Czy e-papierosy pomagają rzucić palenie? Specjaliści są sceptyczni

Autor: IB/Rynek Zdrowia • • 23 stycznia 2020 20:00

Wstępne wyniki badań, jakie prowadzimy na zlecenie ministra zdrowia na temat korzystania z e-papierosów i nowatorskich wyrobów tytoniowych przez polskie dzieci i młodzież, są dramatyczne - ocenia dr Grzegorz Juszczyk, dyrektor NIZP-PZH.

Czy lekarz powinien zalecać palącemu pacjentowi e-papierosy w celu redukcji szkód, tj. jako mniejsze zło? Fot. Shutterstock

- Jesteśmy już po badaniu fokusowym w trzech miastach: Warszawie, Lublinie i Kielcach oraz po badaniu ilościowym, które objęło 541 osób pomiędzy 15 i 18 rokiem życia - poinformował szef Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny podczas spotkania w Naczelnej Izbie Lekarskiej, w czwartek (23 stycznia).

Jak zaznaczył, około 56 proc. badanych przyznało, że co najmniej raz w tygodniu korzysta z e-papierosów. Około 40 proc. deklaruje, że próbowało się już rozstać z nałogiem palenia, ale jak na razie bezskutecznie. - Najsmutniejsza informacja dotyczy jednak młodzieży, która nie korzystała dotychczas z e-papierosów: co trzeci młody człowiek wskazuje, że jednak po nie sięgnie ze względu na bardzo silną presję płynącą z grupy rówieśniczej - dodał dr Juszczyk.

Jednocześnie zauważył, że zaledwie 3 proc. grupy badanych nastolatków deklaruje, że nikt spośród ich znajomych nie używa e-papierosów.

Zła moda na wapowanie
- Gdy pytamy młodych ludzi, jakie argumenty skłoniłyby ich do powstrzymania się przed wapowaniem lub zrezygnowaniem z niego, jeśli już zaczęli używać e-papierosa, nie potrafią wskazać żadnego. Wyjątkiem są dziewczęta, w przypadku których takim argumentem mogłaby być, jak mówią, ciąża. Ponadto 20 proc. badanych uważa, że mogłoby rozważyć odstawienie e-papierosa w przypadku poważnej choroby - wymienia dyrektor NIZP-PZH.

W jego ocenie istnienie mody na e-palenie jest poza dyskusją. - Młodzież wapuje na imprezach, ale także w szkolnych toaletach, a z używaniem e-papierosów zaczyna się wiązać cała kultura - wiele zachowań, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Dlatego w 2020 r. ruszy przygotowywana przez MZ kampania edukacyjna, której celem jest pokazanie konsekwencji korzystania z e-papierosów przez młodzież - zapowiada Grzegorz Juszczyk.

- Warto ponadto wskazać na jeszcze jeden problem: nadal nie mamy funduszu publicznego, który finansowałby obiektywne badania dotyczące e-papierosów. Nam nie udało się dotrzeć do takich grantów. Badania, które są prowadzone, finansowane są bezpośrednio bądź pośrednio przez przemysł tytoniowy, co musi rodzić zastrzeżenia co do ich obiektywizmu. Z tego powodu duże nadzieje pokładamy w kolejnych konkursach organizowanych przez Agencję Badań Medycznych. Z uwagi na skalę problemu na takie badania muszą się pojawić poważne środki publiczne - ocenia dr Juszczyk.

Główny Inspektor Sanitarny prof. Jarosław Pinkas przekonuje z kolei, że następną lekcją do odrobienia jest system pomocy dla osób, które deklarują wolę zerwania z nałogiem. - Musi pojawić się oferta przynajmniej dla tych kilkunastu procent uzależnionych, którzy mają szansę na skuteczne rzucenie palenia w ciągu pierwszego roku - podkreśla.

Jak przypomina, w Polsce już w 2016 r. „okazaliśmy się mądrzy przed szkodą zakazując używania e-papierosów w przestrzeni publicznej”. Obecnie rekomendacja WHO sprzed zaledwie kilku dni zaleca innym krajom pójście tą właśnie drogą. Osobnym problemem wydaje się natomiast, czy lekarz powinien zalecać palącemu pacjentowi e-papierosy w celu redukcji szkód, tj. jako mniejsze zło. - Czy w medycynie możemy w ogóle używać pojęcia mniejszego zła? - zastanawiał się Jarosław Pinkas.

Ten dymek w rzuceniu palenia raczej nie pomaga
Jak wskazywał, ogromnym problemem jest obecnie agresywny marketing producentów e-papierosów i nowatorskich wyrobów tytoniowych, skierowany do młodzieży.

- Na pewno nie jest on adresowany do osób, które chcą rzucić palenie. Firmy silnie nastawione na zyski w dłuższej perspektywie czasowej oferują produkty, które same powodują uzależnienie. Warto zauważyć, że dla wielu młodych ludzi są to papierosy inicjacyjne. Często pomija się także fakt, iż wielu z nich pali naprzemiennie papierosy tradycyjne i e-papierosy - mówi GIS.

- Marketing kierowany do młodzieży będzie zwalczany. Duże znaczenie miało dla nas dotarcie do Ministerstwa Edukacji Narodowej i możliwość przekazania rodzicom uczniów informacji na temat skutków związanych z wapowaniem. Naszym celem jest, aby ta część polskiej populacji, która używa e-papierosów i nowatorskich wyrobów tytoniowych nie zwiększała liczebności. Można oczywiście zastanawiać się, znając siłę marketingu i internetu, czy to realne, ale po naszej stronie jest wyrobienie w ludziach przekonania, że e-papierosy nie są im do niczego potrzebne. Tylko wtedy mamy szansę z nimi wygrać - ocenia Jarosław Pinkas.

 Czy dzięki e-papierosom można rzucić palenie? Prof. Paweł Górski, kierownik Kliniki Pneumonologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi wskazuje, że - jak wynika z badań - e-papierosy, które ludzie kupują po to, aby łatwiej odstawić papierosy tradycyjne, nie pomagają w zwalczeniu uzależnienia. Odsetek sukcesu placebo oceniany jest na ok. 10 proc. w ciągu sześciu miesięcy.

- W badaniach z Iranu wykazano wprawdzie, że udało się uzyskać dłuższy, bo 3-5 letni okres abstynencji u ok. 25 proc. populacji, ale raczej trudno przełożyć tamtejsze realia kulturowe na Europę, czy Amerykę, gdzie takie wyniki nie są notowane - zaznacza ekspert.

I przytacza informacje dotyczące e-palenia w Stanach Zjednoczonych i w Polsce. W USA ecig zażywa 53 proc. młodocianych i 31 proc. dorosłych, przy czym najczęściej wykorzystywany jest system JUUL. Jak wynika z danych Centrum Kontroli Chorób (CDC), 27,5 proc. (4,1 mln) uczniów „high school” oraz 10,5 proc. (4,1 mln) uczniów „middle school” stale zażywa ecig. Od roku 2011 wzrost w tym zakresie nastąpił wśród młodocianych o 900 proc. Aż 80 proc. młodocianych palaczy we tym kraju zaczyna nałóg palenia od wapowania.

W Polsce zażywanie okazjonalne ecig w populacji dorosłych wynosi 4 proc., natomiast stałe - 1,4 proc. Ecig zażywa jednak regularnie 37 proc. polskich studentów. Jeśli chodzi o palenie HnB (tytoń podgrzewany), wynosi ono w Polsce 0,4 proc.

- Jeśli lekarz miałby zalecić pacjentowi, który pali tradycyjne papierosy, któryś z tych wyrobów w celu redukcji szkód, to tylko HnB i tylko w jednostkowych przypadkach, wyłącznie tam, gdzie nie ma najmniejszych szans na zaprzestanie palenia - uważa prof. Górski.

Co jest w parze e-papierosa?
Jak wyjaśnia, zarówno w płynie jak i w aerozolu w e-papierosach znajdują się takie składniki jak np. diacetyl, który po pogrzaniu jest toksyczny i powoduje obturacyjne zapalenie oskrzelików, czy też substancje rakotwórcze, w tym formaldehyd czy nitrozoaminy. Niebezpieczne są również czynniki zapachowe, estry, przy czym najgorszy z nich - cynamonowy - wykazuje silne działanie mutagenne.

- Produkcja e-papierosów ma miejsce w Chinach, gdzie działa ok. 1 tys. producentów tego sprzętu oraz ok. 10 tys. producentów wspomnianych zapachów. Warto zdawać sobie sprawę z faktu, że ich produkcja może odbywać się w warunkach bardzo dalekich od naszych wyobrażeń, co także powinno skłaniać do refleksji - przekonuje prof. Górski.

- W naszej klinice mieliśmy już pięć przypadków zwłóknień płuca na skutek wapowania. Wszystkie one dotyczyły osób młodych, pomiędzy 17. i 28. rokiem życia. Jeden z pacjentów jest już zakwalifikowany do transplantacji - dodaje ekspert.

Do pytania, czy lekarz powinien rekomendować pacjentowi e-papierosy, wraca także prof. Piotr Kuna, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii UM w Łodzi. - W USA te produkty nie są na razie zatwierdzone przez FDA. Badania będą trwały do 2022 r. - mówi specjalista.

Nowa jednostka chorobowa
Przypomina również o wydarzeniach w Stanach Zjednoczonych z sierpnia 2019 r., kiedy to ujawnił się problem chorób płuc u użytkowników e-papierosów, który dotyczył w zasadzie wyłącznie młodych mężczyzn. CDC od razu opisało ten zespół, nadało mu nazwę, a już w listopadzie ub.r. ICD10.

Jak dodaje prof. Kuna, EVALI to nowa jednostka chorobowa (ostre uszkodzenie płuc) związana z inhalowaniem związków chemicznych powstających na skutek podgrzewania w e-papierosach płynów zawierających kanabinoidy i inne nieznane substancje określane w Polsce mianem dopalaczy. Problem dotyczy ecigów w systemach otwartych, gdzie konsumenci sami komponują skład mieszanek.

Głównym winowajcą w świetle obecnych danych są kanabinoidy. Systemy podgrzewające zaczęto zatem wykorzystywać nie do podgrzewania nikotyny, ale zupełnie innych substancji.

Jak przypomnieli specjaliści, w USA e-papierosów używa ok. 35 proc. populacji, problem jest zatem o wiele większy niż w Polsce, gdzie jeszcze w 2018 r. od ecigów częstsze były cygara, a od podgrzewaczy - fajki. Nie zwalnia to jednak od edukowania społeczeństwa i prowadzenia polityki informacyjnej na temat tych wyrobów.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum