Diagnostyka laboratoryjna: sieci rosną w siłę, ale mniejsi gracze nie odpuszczają

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 08 maja 2013 06:16

Zdaniem wielu ekonomistów małe laboratoria diagnostyczne przegrają z sieciowymi, bo te ostatnie, wykorzystując efekt skali, są w stanie taniej wykonywać badania, a silniejsi gracze wyeliminują z rynku słabszych. Czy szpitalom opłaca się utrzymywać własne laboratorium, czy korzystać z usług firm zewnętrznych? Opinie na temat są podzielone.

Diagnostyka laboratoryjna: sieci rosną w siłę, ale mniejsi gracze nie odpuszczają

- Na rynku usług laboratoryjnych postępuje konsolidacja. Nie ma w tym nic dziwnego - to zjawisko ma mocne uzasadnienie w realiach profesjonalnych i biznesowych - mówi nam Grzegorz Polus, dyrektor działu marketingu Grupy Diagnostyka. - Integracja dokonuje się poprzez zakup całości lub większości udziałów w laboratoriach lub mniejszych sieciach laboratoryjnych.

Krajobraz po restrukturyzacji

Dr hab. Romuald Holly, kierownik Zakładu Zarządzania Ochroną Zdrowia Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przyznaje, że sieci zwyciężają w konkurencji z małymi laboratoriami. Potwierdza, że ich dominacja narasta.

- Jedną z przyczyn jest prywatyzacja. Inny powód to restrukturyzacja, prowadząca do tego, że bardzo często - w sposób mechaniczny - restrukturyzowane placówki korzystają z outsourcingu - tłumaczy Romuald Holly i powołuje się na badania przeprowadzone przez pracowników Zakładu Zarządzania Ochroną Zdrowia w ponad 70 szpitalach.

- Szpitale, szczególnie te w mniejszych miejscowościach, wychodziły fatalnie na pozbywaniu się własnych laboratoriów. Usamodzielnione laboratoria zaczynały dyktować im ceny, bo w okolicy nie było konkurencji. W końcu ceny były wyższe niż te, które obowiązywały wcześniej we własnym, szpitalnym laboratorium - twierdzi nasz rozmówca. - Poza tym szpital nie miał wpływu na jakość badań i termin ich wykonania. W sumie korzyści z outsourcingu były wątpliwe.

Zupełnie inaczej widzi to Grzegorz Polus. Uważa, że w sytuacji właściwie zdefiniowanych potrzeb zamawiającego i realistycznie określonych warunków oferty, outsourcing jest korzystny dla każdego typu podmiotu zamawiającego. Wskazuje, że outsourcingiem posiłkują się bardzo duże jednostki publiczne, jak i mniejsze lecznice miejskie oraz powiatowe.

Outsourcing - za i przeciw
- Popularność outsourcingu jako metody optymalizacji procesów diagnostycznych w szpitalach nie maleje. W roku 2012 oraz w I kwartale 2013 r. odnotowaliśmy 63 tego typu konkursy i przetargi - przytacza najnowsze dane dyrektor Polus.

- Jeżeli szpital ma problemy finansowe, nie ma za co doposażyć laboratorium, to outsourcing jest jednym z narzędzi restrukturyzacyjnych - przyznaje ekonomista, dr Zbigniew Marcinkiewicz, członek zarządu Szpitala Solec sp. z o.o. w Warszawie. Dodaje, że korzystanie z usług sieci laboratoriów pozwala na tańsze kupowanie badań i nie wymaga wydawania pieniędzy na instalowanie w laboratorium kolejnych urządzeń.

Szpital Solec nie jest jednak czystym modelowo rozwiązaniem. Wprawdzie ma własne laboratorium, ale korzysta też z usług firm zewnętrznych, bo - jak przyznaje Zbigniew Marcinkiewicz - sam nie jest w stanie zapewnić wszystkich badań. - Posiadanie własnego laboratorium daje możliwość wygrywania konkursów, na przykład na świadczenia z zakresu medycyny pracy. Pozwala też brać udział w przetargach na zabezpieczenie imprez sportowych - stwierdza.

Zbigniew Marcinkiewicz nie przesądza, która opcja jest lepsza - utrzymywanie własnego laboratorium, czy korzystanie z usług zewnętrznej firmy: - To jest uzależnione od szpitala, sytuacji na rynku i wielu innych czynników.

- Jako ekonomistka twierdzę, że w strukturach szpitala wieloprofilowego laboratorium powinno być jedną z wewnętrznych komórek organizacyjnych - zaznacza Regina Tokarz, dyrektor Szpitala Powiatowego im. dr Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. - Jeżeli prywatnej firmie opłaca się prowadzenie laboratorium, to dlaczego ma się nie opłacać publicznemu szpitalowi?

Dyrektor Tokarz wskazuje też na ogólną prawidłowość: im większy szpital, tym większa opłacalność badań wykonywanych w szpitalnym laboratorium.

- U nas prowadzenie laboratorium jest uzasadnione, mimo że nie jesteśmy dużą placówką działającą w wielkim mieście. Prowadzimy jednak SOR, z którego korzysta 20 tysięcy pacjentów rocznie i całodobową podstawową opiekę zdrowotną. Musimy więc korzystać z laboratorium 24 godziny na dobę - wyjaśnia nasz rozmówczyni, dodając, że wykonanie niektórych badań zlecają lecznicy także prywatne laboratoria.

Więcej zalet czy wad?
Zbigniew Marcinkiewicz dzieli się z nami obserwacjami na temat usytuowania diagnostyki laboratoryjnej: - Pracowałem kiedyś w szpitalu, w którym roczny przychód z badań sprzedawanych na zewnątrz wynosił 2 mln zł. Sprzedaż pokrywała roczne koszty zakupu odczynników. Sytuacja była zatem dobra. Ale już na zakup nowoczesnego sprzętu nie było nas stać - tłumaczy.

Grzegorz Polus zwraca uwagę, że jednym z atutów sieci jest właśnie stałe wprowadzanie do oferty najnowszych osiągnięć medycznej diagnostyki laboratoryjnej. Wskazuje także na możliwość zlecania różnego typu badań (analityka, mikrobiologia, biologia molekularna, cytologia itd.) w jednym miejscu oraz na dostęp do wyników przez internet. Ponadto sieć jest w stanie zapewnić dostęp do nowoczesnego systemu informatycznego, wraz z jego integracją z innymi systemami szpitala.

Zalety dostarczania wyników za pośrednictwem systemów informatycznych nie do końca przekonują innych naszych rozmówców. Dr Marcinkiewicz zauważa, iż analitycy medyczni i lekarze skarżą się, że zanika bezpośredni kontakt między lekarzem a diagnostą: - To dla mnie był zawsze decydujący powód, dla którego z dystansem podchodziłem do sieci. Uważałem, że dla dobra pacjenta diagnosta powinna pozostać w szpitalu - mówi.

- Sieciowe laboratoria są olbrzymimi kombinatami. Nie stwarzają możliwości, by klinicysta mógł twarzą w twarz omówić z diagnostą wyniki badań - tego zdania jest również dr Elżbieta Puacz, prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych.

Ale na tym nie kończą się zastrzeżenia wobec sieci. Ich mariaż ze szpitalami bywa niebezpieczny dla tych ostatnich. Na zagrożenia związane ze stosowaniem wyjątkowo niskich cen usług w początkowym okresie współpracy ze szpitalem zwracają uwagę Elżbieta Puacz, Zbigniew Marcinkiewicz i Romuald Holly.

- Na początku oferowane są ceny dumpingowe. Ostatnio na rynku pojawiła się np. morfologia za 58 groszy. Przecież tyle to może kosztować skserowanie wyników, ale nie badania - irytuje się Elżbieta Puacz. - Podobnie z badaniem genetycznym. W jednym laboratorium kosztuje 250 zł, w innym 90 zł - dodaje i zauważa, że w przypadku takiej rozpiętości cen wygrywają tańsi wykonawcy, ale nie patrzy się na jakość badań, która musi przecież rzutować na koszty.

Skąd te ceny?
Prezes Puacz broni małych laboratoriów nie tylko dlatego, że - jej zdaniem - wykonują jakościowo lepsze badania (sieci bazują na punktach pobrań, więc muszą transportować pobrany materiał, co nie jest korzystne dla wiarygodności wyników). Również dlatego, że prowadzą promocję zdrowia.

W ocenie prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych jedynym ratunkiem dla małych, pozasieciowych laboratoriów byłoby określenie przez resort zdrowia cen za świadczenia diagnostyki laboratoryjnej. - Tak jak jest to w przypadku ceny za świadczenie lekarskie czy pielęgniarskie - wyjaśnia Elżbieta Puacz. Przekonuje, że to ostatni moment, żeby ocalić polską diagnostykę. - Trzeba ustalić rzetelną wycenę kosztów badań z uwzględnieniem ich jakości - postuluje.

- Konkurencyjne ceny są wynikiem efektu skali, na jaką działają sieci - twierdzi z kolei Grzegorz Polus. Co do jakości, zauważa, że to właśnie sieć jest w stanie istotnie podnieść poziom akredytacji jakościowej, np. wprowadzając normę ISO 15 189.

Cały artykuł - w majowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia (nr 5/2013).

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum