Marzena Sygut/Rynek Zdrowia | 17-06-2015 05:35

Czy chorzy psychicznie powinni obawiać się e-dokumentacji? Zdania są podzielone

Prof. Andrzej Kokoszka, kierownik II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego apeluje o wyłączenie danych pacjentów psychiatrycznych z systemu e-dokumentacji. Przekonuje, że tajemnica lekarska nie będzie dobrze chroniona, co może dać dramatyczne skutki. Konsultant krajowy w dz. psychiatrii prof. nadzw. Piotr Gałecki nie podziela takich obaw.

Fot. Fotolia

Pacjenci psychiatryczni są w szczególnej sytuacji; z badań opinii publicznej wynika, że nic tak nie stygmatyzuje, jak choroba psychiczna. Tymczasem tajemnica ich e-dokumentacji będzie chroniona tak samo jak np. osób z chorobami serca.

Jak przekonuje prof. Andrzej Kokoszka, kierownik II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, sama informacja, że ktoś się leczył psychiatrycznie zmniejsza zaufanie wielu osób do takiego człowieka. W oparciu o badania epidemiologiczne z 2012 roku, można szacować, że w kraju diagnozę psychiatryczną w ciągu życia usłyszy ponad 23,4 proc. dorosłych.

Nie będą się leczyć?
- Problem ujawnienia danych na temat leczenia zaburzeń psychicznych dotyczy najbardziej osób na eksponowanych stanowiskach: np. znanych polityków, prawników, dyrektorów firm, lekarzy. Ujawnienie informacji, że leczą się z powodu zaburzeń psychicznych może zagrozić ich pozycji - zaznacza prof. Andrzej Kokoszka.

Obawy związane z prowadzeniem dokumentacji medycznej w formie elektronicznej i przekazywaniem ich za pomocą internetu spotęgowało upublicznienie danych z historii choroby pilota, który spowodował śmierć pasażerów lotu Germanwings.

- Pacjenci obawiają się, że ujawnienie danych dotyczących dotyczących nawet leczenia sprzed lat może utrudnić im wykonywanie określonego zawodu, np. kierowcy autobusu. Obawiają się też konsekwencji ujawnienia informacji na ich temat w stosunku do osób, z którymi mogą być w konflikcie, np. w trakcie rozprawy rozwodowej - mówi nam prof. Kokoszka.

Dodaje: - Trzeba też sobie zdać sprawę z tego, że już dziś wiele osób się nie leczy, choć powinny, a z obawy przed trafieniem ich historii choroby do sieci leczyć się będzie jeszcze mniej.

E-dokumentacja, jak kompromitacja
W jego ocenie udostępnianie dokumentacji w sieci sprawi, że pożegnamy się z tajemnicą lekarską, ponieważ możliwość dostępu będą miały  osoby, które nie są lekarzami, np. administratorzy sieci, pracownicy NFZ.

- W psychiatrii do prawidłowego rozpoznania potrzebne jest zdobycie zaufania pacjenta. Wiele dekompensacji psychicznych związanych jest ze wstydliwymi okolicznościami, które pacjent może ujawnić, będąc przekonany o zachowaniu pełnej tajemnicy lekarskiej - podkreśla profesor.

Ustawa o Ochronie Zdrowia Psychicznego zabrania zapisu w historii choroby informacji o przestępstwach popełnionych przez pacjenta. Psychiatra może jednak zapisywać zachowania nieetyczne, różne problemy życiowe, a także objawy zaburzeń seksualnych. Ryzyko ich ujawnienia po umieszczeniu w dokumentacji elektronicznej spowoduje ukrywanie ich przed psychiatrą, a przez to utrudni diagnozę i leczenie - uważa prof. Kokoszka.

Według profesora zagrożenie jest realne, bo jeżeli dokumentacja psychiatryczna będzie prowadzona w formie elektronicznej, i będzie udostępniania nie tylko lekarzowi, który sam jest zobligowany do zachowania tajemnicy lekarskiej, to może dojść do ujawnienia tej informacji. - Za duże pieniądze ktoś może sprzedać tę informację np. tabloidowi a odpowiedzialnego za ten fakt, będzie trudno znaleźć - rozważa nasz rozmówca.

Potrzebne ograniczenia?
Prof. Kokoszka jest przekonany, że w stosunku do pacjenta psychiatrycznego uzasadnione jest wprowadzenie pewnych odstępstw od zasad prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej.

Jego zadaniem wariant minimum powinien dotyczyć ustawowego zaakceptowania możliwości leczenia w prywatnej praktyce, bez korzystania z refundacji kosztów leczenia, z dokumentacją pozostającą wyłącznie w gabinecie psychiatry, który wykazuje przychód do Urzędu Skarbowego, bez podawania nazwiska chorego.

- Pacjenci na eksponowanych stanowiskach zawodowych zgłaszają prośbę o takie rozwiązanie, w przypadku obligatoryjnego prowadzenia dokumentacji medycznej w formie elektronicznej. Dziś jest ono realizowane bez przeszkód. Jeśli pacjent nie korzysta z refundacji kosztów leków, recepta pozostaje w archiwum apteki - podkreśla prof. Kokoszka.

Wyjaśnia też, że szerszy wariant - jaki proponowałby - dotyczy już każdego pacjenta psychiatrycznego. - Moja propozycja radykalniejsza jest taka, żeby pozostawić tą dokumentację psychiatryczną i seksuologiczną, tak jak jest w tej chwili - tylko w gabinecie. Dziś, jeżeli zgłasza się do mnie prokuratura czy ABW, czy lekarz specjalista np. medycyny pracy, zgodnie z prawem udostępniam tę dokumentację. 

Uzasadnia: - W takiej sytuacji mamy pełną kontrolę nad tym do kogo ta dokumentacja trafia. Dlatego proponowałbym ograniczenie danych przekazywanych NFZ do samego faktu leczenia pacjenta, bez podawania szczegółów dotyczących rozpoznania, które będą ujawnianie upoważnionym instytucjom na ich żądanie.

Czego nie mówi pacjent
Opinii o zagrożeniu dla tajemnicy lekarskiej nie podziela prof. nadzw. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii. Jest przekonany, że elektroniczna dokumentacja pacjenta niesie z sobą wiele plusów.

- Proszę pamiętać, że pacjent z zaburzeniami psychicznymi jest często osobą, która ma  kłopoty z pamięcią, która jest bezkrytyczna co do swojej choroby lub jest jej trudno własnymi słowami opisać doświadczane objawy i dolegliwości. Z tego względu może się zdarzać, że nie zawsze będzie on przekazywał informacje lekarzom, co do swojej choroby - mówi prof. Gałecki.

Tłumaczy: - Tymczasem dla pacjentów z zaburzeniami psychicznymi szalenie istotne jest to, żeby lekarz posiadał rzetelną wiedzę medyczną, ponieważ pacjent sam jej może nie przekazać właściwie.

A taką wiedzę lekarz będzie czerpał z dokumentacji elektronicznej opisującej całą historię leczenia. Zaznacza również, że w e-dokumentacji te dane medyczne pozostaną wiarygodne, bo będą danymi sukcesywnie wpisywanymi przez personel medyczny różnych placówek i autoryzowane.

- W swojej praktyce medycznej psychiatrzy spotykają się z pacjentami, którzy ukrywali przed nimi, że już wcześniej chodzili do psychiatry. Robili to, ponieważ bali się rozpoznania, na które nie chcieli się zgodzić. Chcieli np. pracować w służbach mundurowych, albo uzyskać pozwolenie na broń, a wcześniejsi psychiatrzy odmawiali im wydania takiego zaświadczenia stwierdzając określoną jednostkę chorobową - tłumaczy prof. Piotr Gałecki.

Dlatego też, w jego ocenie im większą lekarz ma wiedzę o pacjencie, którą wykorzystuje w celach medycznych, tym bardziej trafną może postawić diagnozę.

Korzyści w leczeniu większe?
Jego zdaniem nie należy bać się nowych technologii, bo za zachowanie tajemnicy lekarskiej mają być odpowiedzialni także informatycy administrujący danymi. Dodaje również, że obawy dotyczące wycieku danych objętych tajemnicą lekarską są i będą, bo za każdą dokumentacją stoi przetwarzający ją człowiek i to bez względu na to, czy jest to dokumentacja papierowa czy elektroniczna.

- Może się zdarzyć, że e-dokumentację ktoś wykradnie. Ale zdarzały się też przypadki, że znajdowano papierową dokumentację medyczną wyrzuconą na śmietnik. Jednak skuteczność leczenia i tym samym dobro pacjenta jakie idzie za wprowadzeniem e-dokumentacji przewyższają to ryzyko - uważa konsultant.

- Trzeba pamiętać, że nie ma żadnej doskonałej i niezawodnej formy, która uchroni nas przed ujawnieniem faktu, czy ktoś leczy się psychiatrycznie. Wystarczy, że realizuje receptę. W takiej sytuacji wystarczy na stronach NFZ sprawdzić jaką receptę, komu, na jaki lek wypisał dany lekarz i już możemy wiedzieć jaki problem zdrowotny ma pacjent - zaznacza prof. Gałecki.

W jego przekonaniu, jak najbardziej wskazane jest, żeby pacjent psychiatryczny miał centralną kartotekę.

- Proszę zwrócić uwagę jak obecnie wygląda proces leczenia pacjentów uzależnionych. Nie mając centralnej kartoteki pacjenci mogą chodzić do różnych lekarzy. Może się zdarzyć, że pacjent co drugi dzień odwiedzi innego lekarza i „wyłudzi” lub poprosi o wypisanie recepty na leki uzależniające. Dlatego centralna kartoteka powinna być, a bezpieczeństwo ma leżeć po stronie twórców systemu - podsumowuje konsultant krajowy.