Do przeszczepień nerek kwalifikujmy w ośrodkach transplantacyjnych

Autor: Marian Klinger/Rynek Zdrowia • • 03 lutego 2014 09:45

- Każdego roku w Polsce ok. 12 proc. chorych dializowanych zostaje zakwalifikowanych do transplantacji nerek. To jest dobry wynik. Tym, co jednak zdecydowanie odróżnia nas od krajów Europy Zachodniej jest brak systemu kwalifikacji chorego w zaawansowanej fazie przewlekłej choroby nerek do przeszczepiania - zaznacza konsultant krajowy w dziedzinie nefrologii prof. Marian Klinger.

W Polsce w ubiegłym roku wykonano łącznie ok. 1130 przeszczepów nerek, w tym 1076 od osób zmarłych i 57 od dawców żywych. Ci wszyscy chorzy weszli do systemu przewlekłej opieki nad biorcą przeszczepu nerki. Z tego systemu zapewne ubyło ok. 350 osób, które utraciły czynność przeszczepionej nerki z powodu przede wszystkim przewlekłych procesów odrzucania lub innych przyczyn.

Obecnie we wspomnianym systemie znajduje się ok. 11 tys. osób, a liczba ta będzie się powiększać z każdym rokiem o kolejne 800 osób.

Na liście potencjalnych biorców nerek było pod koniec grudnia ubiegłego roku 906 osób. Łącznie z osobami, które otrzymały nerkę daje nam to ponad 2 tys osób, czyli ok. 12 proc. ogółu leczonych dializami. To jest dobry wynik, zwłaszcza jeśli porównamy się z innymi krajami europejskimi, jak np. Niemcy, gdzie wskaźnik ten wynosi 10 proc. Dobry, chociaż nie w pełni zadowalający, zważywszy że średnia dla krajów Eurotransplantu wynosi 15 proc.

Co z chorymi w stacjach dializ?

Tym, co jednak jest poważnym, wymagającym pilnego usunięcia mankamentem, to fakt, że ta kwalifikacja odbywa się dzięki poczuciu odpowiedzialności nefrologów, którzy często korzystając z koleżeńskich kontaktów improwizują konsultacje specjalistyczne, żeby pacjent dializowany, albo oczekujący na dializoterapię, przeszedł w miarę sprawnie przez proces kwalifikacyjny do przeszczepu.

Wszystko dlatego, że w Polsce proces ten nie jest systemowo uregulowany. Nie ma mechanizmu, który by takie zadanie nefrologom ułatwiał. Tymczasem w krajach rozwiniętych, do których pod względem poziomu nefrologii i transplantologii z całą pewnością należymy, do przeszczepienia nerki kwalifikuje się chorego w momencie, kiedy jego filtracja w sposób nieodwracalny spadła poniżej 20 mililitrów na minutę, czyli kiedy pracuje jedna piąta jego obu nerek. Takiego chorego kwalifikuje się jednocześnie do dializy i przeszczepienia.

Odkąd jestem konsultantem krajowym do spraw nefrologii czyli od schyłku 2011 roku o taką ścieżkę zabiegam. Do tej pory zabiegałem w Narodowym Funduszu Zdrowia, który w mojej ocenie wykazał dla tego problemu zrozumienie. Opracował procedurę kwalifikowania do przeszczepu nerki dla przychodni nefrologicznych, co jednak jest rozwiązaniem od strony praktycznej niepełnym, ponieważ wyłącza chorych, którzy są już leczeni w stacjach dializ, a to właśnie lekarze stacji dializ mają z tymi pacjentami codzienny kontakt.

Czytaj też. Specjaliści: system kwalifikacji do przeszczepu nerki trzeba zbudować od nowa

Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że procedura ta została wyceniona przez płatnika poniżej rzeczywistego kosztu. W tej sytuacji jestem przekonany, że zostanie ona zapisem martwym. Aby raz na zawsze uregulować sytuację chorych, dla których najlepszym rozwiązaniem terapeutycznym jest przeszczep nerki, postanowiłem pójść w stronę rozwiązań, które są dominujące w Europie.

Potrzebna radykalna zmiana

W mojej ocenie, jak też w ocenie wielu nefrologów, kwalifikacja do przeszczepu nerek powinna zostać przeniesiona do ośrodków transplantacyjnych, tak jak to ma miejsce w wypadku np. kwalifikacji do przeszczepu wątroby czy serca.

Oczywiście takie rozwiązanie wymaga wzmocnienia finansowego i etatowego ośrodków transplantacyjnych. Trzeba dodać im punktów w kontraktach, a także zatrudnić dodatkowych specjalistów. Dzięki takiemu rozwiązaniu rolą lekarza stacji dializ byłoby wyłącznie poinformowanie ośrodka transplantacyjnego, że ma kandydata do przeszczepienia nerki.

Całą resztą zająłby się już ośrodek. To on powiadamiałby stacje dializ lub w wypadku chorego niedializowanego - przychodnię nefrologiczną, kiedy pacjent ma się zgłosić do koordynatora kwalifikacji w ośrodku transplantacyjnym. Całym procesem kwalifikującym do przeszczepu zająłby się już na miejscu specjalny koordynator.

Mam świadomość, że jest to zmiana o charakterze bardzo radykalnym i dlatego musi zostać poprzedzona analizą sytuacji w innych krajach. Tak się szczęśliwie jednak składa, że Ministerstwo Zdrowia doceniając ten problem i rozumiejąc, że trzeba w systemie transplantacyjnym dać równowagę procesom chirurgicznym, procesom pobierania narządów, problemom opieki długoterminowej, a także procesom kwalifikacji do przeszczepienia, powierzyło mi funkcję przewodniczącego Krajowej Rady Transplantacyjnej. To jest wyraźny sygnał, że te zagadnienia są w polu uwagi kierownictwa resortu zdrowia.

Jak radzą sobie inni

Dlatego bezpośrednio po objęciu funkcji przewodniczącego KRT skierowałem prośbę do agendy Ministerstwa Zdrowia ds. transplantacji, Centrum- Organizacyjno- Koordynacyjnego "POLTRANSPLANT", aby zebrano dokładne informacje, jakie rozwiązania w zakresie kwalifikowania do przeszczepu nerki funkcjonują w innych krajach. Mamy świadomość, że takim krajem przodującym w transplantacji nerek jest Hiszpania, gdzie jest największa liczba pobrań i przeszczepień. Są też małe kraje, które doskonale sobie radzą z tym zagadnieniem, jak chociażby Chorwacja. Będziemy przyglądać się tym rozwiązaniom.

Zebrane przez Poltransplant informacje mają być przedmiotem dyskusji na najbliższym posiedzeniu KRT 12 lutego. Myślę, że po tej dyskusji ruszą konkretniejsze prace. W mojej ocenie mamy duże szanse, aby te działania poszły w dobrym kierunku zwłaszcza, że nie mając dobrych rozwiązań jesteśmy w zupełnie przyzwoitej sytuacji, jeżeli chodzi o efekt kwalifikacji.

*Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum