Do 280 zł obniżono wycenę testów w kierunku koronawirusa. Będzie ich więcej czy mniej?

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 24 kwietnia 2020 17:04

Narodowy Fundusz Zdrowia obniżył do 280 zł wycenę testów wykonywanych w kierunku koronawirusa metodą RT-PCR (testy molekularne). Minister Łukasza Szumowski zapewnia, że mimo niższych stawek, liczba przeprowadzanych testów nie spadnie. Oby się nie mylił.

FOT. Shutterstock; zdjęcie ilustracyjne

W Polsce rekomendowane są testy molekularne polegające na izolacji i wykryciu fragmentów genomu wirusa SARS-CoV-2. Ten rodzaj badania metodą RT-PCR przeprowadza obecnie 86 zaawansowanych technologicznie laboratoriów. Są jeszcze testy antygenowe, które tym się różnią od molekularnych, że nie wykrywają materiału genetycznego wirusa, a jedynie jego specyficzne białko. Obydwa badania można wykonać na podstawie wydzieliny z nosa i gardła.

Stosowany jest też trzeci rodzaj badań, tzw. testy serologiczne, w których pobiera się próbkę krwi. To badanie mówi o przebytym zakażeniu. Polega na wykryciu odpowiedzi immunologicznej, czyli przeciwciał, jakie postały w reakcji na zakażenie. W przypadku koronawirusa SARS-CoV-2 na ogół pojawiają się one po 10-14 dniach od zakażenia.

Z wymienionych badań, testy molekularne dają najbardziej wiarygodne wyniki - uważają specjaliści. NFZ wycenił wykonanie testu metodą RT-PCR na 280 zł, uwzględniając koszt odczynników, a z wyłączeniem tych kosztów na 140 zł. Na początki epidemii Fundusz płacił za ich przeprowadzenie 450 zł, potem stopniowo obniżał wycenę, aż do obecnego poziomu.

Czytaj: NFZ wycenił wykonanie testu metodą RT-PCR na 280 zł

- Obecna cena wynika z analizy kosztów przeprowadzony przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Część kosztów jednego badania to koszty stałe, które nie zmieniają się nawet przy wzroście liczby badanych próbek. Również ceny używanych odczynników przy zakupie ich większej ilości są bardziej korzystne, więc zrozumiałym byłby wzrost liczby przeprowadzonych testów - informuje nas Anna Dela, pełnomocnik dyrektora ds. badań i rozwoju w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego - Państwowy Zakład Higieny.

Jest jeszcze jeden czynnik, który bierze się pod uwagę ustalając urzędową wycenę - niebawem pojawią się polskie testy, które mają być dużo tańsze od tych kupowanych w innych krajach. Przypomnijmy, że autorską metodę wykrywania SARS-CoV-2 opracowano w Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - PZH potwierdził, że polski test na koronawirusa nadaje się do diagnostyki i jego czułość jest porównywalna z czułością testów dotąd stosowanych.

Wycena poniżej kosztów
Łukasz Tucki, pierwszy wiceprzewodniczący Zarządu Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych (KZZPMLD) również powołuje się na prawa rynku, ale wyciąga inne wnioski niż NIZP-PZH:

- Jeśli obniża się wycenę, to mniej laboratoriów zdecyduje się na ich wykonywanie. Nie chodzi wcale o jakieś zyski. Po prostu działalność nie będzie się bilansowała, bo badania kosztują, praca zatrudnianych w nich ludzi też kosztuje. Stawka w wysokości 280 zł oznacza działalność poniżej kosztów - przekonuje i zapewnia: - Jako związek zawodowy jesteśmy za tym, żeby testów było jak najwięcej i żeby wykonywać je po kosztach, bez zarobku, bo wspólnym interesem jest to, żeby epidemia skończyła się jak najszybciej.

KZZPMLD na swojej stronie internetowej maluje czarny scenariusz diagnostyki laboratoryjnej po obniżeniu wycen za testy. „Zarówno z rynku prywatnego, jak i „budżetowego” uciekną ostatni diagności i technicy, którzy po obniżeniu i tak niskich pensji o 20% zasilą szeregi pracowników innych branż lub bezrobotnych. Laboratoria, w których pracowali, pogrążą się w kryzysie lub zamkną z powodu poważnego niedoszacowania kosztów badań, co spowoduje dalszą ucieczkę pracowników”.

Łukasz Tucki tłumaczy, dlaczego obniżka stawki za testy może być dla diagnostów przysłowiowym gwoździem do trumny. - Spadła liczba badań laboratoryjnych. Wielkie sieci laboratoriów stworzone przez prywatne konsorcja, nie zarabiają tyle, ile poprzednio, przed epidemia. Lekarze zlecają mniej badań, a szpitale ograniczaj przyjęcia chorych, w systemie ochrony zdrowia jest mniej pacjentów - wyjaśnia.

To fakt. Dopiero teraz w MZ ruszają prace nad zaleceniami, które wskażą jakie obszary medycyny należy stopniowo przywracać po szczycie epidemii. Gdy z perspektywy środowiska diagnostów laboratoryjnych spojrzymy na obecną sytuację w ochronie zdrowia i nowe stawki za badania, dojdziemy do wniosku, ich niepokój ma racjonalne źródła.

Środowisko diagnostów laboratoryjnych i potencjał polskiej diagnostyki, to obecnie (wg rejestru Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych): 690 specjalistów mikrobiologów, 790 specjalistów transfuzjologii, 230 specjalistów genetyki medycznej, 2 040 specjalistów diagnostyki laboratoryjnej. Diagnostów laboratoryjnych mamy ogółem 16 750. Liczba laboratoriów medycznych (wszystkich profili) to 2 700, w tym 1 500 ogólnoanalitycznych. Testy, o których piszemy, mogą wykonywać specjaliści z zakresu mikrobiologii i genetyki medycznej; odpowiednie kwalifikacje ma w sumie 930 osób.

Prezydium Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych 24 kwietnia wyraziło „kategoryczny sprzeciw wobec stopniowego zaniżania przez prezesa NFZ wyceny produktów rozliczeniowych w postaci testów na obecność wirusa SARS-CoV-2”. Zdaniem samorządu zawodowego diagnostów, stopniowe zaniżanie wyceny doprowadziło do obniżenia obowiązujących stawek poniżej kosztów wykonywania badania.

Jak zaznacza KRDL, „aktualne stawki są nieadekwatne do poziomu kosztów niezbędnych do prawidłowego prowadzenia kluczowych czynności diagnostyki laboratoryjnej oraz próbą przerzucania kosztów prowadzonych badań na podmioty, które odpowiadając na apel Ministra Zdrowia postanowiły uruchomić diagnostykę w kierunku SARS-CoV-2”.

Dlaczego nie robimy choćby 20 tys. testów?
Minister zdrowia zapewnia, że różnego rodzaju testów w Polsce nie brakuje. Informuje, że dotychczas zakupiliśmy ich już ponad 1 mln. - Obecnie możliwości naszych ponad 80 laboratoriów to ok. 22 tys. testów na dobę - twierdz szef resortu zdrowia (w wypowiedzi dla PAP z 23 kwietnia). - Wykonujemy standardowo w granicach 12 tys. Jak więc widać, nie wykorzystujemy tego potencjału. I naszą rolą jest w tej chwili takie pokierowanie procesem testowania, by ten pułap choćby 20 tys. na dobę osiągnąć - tłumaczy Szumowski.

Z kolei rzecznik prasowy MZ dopowiada, że rolą resortu jest stworzenie warunków i ram prawnych do wykonywania testów. - Opracowaliśmy wspólnie z GIS-em zasady, zgodnie z którymi ma być badana każda osoba objawowa i każda osoba z kontaktu. Liczymy, że tak jest. Jednak na testy kierują sanepidy i personel szpitalny. Nie mówimy, że ktokolwiek popełnia błędy. Robimy jednak wszystko, żeby tych testów było więcej. Liczymy też na to, że jeżeli udostępnimy testy szybkie, nie będzie problemów z kierowaniem na nie - mówi Wojciech Andrusiewicz.

Innego zdania jest Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. „Pracownicy medyczni nadal nie otrzymali szczegółowych wytycznych dotyczących możliwości wystawiania zleceń na przeprowadzanie testów na obecność koronawirusa SARS-CoV-2. Tymczasem, oczekuje się od lekarzy zwiększenia liczby wystawianych zleceń, a jednocześnie nie określa się przesłanek, po spełnieniu których lekarz może takie zlecenie wystawić” - wskazał (22 kwietnia) RPO, zwracając się do Głównego Inspektora Sanitarnego o pilne zajęcie stanowiska w tej sprawie.

Na temat tego, dlaczego nie udaje się wykonać w ciągu doby choćby 20 tysiące testów, trwa ożywiona dyskusja. - Bardzo mi jest trudno na to pytanie odpowiedzieć. My jako ministerstwo jesteśmy chętni, żeby testować jak najwięcej - zapewnia minister zdrowia, który 21 kwietnia był gościem Mikrofonu TOK FM.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum