Do szpitala w Czeladzi dotrze 1 grudnia Ukrainka z ranami nóg

Autor: • Źródło: PAP01 grudnia 2022 06:15

W czwartek do Polski dotrze pociąg z ukraińskimi pacjentami – chorymi i rannymi w trakcie wojny. Trafią oni do szpitali m.in. w Opolu i Czeladzi.

Do szpitala w Czeladzi dotrze 1 grudnia Ukrainka z ranami nóg
Do szpitala w Czeladzi dotrze w czwartek Ukrainka z ranami nóg Fot. Shutterstock

 

Do szpitala w Czeladzi dotrze 1 grudnia Ukrainka z ranami nóg

W czwartek opolskie szpitale przyjmą pierwszych rannych z Ukrainy - powiedział w środę na antenie Radia Opole wojewoda opolski Sławomir Kłosowski. Według informacji wojewody, do regionu przyjedzie kilku rannych wraz z opiekunami. Jedna osoba trafi także do Powiatowego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Czeladzi (Śląskie), gdzie, w ramach Programu Pomocy Chirurgicznej Kanada - Ukraina, działa specjalny, 25-łóżkowy oddział, w którym pomoc otrzymują ukraińscy pacjenci.

Pełnomocnik dyrektora ds. restrukturyzacji w Powiatowym Zespole Opieki Zdrowotnej w Czeladzi dr n. med. Dariusz Jorg zaznaczył, że jego szpital przyjmuje pacjentów z Ukrainy niezależnie od państwowej pomocy i organizowanych przez MZ transportów, jednak - kiedy jest taka potrzeba - przyjmuje także chorych ściąganych na leczenie do Polski przez instytucje państwowe.

- Teraz mamy drugą misję, podczas pierwszej leczyliśmy 25 pacjentów, teraz ich jest 27 - powiedział Jorg. W czwartek, jak dodał, do Czeladzi dotrze 43-letnia pacjentka z ranami nóg.

Zdaniem pełnomocnika wszyscy pacjenci, jacy do nich trafiają, to osoby z ranami - po postrzałach, wybuchach min, bombardowaniach. "Zazwyczaj to pacjenci ortopedyczni, ale jest też sporo urazów w zakresie twarzoczaszki, i to takich poważnych" - zaznaczył. Jak dodał, najlepszy kanadyjski chirurg plastyczny, zajmujący się operowaniem urazów twarzoczaszki, prof. Oleh Antonyshyn przyjeżdża do Polski, żeby operować tych pacjentów, za każdą misją jest to ok. ośmiu osób.

- To bardzo skomplikowane, pracochłonne operacje odtworzeniowe, trwające po kilkanaście godzin - zaznaczył. Jak powiedział Dariusz Jorg, na miejscu są drukarki 3D, na których można wydrukować kawałki kości czy chrząstek, aby wszczepić je pacjentowi na miejsce ubytków. Są one przygotowywane precyzyjnie na potrzeby danego chorego.

- Proszę sobie wyobrazić, że przyjeżdżają do nas pacjenci bez szczęki, bez podniebienia, w ogóle bez żuchwy. Można sobie wyobrazić, jak wygląda taki pacjent, którego twarz zaczyna się dopiero od części nosowej. Dlatego operacje są takie trudne.

Często również zabiegi chirurgiczne bywają dwuetapowe, dlatego po pierwszej operacji pacjenci trafiają do szpitala wojskowego na Ukrainie, aby dojść do siebie, tam są też są przygotowywani do drugiego etapu i po 3-4 tygodniach wracają do Czeladzi na kontynuację leczenia.

Dr Dariusz Jorg przyznał, że wszystko wskazuje na to, iż ze względu na trudną sytuację ukraińskiej służby zdrowia, która nie jest w stanie normalnie działać przez działania wojenne oraz nasilające się w ostatnich dniach niszczenie przez Rosjan infrastruktury energetycznej, pacjentów z Ukrainy będzie przybywać.

- Nawet komercyjne szpitale z Ukrainy dzwonią do nas z pytaniem, czy nie możemy przejąć ich pacjentów. Myślę, że problem będzie narastał  - powiedział dr Jorg.

Jak podkreślił, ich szpital jest placówką, która jest w stanie jednorazowo przyjąć najwięcej pacjentów z Ukrainy. "Jak przyjedzie w czwartek ta kolejna pacjentka, będziemy mieć 28 chorych z Ukrainy, nie znam takiego drugiego szpitala w Polsce, który jednorazowo leczy tylu Ukraińców na raz" - zaznaczył.

Pacjentami zajmują się polscy lekarze, ale także kanadyjscy (42 osoby) i ukraińscy.

- My pracujemy 24 godziny na dobę. Podczas, gdy zazwyczaj polskie szpitale zaprzestają pracy na blokach operacyjnych ok. godz. 15.00, kiedy kończy się dniówka, operuje się tylko ostre stany, to u nas w tym czasie na trzy sale operacyjne wchodzą lekarze z Kanady i zajmują się pacjentami z Ukrainy  - wyjaśnił dr Jorg.

W szpitalu pracują także lekarze z Ukrainy, którzy skorzystali z tzw. "krótkiej ścieżki", czyli decyzji ministra zdrowia o nadaniu prawa wykonywania zawodu przez Izbę Lekarską. "Jest ich ok. 20" - sprecyzował rozmówca PAP.

Jak ocenił, w sytuacji, kiedy w Polsce brakuje - według różnych wyliczeń - od 60 do 70 tys. lekarzy, w dodatku ta grupa zawodowa szybko się starzeje, ich obecność jest nie do przecenienia.

- Szpital zainwestował w nich w tym sensie, że zanim dostali zezwolenie na wykonywanie zawodu, co trwa kilka miesięcy, zatrudnił ich w charakterze asystentów lekarzy bądź sanitariuszy, zapewnił mieszkanie i naukę języka polskiego. Po 3-4 miesiącach znali już dobrze szpital, system informatyczny, lekarzy, umieli mówić po polsku, zostali wdrożeni w procedury i gładko wchodzą w zawód lekarza - wyjaśnił dr Jorg.

I dodał, że dobrze poprowadzony proces adaptacyjny pozwala na to, aby w szybki sposób pozyskać dobrych specjalistów. "Zresztą ci młodzi lekarze, którzy do nas trafili, oni wszyscy zamierzają certyfikować w Polsce swoje dyplomy co daje gwarancję, że różnice programowe w studiach - jeśli takie są - zostaną wyrównane" - powiedział.

Inni pacjenci z Ukrainy, według zapowiedzi wojewody opolskiego Sławomira Kłosowskiego, trafią m.in. do placówek w woj. opolskim - będą to trzy osoby leżące i dwie osoby, które mogą się poruszać oraz dodatkowo ich dwóch opiekunów. Oprócz tego chorzy mają zostać rozmieszczeni także w szpitalach na terenie woj. Dolnośląskiego.




Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze