DKMS Polska będzie skarżyć tych, którzy ją "szkalują"

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 06 października 2010 18:01

- To nieprawda, że zarabiamy na pobieraniu szpiku i wykorzystujemy naszych dawców - zapewnia Kinga Dubicka z DKMS Polska. Fundacja rejestrująca polskich dawców szpiku zapowiada walkę w sądzie o dobre imię. Reporterzy "Misji specjalnej" zarzucili organizacji rejestrującej dawców szpiku kostnego, że w wyniku ich działalności szpik od polskich dawców trafia do Niemiec...

– To oszczerstwa. Nasi dawcy są dostępni zarówno dla polskich pacjentów, jak i pacjentów z całego świata. Na tym polega idea banków szpiku – przekonuje Kinga Dubicka dyrektor zarządzający DKMS Polska. – Pacjenci z Polski, często mają dawcę zza granicy, a Polacy ratują życie chorym innych narodowości. Dziwi mnie, że ktoś tego nie rozumie. Oczywiście większe są szanse znalezienia dawcy wśród populacji o tym samym genotypie, dlatego dobrze jest, żeby baza dawców szpiku w danym kraju była, jak największa. Natomiast ze względu na duże migracje ludności na świecie zdarza się, że dawcę dla pacjenta w Polsce znajduje się w Argentynie, a dawca Polak ratuje życie Australijczykowi – wyjaśnia Dubicka.

Polska zacofaną jest?
Fundacja DKMS Baza Dawców Komórek Macierzystych Polska faktycznie do niedawna nie miała umowy z jakąkolwiek krajową placówką, która wykonywałyby na jej zlecenie zabieg pobrania szpiku.  Z tego powodu dawcy wyjeżdżali do Niemiec, chociaż w Polsce działa 18 ośrodków dokonujących pobrań szpiku.

– Proszę zwrócić uwagę, że DKMS Polska działa od półtora roku. Bezpieczeństwo naszych dawców to priorytet. Dlatego zanim sprawdziliśmy stan usług w kraju  i doprowadziliśmy do podpisania umów na dokonywaniu pobrań, współpracowaliśmy z placówką zapewniającą najwyższy standard usług w Europie, kliniką Cellex w Dreźnie – wyjaśnia Dubicka.

Obecnie DKMS Polska ma podpisaną umowę z SP CSK w Warszawie. W warszawskiej klinice przy ul. Banacha przeprowadzono już pierwsze pobrania komórek macierzystych od dawców z bazy Fundacji.

– Z dwiema kolejnymi krajowymi klinikami prowadzimy aktualnie rozmowy. Docelowo zamierzamy wszystkie pobrania wykonywać w kraju – zapowiada Kinga Dubicka.

Jak zapewnia Poltransplant, centrum koordynujące proces transplantacji w kraju, sytuacja, w której Polski dawca wyjeżdża za granicę, by tam oddać szpik dla krajowych pacjentów, nie powinna mieć miejsca.

– Coraz więcej naszych klinik uzyskuje konieczne do przeprowadzania przeszczepu i pobrań akredytacje międzynarodowe – mówi Jolanta Hołoweńko-Żelichowska wicedyrektor Poltransplantu.

Faktem wywożenia polskich dawców do Niemiec jest zaskoczony, też Leszek Kauc z Fundacji Przeciwko Leukemii.

– Nie wiem, dlaczego DKMS podważa kompetencje polskich klinik. Nasze placówki posiadają międzynarodowe certyfikaty. Inaczej nie można byłoby w kraju przeprowadzać przeszczepów. Nie wiem o jakich standardach mówi wobec tego DKMS  – zaznacza Leszek Kauc.

Bo brakuje dawców
– Obecnie jesteśmy największą bazą dawców w Polsce. Tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zarejestrowaliśmy 25 tys. nowych osób. Nie zarabiamy na pobieraniu szpiku. Jesteśmy fundacją non profit – podkreśla dyrektor Dubicka. – Szpik oddawany jest bezpłatnie. Jednak jego pobranie kosztuje.  Opłata za  dostarczenie szpiku z bazy DKMS Polska do polskiego pacjenta wynosi 20 tys. zł, jest to kwota porównywalna z opłatami ponoszonymi w innych krajowych bazach dawców szpiku.

W 2009 roku dokonano w Polsce 191 przeszczepień od dawców niespokrewnionych. Z tego 139 dawców pochodziło spoza Polski, w tym 115 dawców z Niemiec. W tym samym roku 14 Polaków uratowało życie pacjentom w innych krajach.
 
Różnice w rachunkach
Jak informuje Poltransplant pozyskanie szpiku od dawcy z Niemiec to kosztuje ok. 11 tys. euro. Z jeszcze wyższymi sumami mamy do czynienia w przypadku dawców np. ze Stanów Zjednoczonych, gdzie koszty pozyskania materiału do przeszczepu mogą dochodzić do 80 tys. zł.

Jednak ze względu na małą liczbę krajowych dawców (obecnie w krajowych rejestrach wpisanych jest ok. 108 tys. osób, w niemieckim – 4 miliony), to większość rodzimych przeszczepów możliwa jest właśnie dzięki pozyskaniu komórek krwiotwórczych od zagranicznych dawców. Najczęściej są to właśnie Niemcy. Powód jest prosty olbrzymia liczba zarejestrowanych dawców i zbliżony do naszego genotyp.
 
Walka konkurencji?
Zdaniem Urszuli Jaworskiej założycielki fundacji własnego imienia sprawa wokół DKMS Polska tak naprawdę szkodzi tylko chorym.

– Takie afery osłabiają wiarygodność banków szpiku i zniechęcają do rejestracji potencjalnych dawców. Pozostaje czekać, a prawda się obroni – mówi  Urszula Jaworska.

DKMS Polska grozi procesami tym, którzy w programie „Misji specjalnej” podawali informacje „szkalujące” fundację.

Czy zatem wojna przeniesie się z klinik do sądów? O co tu chodzi?

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum