Dlaczego dramatycznie brakuje łóżek w OAiIT? Podjęliśmy próbę diagnozy

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 25 kwietnia 2013 06:33

- W Polsce brakuje od 600 do 800 stanowisk intensywnej terapii - już po raz kolejny informuje prof. Krzysztof Kusza, konsultant krajowy w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. Jest ich za mało ponieważ zarządzający szpitalami nie respektują przepisów prawa w tym zakresie i nie tworzą nowych stanowisk. Trudno im się jednak dziwić.

Dlaczego dramatycznie brakuje łóżek w OAiIT? Podjęliśmy próbę diagnozy

Jak wynika z rozporządzenia ministra zdrowia z 20 grudnia 2012 r. w sprawie standardów postępowania medycznego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii dla podmiotów wykonujących działalność leczniczą, stanowiska intensywnej terapii w oddziałach anestezjologii i intensywnej terapii (OAiIT) powinny stanowić nie mniej niż 2 proc. wszystkich łóżek szpitalnych. Dziś nawet w najlepszych szpitalach ledwie przekraczają 1 proc.

Warto przypomnieć, że wymóg 2-5 proc. stanowisk intensywnej terapii w OAiIT w stosunku do wszystkich łóżek szpitalnych minister zdrowia przedstawił po raz pierwszy w swoim rozporządzeniu już w roku 1998.

Kosztowne procedury
Konsultant krajowy przestrzega, że jeżeli nie zmieni się finansowanie tej dziedziny medycyny, nie ma co liczyć na to, że dyrektorzy szpitali będą zainteresowani inwestowaniem w rozwój wspomnianych oddziałów. Jak zaznacza, dziś niedoszacowanie świadczeń zdrowotnych z zakresu anestezjologii i intensywnej terapii przekracza kwotę 250 mln zł.

Na ten stan rzeczy wpływa zaniżona wycena wspomnianych świadczeń. Dodatkowo w Polsce nie ma jednakowej wyceny punktowej dla wszystkich OW NFZ. Są rejony lepsze i gorsze.

Dwanaście oddziałów regionalnych w 2012 r., otrzymywało cenę punktu umowną na poziomie 52 zł (dolnośląski, kujawsko-pomorski, lubuski, lubelski, łódzki, małopolski, mazowiecki, opolski, podkarpacki, podlaski, wielkopolski i zachodniopomorski). Pomorski OW NFZ płacił za punkt 51,51 zł. Śląski OW wprowadził opłatę zróżnicowaną od 51 zł, poprzez 51, 50 zł do 52 zł (w zależności od podmiotu umowy), a warmińsko-mazurski OW 52 zł, z wyjątkiem jednego podmiotu, dla którego cena była 49,40 zł.

Świadczeniodawca wyliczył, że średnio jeden tzw. osobodzień na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii pochłania 22,5 punktu w skali TISS-28, gdy w przeliczeniu przyjąć wartość jednego punktu wynoszącą 52 zł.

W ocenie prof. Krzysztofa Kuszy ów przelicznik nie jest wystarczający i nie jest na tyle rzetelny, aby w oparciu o takie finansowanie oczekiwać funkcjonowania na odpowiednim poziomie oddziałów anestezjologii i intensywnej terapii.

- Zakładając nawet, że jeden punkt kosztuje 52 zł, to łączna wartość takiego świadczenia wynosi 1,174.68 zł, czyli ok. 350 USD. Tymczasem z amerykańskich analiz wynika, że dzienne koszty hospitalizacji na jednym stanowisku intensywnej terapii w wypadku, gdy pacjent jest wentylowany mechanicznie wynoszą w pierwszej dobie 10 794 USD, w drugiej dobie 4796 USD a w trzeciej stabilizują się na poziomie 3968 USD - zauważa prof. Kusza.

Dodaje: - Podobne tendencje obserwowano u pacjentów nie wymagających wentylacji mechanicznej. Analogicznie w pierwszym dniu hospitalizacji koszt takiej terapii kształtował się na poziomie 6.667 USD w drugiej - 3.496 USD a w trzeciej i pozostałych 3.184 USD.

Konsultant krajowy podkreśla, że aby zapewnić odpowiednie fundusze dla anestezjologii i intensywnej terapii na oddziale dla dorosłych, liczba zakontraktowanych punktów na jeden osobodzień nie powinna być niższa niż 30 w skali TISS-28, przy cenie za punkt 63 zł.

Niewłaściwy dobór pacjentów
Prof. Wojciech Gaszyński, łódzki konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii z kolei zwraca uwagę, na źle funkcjonujący cały system opieki zdrowotnej.

Według jego opinii nie zwiększymy dostępności do stanowisk anestezjologii i intensywnej terapii nawet gdybyśmy potroili ich liczbę, jeżeli nie przeorganizujemy całej struktury opieki zdrowotnej.

- Na oddziały intensywnej terapii trafiają pacjenci, którzy powinni być w domach opieki społecznej, powinni mieć zastosowane długoterminowe terapie, terapie respiratorowe. Trafiają także chorzy, którzy wymagają ukierunkowanego leczenia, na oddziałach pulmonologicznych czy kardiologicznych - tłumaczy prof. Gaszyński.

Ten stan rzeczy potwierdza także prof. Kusza. Przyznaje, że na oddziałach anestezjologii i intensywnej terapii znajduje się grupa chorych, którzy już nie skorzystają ze stanowisk w OAiIT.

- Po pierwsze dlatego, że spełniają kryteria wypisu z oddziału lecz brak struktury na terenie szpitala lub regionu, do której można takiego chorego przekazać, a po drugie część chorych znajduje się w takim stanie - najczęściej neurologicznym, że na pewno nie skorzystają z leczenia na intensywnej terapii. Są to stany wegetatywne, śpiączki, zatem chorzy wymagający przewlekłej wentylacji mechanicznej. Dla nich powinny być tworzone ośrodki wyspecjalizowane w intensywnej wielopłaszczyznowej rehabilitacji ośrodkowego układu nerwowego - wyjaśnia prof. Krzysztof Kusza.

Inni nie mają szansy
Jak tłumaczy, wydłużanie czasu pobytu tej grupy chorych na stanowiskach w OAiIT jest dla nich z wielu powodów nawet szkodliwe, a innym chorym odbiera szansę na skorzystanie z dobrodziejstwa świadczeń udzielanych w OAiIT.

Zdaniem prof. Kuszy, gdyby chorzy nie wymagający dalszego leczenia w OAiIT mogli je opuścić, to dostępność do stanowisk intensywnej terapii w OAiIT zwiększyła by się, jednak nie byłyby to przełom w tej dostępności. - Problem ten dotyczy ok. 6 do 10 proc. hospitalizowanych przez nas chorych. Nie jest to dużo, jeśli się weźmie pod uwagę, że na naszych oddziałach hospitalizujemy rocznie około 100-120 tys. chorych - podkreśla.

W ocenie konsultanta krajowego pewnym rozwiązaniem byłoby utworzenie struktur organizacyjnych z 6-8 łóżkami. Chodzi o poziom, na którym leczenie ma przede wszystkim wymiar opieki (nie mylić z opieką paliatywną lub długoterminową) wraz z nadzorem funkcji życiowych. Wystarczy, gdy taka opieka jest zabezpieczana przez wyszkolone pielęgniarki i np. jednego lekarza - nie koniecznie specjalistę w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii - w trybie 24 godzinnym, jak ma to miejsce w innych krajach UE.

- Powołanie takich oddziałów z punktu widzenia ekonomicznego byłyby dużo tańsze i zwolniłoby kilkanaście procent łóżek OAiIT zwiększając tym samym dostępność do tych stanowisk - rozważa konsultant krajowy.

Nieefektywne raportowanie
Specjaliści podkreślają również, że nie na wiele zdaje się funkcjonujący system raportowania odpowiednim służbom w województwach o wolnych stanowiskach IT w OAiIT.

Prof. Kusza wyjaśnia, że z organizacji raportowania wynika, iż decydenci nie rozumieją na czym polega funkcjonowanie tego typu oddziałów.

- Z oddziału, którego jestem kierownikiem zobowiązany jestem dwa razy w ciągu dnia zgłosić liczbę wolnych stanowisk. Pierwszy raport składamy o 8 rano, drugi o 12 w południe. Tymczasem sytuacja zmienia się z minuty na minutę. W ciągu kilku godzin w naszym oddziale mogą nastąpić cztery zgony i nagle z 14 stanowisk okaże się, że mamy cztery wolne. Po właściwej dezynfekcji tych stanowisk, natychmiast przyjmujemy kolejnych 4 chorych (wszystko dzieje się w przedziale 2-3 godzin) i znowu mamy wszystkie łóżka obłożone - wyjaśnia.

Jak przekonuje jedynym dobrym rozwiązaniem byłoby raportowanie w czasie rzeczywistym. - System monitorowania wolnych, czy też zajętych stanowisk IT w OAiIT może urealnić dostępność do nich lub jednoznacznie odpowiedzieć, że o danej godzinie w województwie „X” wszystkie stanowiska OAiIT są zajęte, co jest także bardzo wartościową wiadomością dla służb zajmujących się koordynowaniem i zarządzaniem w stanach kryzysowych - tłumaczy profesor.

Jednak otwartym pozostaje pytanie, kto powinien przekazywać te informacje. Dopóki nie ma sprawnego narzędzia informatycznego, koordynatorom medycznym pozostaje wykonywanie telefonów do oddziałów i pytanie czy są wolne miejsca.

Potwierdza to również prof. Gaszyński. - Jeśli rano podczas raportowania nie miałem wolnych łóżek, a za godzinę te łóżka się u mnie zwolniły, to nikt spoza mojego szpitala o tym nie wie - przyznaje.

Gdy zgon jest nieuchronny
W ocenie prof. Gaszyńskiego konieczna jest także odważna zmiana w społecznym rozumieniu zadań oddziałów anestezjologii i intensywnej terapii.

- W krajach, znacznie bogatszych od naszego leczenie oparte jest o rokowanie. U nas, głównie za sprawą mediów i polityków, terapie opiera się na zasadzie, że wszystko musi być zrobione. Pacjent ma terminalny stan choroby nowotworowej, a ma mieć wykonane badanie PET, rezonans magnetyczny i dziesiątki innych rzeczy chociaż i tak z punktu widzenia medycyny wiadomo, że pacjent umiera - wyjaśnia prof. Gaszyński.

I dodaje: - Póki nie zmieni się sposób myślenia społeczeństwa, mediów, polityków i nie zmieni się całościowy system opieki zdrowotnej, to liczba łóżek intensywnej terapii nie ma żadnego znaczenia. Czy ich będzie 2 proc., czy 10 proc., to zawsze będzie za mało.

Prof. Krzysztof Kusza prezentuje pogląd, że przepisy prawa zmuszają lekarzy do tego, żeby chorym udzielać świadczeń, które nie przyniosą im wyleczenia. Uważa, że gdybyśmy mieli ustawę bioetyczną to niewątpliwie wsparłaby ona lekarzy w rozwiązywaniu tych trudnych zagadnień pomimo jasnych zapisów w tej sprawie zawartych w kodeksie etyki lekarskiej art. 32.

- My jednak nie jesteśmy jeszcze na tyle dojrzałym społeczeństwem takim jak np. społeczeństwo Wielkiej Brytanii, gdzie ustala się priorytety, nierzadko po opinii zaczerpniętej od lekarza rodzinnego, który przez wiele lat leczył wcześniej chorego i w sposób jasny i klarowny przedstawia się rodzinie sytuację chorego oraz jego rokowanie, także i to, w którym według opinii lekarzy śmierć ma charakter nieuchronny - stwierdza prof. Kusza.

- Jeżeli w świetle wiedzy medycznej zgon chorego niestety jest nieuchronny, to prowadzenie intensywnej terapii wobec takiego pacjenta przysporzy mu tylko dodatkowych cierpień, narazi bliskich na podobne długie cierpienie wraz z umierającym - przekonuje profesor. Dzisiaj, taka praktyka - zdaniem profesora - skutkuje frustracją i wypaleniem zawodowym zespołów leczących, mających świadomość bezcelowości prowadzenia intensywnej terapii wobec wybranej grupy chorych oraz wzrostem ogólnych kosztów takiego postępowania, które w istocie ponosi całe społeczeństwo.

- Nie ulega wątpliwości, że system o którym wspominam wymaga wzajemnego zaufania. Społeczeństwa do leczących, a leczących do społeczeństwa. Obawiam się, że jeszcze wiele lat będziemy musieli z wzajemnością pracować nad jego spełnieniem - konkluduje konsultant krajowy.

Czytaj też. Potrzebny jest narodowy program dla OAiIT

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum