie tylko 5 proc. Są zatem potencjalne możliwości by było ich więcej.

Są też możliwości w zakresie dawstwa narządów przez osoby zmarłe. - Każdy szpital wieloprofilowy, średnio licząc, powinien z powodzeniem zidentyfikować rocznie pięciu dawców narządów. Niestety, bywa, że nie generuje żadnego. Akceptacja społeczna dla dawstwa od osób zmarłych jest. Najwięcej już zależy więc od ludzi ze środowiska medycznego, ich pracy i zaangażowania - podsumował prof. Lech Cierpka.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum