Choroby wektorowe, czyli zapomniany wróg czyha na nasze zdrowie w centrum miasta

Autor: Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia • • 19 kwietnia 2014 08:31

Podczas spaceru po Łazienkach Królewskich w Warszawie można zarazić się chorobą, która do niedawna występowała jedynie w basenie Morza Śródziemnego. Zmieniające się "wzorce pogodowe" powodują, że organizmy, które przenoszą chorobotwórcze patogeny, coraz śmielej przekraczają naszą granicę.

Jak podkreśla prof. Andrzej Horban, konsultant krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych, w Polsce generalnie nie ma u nas większego problemu chorób tropikalnych, które - jak sama nazwa wskazuje - występują w krajach tropikalnych lub subtropikalnych. Nawet jeśli Polacy coraz chętniej podróżują po świecie, turystyka oferowana przez biura podróży jest relatywnie bezpieczna; większość rodaków jedzie do Egiptu lub Tunezji.

Jeśli mają zdrowotne problemy, to najczęściej jest to biegunka, będąca efektem nieprzestrzegania standardów higieny i zachowań żywieniowych. Tym bardziej, że według prof. Horbana, nadal brakuje odpowiedniego poradnictwa przedwyjazdowego, w tym informacji o szczepieniach, np. przeciwko WZW A i B oraz o tak prostej czynności, jak częste mycie rąk.

- Więcej problemów mamy z pacjentami, którzy odkrywają nowe kierunki. Do naszej kliniki regularnie trafiają chorzy po każdym turnusie takiego egzotycznego wyjazdu - mówi prof. Horban.

- Często nie stosują profilaktyki, bo o niej nie wiedzą. A przecież obecnie funkcjonuje bardzo dobry system identyfikacji chorób i precyzyjnych informacji dla podróżnych, opracowywany przez WHO i Amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC), jeśli chodzi o zagrożenie chorobami zakaźnymi w poszczególnych rejonach świata oraz zapobieganie tym chorobom - dodaje konsultant.

Co to są riketsje

Coraz częściej jednak z państw tropikalnych w kierunku Europy migrują krwiopijne stawonogi, które w wyniku występowania wyższych temperatur i sprzyjających im warunków pogodowych, chętnie zagnieżdżają się na południu Europy i rozprzestrzeniają dalej na kraje o umiarkowanym klimacie. Przykładowo w ostatnich latach w Polsce badacze odnotowali występowanie riteksji z grupy gorączek plamistych, dotychczas nie wykrywanych w naszej strefie klimatycznej.

Riteksje należą do chorób wektorowych. Wektorami są stawonogi (np. owady lub pajęczaki), które same wcześniej zakażone, żywiąc się krwią zwierząt kręgowych i człowieka, przekazują im chorobotwórcze drobnoustroje.

- Wszystkie choroby wektorowe występują sezonowo. Ta sezonowość zależy nie tyle od kalendarza, co od panujących temperatur. Np. aktywność kleszczy przypada od marca do listopada. Ale w ubiegłym roku, z uwagi na wysokie temperatury, można było się z nimi zetknąć jeszcze w grudniu. Występowanie określonych chorób wiąże się z zasięgiem występowania danych wektorów - wyjaśnia prof. Stanisława Tylewska-Wierzbanowska z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny.

W Polsce najczęstszymi wektorami są kleszcze, które mogą przenosić siedem różnych chorób. W przypadku części schorzeń (bartoneloza, tularemia, gorączka Q) kleszcze są jednym ze źródeł przeniesienia zakażenia na człowieka. Borelioza z Lyme, kleszczowe zapalenie mózgu (KZM -  jedyna choroba przenoszona przez kleszcze, na którą jest szczepionka), wszystkie riketsjozy i babeszjoza to choroby, które są przenoszone wyłącznie przy udziale kleszcza.

Kleszcze najczęściej przenoszą boreliozę z Lyme (33,12 rozpoznanych zachorowań na 100 tys. mieszkańców) oraz KZM (0,58 na 100 tys.). Znacznie rzadziej występuje bartoneloza (0,40 na 100 tys.), tularemia (0,02 na 100 tys.) czy riketsjoza (0,01 na 100 tys. mieszkańców).

Co stwierdzono w Łazienkach Królewskich

Przypadki zachorowania na riketsjozy wywołujące gorączki plamiste w Polsce nie są więc częste. Jednak do niedawna uważano, że riketsje występują wyłącznie w basenie Morza Śródziemnego i krajach południowej Europy, zaś Polska, podobnie jak inne kraje w naszej strefie klimatycznej, jest wolna od tego problemu. Nic bardziej mylnego.

- Przebadaliśmy kleszcze zebrane w różnych rejonach Polski. Stwierdziliśmy, że nawet ponad 20 procent z nich jest zakażonych różnymi riketsjami, w tym także te zebrane w Łazienkach Królewskich. Skąd zakażone riketsjami kleszcze w centrum Warszawy? Mogły je przywlec ptaki z innych rejonów świata. Badaliśmy również leśników z terenów, gdzie wykryto zakażone kleszcze. Okazało się, że wielu z nich ma przeciwciała dla riketsji, bartonelii i innych bakterii, co wskazuje, że mogą być nimi zakażeni - ocenia prof. Tylewska-Wierzbanowska.

Obecnie w Polsce występuje kilka gatunków riketsji wywołujących gorączki plamiste i anaplazmozę. Rickettsia slovaca została po raz pierwszy wykryta w dawnej Czechosłowacji w 1968 roku. Przez wiele lat uważano ją za niepatogenną bakterię saprofityczną, bytującą w środowisku naturalnym i nie wywołująca zachorowań u ludzi. Tak było do 1997 roku, kiedy stwierdzono pierwszy przypadek zachorowania, a w 2003 roku dokonano pierwszej izolacji od chorego.

Początkowo także szczepy Rickettsia raoultii uważano za niepatogenne. Jednak obecnie wskazuje się, że bakteria odpowiada za wywoływanie tiboli. W Polsce są już opisane pierwsze przypadki występowania tej kolejnej gorączki plamistej, rozpoznanej dopiero w XXI wieku. Podobnie jak ludzkiej granulocytarnej anaplazmozy.

Ta choroba gorączkowa o ostrym przebiegu, wywołująca niebezpieczne zmiany hematologiczne, jeszcze do niedawna nie była znana. Pierwszy przypadek wykryto w USA w 1994 rok, w Polsce po raz pierwszy chorobę stwierdzono w 2001 roku. Zakażone patogenem kleszcze występuje praktycznie w całej Polsce.

Zapomniane choroby - reaktywacja

- W ostatnich latach nastąpiła zmiana w systematyce - ciągle poznajemy nowe gatunki riketsji. Jeszcze do niedawna było ich 5, w tej chwili jest już opisanych 25 gatunków. Ich rozprzestrzenienie się jest dopiero rozpoznawane. Dlatego badacze postulują, by riketsjozy dołączyć do grupy tzw. chorób zapomnianych - dodaje prof. Tylewska - Wierzbanowska.

Wyjaśnia, iż WHO wyodrębniło 17 chorób, które uważa się za zapomniane z uwagi na ich wyeliminowanie w państwach cywilizowanych, choć nadal pozostają problemem zdrowotnym w krajach rozwijających się. - Jednak obecnie niektóre z nich na nowo mogą stać się zagrożeniem dla zdrowia społeczeństw "cywilizowanego" świata.

Według szacunków WHO, co roku na choroby przenoszone przez wektory zapada 77 tys. Europejczyków. W latach 1990-2010 na choroby rozprzestrzeniające się w wyniku ukąszenia komara, muchy piaskowej i kleszcza zachorowało ponad 1,5 mln obywateli europejskiego regionu WHO. Poza wspomnianymi riketsjami i przypadkami zwiększania się zasięgu geograficznego występowania chorób odkleszczowych, zgłaszane są ogniska egzotycznych chorób przynoszonych przez komary, takich jak gorączka Chikungunya, denga, która zniknęła z Europy ponad 60 lat temu oraz malarii.

Dlatego w tym roku tematem przewodnim obchodów Światowego Dnia Zdrowia były choroby przenoszone przez wektory. Z tej okazji Ministerstwo Zdrowia zorganizowało konferencję pt. "Małe ukąszenia, duży problem", poświęconą chorobom wektorowym (Warszawa, 7 kwietnia 2014 r.).

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum