Bartoszyce: interwencja w sprawie dostępu do badań

Autor: Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia • • 18 grudnia 2009 09:30

Rzecznik praw pacjenta musiał interweniować, by chory na nowotwór dostał od lekarza rodzinnego skierowanie na tomografię.

W gminnych ośrodkach zdrowia również oszczędzają...

Jak podaje Gazeta Wyborcza, mieszkaniec Bartoszyc, którego bolały nerki skorzystał z prywatnego badania USG. Od lekarza usłyszał, że konieczne byłoby przeprowadzenie badania tomograficznego. Skierowanie miał uzyskać od lekarza rodzinnego.

W NZOZ Rodzina dwa razy odmówiono mu wystawienia skierowania. Zaproponowano mu wizytę u urologa, ale po 20 lutego 2010 r. Z bolącymi nerkami zgłosił się do szpitala. Też nie dostał skierowania na tomograf. Wrócił do lekarza rodzinnego i po raz kolejny usłyszał odmowę.

Ból nerek nasilał się, więc chory zadzwonił ze skargą do Narodowego Funduszu Zdrowia.  Po interwencji rzecznika praw pacjenta, lekarz rodzinny z Bartoszyc wystawił w końcu emerytowi skierowanie na tomografię komputerową. Badanie wykazało nowotwór nerki.

Dr Elżbieta Grykin, kierownik przychodni Rodzina w Bartoszycach, wyjaśnia Gazecie, że lekarze uznali, że lepsza i szybsza dla tego pacjenta byłaby diagnostyka szpitalna, ale pacjent odmówił. A skoro inni lekarze nie wystawili skierowania na tomografię, to i lekarze z przychodni uznali, że nie będą go wypisywać.

Wątek oszczędzania przez lekarz rodzinnych na skierowania na badania powrócił po śmierci Doroty Orlickiej (również pacjentki przychodni w Bartoszycach, którą lekarze dwa razy odesłali do domu, a potem pogotowie odmówiło przyjazdu, chora zmarła).

Lekarze rodzinni nie mogą mieć więcej niż 2750 pacjentów. Na każdego dostają 96 zł. Jak przyznaje Zbigniew Gugnowski, warmińsko-mazurski wojewódzki konsultant w dziedzinie medycyny rodzinnej, z tych pieniędzy tylko ok. 10 proc. wykorzystuje się na badania dodatkowe.

Reszta jest przeznaczana na koszty przychodni: personel, media. Lekarz, który nie wykorzysta całej kwoty, nie musi pieniędzy zwracać do NFZ. Zdaniem Jerzego Owsiaka, rodzi to pokusy nieuzasadnionego oszczędzania na pacjentach.

Gugnowski broni lekarzy rodzinnych i zapewnia, że nie jest to zjawisko powszechne. Świadczyć o tym mają choćby raporty, które co pół roku lekarze rodzinni muszą składać NFZ o rodzaju, liczbie i kosztach badań, na jakie kierowali swoich pacjentów. Konsultant podkreśla też, że badanie jest tylko pomocniczym elementem do postawienia diagnozy i to lekarz decyduje, czy jest potrzebne, czy nie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum