Dlaczego ratownicy medyczni walczą o utworzenie samorządu zawodowego

Autor: Jacek Wykowski, KL/Rynek Zdrowia • • 06 lipca 2017 05:49

Od prawie niemal 11 lat zabiegają o utworzenie własnego samorządu zawodowego. Ratownicy medyczni nie tracą jednak nadziei, że końcu ten cel osiągną. Niedawno udało się to fizjoterapeutom. Mają swoją izbę i regulacje dotyczące warunków dopuszczenia do wykonywania tej profesji.

Dlaczego ratownicy medyczni walczą o utworzenie samorządu zawodowego
Ratownicy medyczni od 11 lat zabiegają o utworzenie własnej izby zawodowej; FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

- Praktycznie wszystkie zawody medyczne mają własny samorząd zawodowy - z wyjątkiem ratowników medycznych. Nikt nie dba o jakość naszej profesji. Nie wiemy nawet, ilu nas dokładnie jest - mówi Rynkowi Zdrowia Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego (KZZPRM).

Nasilimy nasze działania
Przyznaje, że trwający od 24 maja br. protest ratowników medycznych, dotyczący m.in. podwyżek płac, będzie przez nich także wykorzystany ta jako „platforma do walki o izbę zawodową”. - Działania nasilimy po wejściu w życie małej nowelizacji ustawy o ratownictwie medycznym - zapowiada Badach-Rogowski.

W rozmowie z Rynkiem Zdrowia przypomina, że postulat powołania własnej izby zawodowej zgłaszany jest praktycznie od pojawienia się regulacji prawnych dotyczących m.in. zawodu ratownika medycznego, czyli od wejścia w życie ustawy z dnia 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym.

- Walczymy więc o samorząd zawodowy już niemal 11 lat. Oczywiście własna izba niesie szereg korzyści. Ale fundamentem dążenia do jej powołania jest odzyskanie poczucia sprawiedliwości. Praktycznie wszystkie zawody medyczne, począwszy od lekarzy i pielęgniarek, a skończywszy na psychologach czy fizjoterapeutach, mają własne zawodowe samorządy. Nie chcemy czuć się gorsi - tłumaczy Badach-Rogowski.

Chcemy decydować o sobie sami
Szef KZZPRM, zapytany o powody postulatu powołania zawodowej izby, jednym tchem wymienia co najmniej kilkanaście.

- Niektórzy zarzucają nam, że skoro nie mamy własnego samorządu, to nie jesteśmy zawodem medycznym. A to nieprawda. Przecież samodzielnie wykonujemy świadczenia zdrowotne, podejmujemy medyczne czynności ratunkowe. Na dodatek spełniamy wszelkie wymogi dotyczące zawodu zaufania publicznego, a ten ma prawo do stworzenia samorządu - wyjaśnia Badach-Rogowski.

Ubolewa, że obecnie o losie ratowników decydują głównie inne samorządy zawodowe. Podkreśla, że nikt nie dba o jakość i promocję ich zawodu, o ścieżki kariery ratowników, a środowisko jest rozdrobnione na ponad 25 związków zawodowych o przeróżnym rodowodzie.

- To jednak nie związki zawodowe mają pełnić rolę doradcy, chociażby przy procedowaniu różnych ustaw dotyczących ratowników. To zadanie dla izby, związki mają zupełnie inne zadanie - dbają o prawa pracownicze jako takie - wyjaśnia.

Przewodniczący KZZPRM dodaje, że ratownicy nie mają obecnie żadnego przedstawiciela, który występowałby w ich imieniu choćby w sprawach o błędy medyczne. Co więcej - z powodu braku własnej izby są „niepoliczalni”.

- Nie wiemy, ilu nas dokładnie jest. Tych zawodowo czynnych i tych „niepraktykujących”. Jak zatem mamy planować funkcjonowanie w systemie? Nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy do obsady trzyosobowych zespołów znajdzie się odpowiednia liczba ratowników - narzeka.

Nie, bo nie...
Zapytaliśmy Romana Badacha-Rogowskiego, dlaczego przez tyle lat nie udało się przeforsować w rządzie stworzenia ratowniczego samorządu zawodowego i jak obecny skład resortu zdrowia zapatruje się na tę kwestię. - Nie wiem, dlaczego się nie udało - przyznaje szczerze szef KZZPRM i dodaje: - Sporo zależy od czasu, szczęścia, sejmowych lobbystów. Trudno określić te mechanizmy. Gdybym je znał, mielibyśmy już izbę - mówi.

Przypomina jednocześnie, że podczas poprzedniej kadencji PSL wnioskowało o powołanie samorządu zawodowego, a Ministerstwo Zdrowia - z aktywnym udziałem ówczesnego wiceministra zdrowia Piotra Warczyńskiego - przygotowało projekt o samorządzie zawodowym ratowników medycznych.

- Ta kwestia wypływała co jakiś czas, ale finalnie wycofywano się z pomysłu. Teraz resort mówi „nie, bo nie”. Nie znam żadnego merytorycznego uzasadnienia tej decyzji - tłumaczy.

Według Badacha-Rogowskiego powodem niechęci resortu do zapalenia zielonego światła w kwestii ratowniczej izby jest dążenie do zachowania kontroli i - pośrednio - „nieokrzepnięcie” ratowników związane z tym, że są najmłodszym zawodem medycznym.

Z taką diagnozą zgadza się Piotr Dymon, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych (OZZRM): - Myślę, że resort zdrowia przede wszystkim boi się oddać władzę nad zawodem - zaznacza.

- W przypadku własnego samorządu, w niektórych kwestiach można by powiedzieć ministerstwu stanowcze „nie”. Teraz nie bardzo jest komu - analizuje Badach-Rogowski. Zwraca też uwagę, że argumenty w postaci krótkiego czasu istnienia zawodu czy małej liczby ratowników są nietrafione, bo nie świadczą o roli i jakości ratownictwa medycznego.

Jeśli nie teraz, to kiedy?
Skoro postulat powołania własnego samorządu zawodowego jest i ważny i podnoszony od wielu lat, dlaczego nie jest elementem obecnego protestu? Na to pytanie Badach-Rogowski odpowiada krótko: - Bo musieliśmy się skupić na wspólnych postulatach - wyrównania wynagrodzeń do poziomu pielęgniarek, upaństwowienia ratownictwa i jak najszybszego rozpoczęcia procedowania dużej nowelizacji ustawy. Musi być zachowana określona chronologia.

Wyjaśnia, że dopiero wówczas, gdy tzw. mała nowelizacja ustawy o ratownictwie wejdzie w życie i zacznie się dyskusja nad dużą nowelą, będzie stosowna okazja do walki o własny samorząd.

- Trwający obecnie protest jest dla nas korzystny również w świetle planowanej izby zawodowej. Dlaczego? Bo buduje bardzo dobrą platformę do przyszłej dyskusji. Jesteśmy widoczni w mediach, kilka postulatów już nam się udało wywalczyć. Zaczynają się nami interesować posłowie, stworzyliśmy wspólne dla wszystkich ratowników porozumienie protestacyjne - wylicza Badach-Rogowski.

Kropla drąży kamień
Ma nadzieję, że resort zdrowia to wszystko widzi i „dojrzewa do poważnej rozmowy merytorycznej, a nie tylko z pozycji siły”. - Nie ulega żadnej wątpliwości, że nadal będziemy zabiegać o własny samorząd zawodowy. Kropla drąży skałę - podkreśla.

O potrzebie utworzenia samorządu zawodowego ratowników mówi także Edyta Wcisło, przewodnicząca Polskiej Rady Ratowników Medycznych (PRRM).

- Marzymy o tym. Chcielibyśmy w końcu mieć głos, który będzie reprezentował całe środowisko. W sytuacji, kiedy jest jakaś skarga na ratownika, ewentualnymi konsekwencjami zajmuje się pracodawca, a ratownik nie ma się gdzie odwołać. Poza tym nie wiemy, ilu nas jest, bo tak naprawdę nikt nas nigdy nie policzył. A dane są bardzo różne - od 7 do 14 tys. - przyznaje Edyta Wcisło.

Podobnie jak inni nasi rozmówcy zwraca uwagę, że resort zdrowia nie potrafi merytorycznie uzasadnić odmowy i sama jej nie rozumie. - W końcu byłaby instytucja, z którą ministerstwo mogłoby współpracować, co przyniosłoby obopólne korzyści - podkreśla przewodnicząca PRRM i dodaje, że ratownicy tego postulatu „nie odpuszczą”.

Jak to zrobili fizjoterapeuci
20 lat o utworzenie swojego samorządu zawodowego walczyli fizjoterapeuci. W końcu, po burzliwej batalii w Sejmie ustawa o zawodzie fizjoterapeuty została uchwalona 25 września 2015 roku. Faktycznie weszła w życie 31 maja 2016 roku.

Samodzielność tej grupy zawodowej rodziła się powoli. Po uchwaleniu ustawy ponad rok fizjoterapeuci czekali na decyzję ministra zdrowia o zwołaniu pierwszego zjazdu, na którym powołano samorząd fizjoterapeutów. Stał się odpowiedzialny między innymi za tworzenie rejestru tych specjalistów i sprawowanie pieczy nad prawidłowym wykonywaniem zawodu.

Do Krajowej Rady Fizjoterapeutów wpłynęło już około 7,5 tysiąca wniosków przesłanych w celu zweryfikowania kwalifikacji uprawniających do rejestracji i wydania dokumentu potwierdzającego uzyskanie prawa wykonywania zawodu.

- W trzech przypadkach takie wnioski zostały odrzucone. Decyzja ta spowodowana była faktem, że ubiegający się o wpis do rejestru nie posiadali wymaganego przepisami wykształcenia - mówi nam Tomasz Niewiadomski, wiceprezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów.

Dotychczas KRF wydał ponad 3,5 tys. potwierdzeń prawa do wykonywania zawodu fizjoterapeuty.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum