Artyści oczywiście mogą wypowiadać się także poza sceną. Ale czy koniecznie o medycynie?

Autor: Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia • • 16 grudnia 2020 06:00

Niedawna wypowiedź piosenkarki Edyty Górniak o statystach w szpitalach i covidowej mistyfikacji to już kolejna arbitralna teoria wygłoszona przez osobę znaną, ale nieznającą się na medycynie. Jej celebrytyzacja, wpływając na decyzje obywateli, może generować realne krzywdy. Zmusza też - szczególnie w kontekście szczepień na koronawirusa - do poprawy stanu zdrowotnej edukacji.

Artyści oczywiście mogą wypowiadać się także poza sceną. Ale czy koniecznie o medycynie?
Celebryci poza sceną mówią różne rzeczy, także o koronawirusie; FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

- Wobec wszystkich osób, które publiczne zaprzeczają zagrożeniom zdrowia publicznego, prokuratura powinna wszczynać postępowanie z urzędu. Zwróciłem się do ministra zdrowia o poparcie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, który przewiduje za takie praktyki sankcje – mówi Rynkowi Zdrowia prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Gdyby projekt nie przeszedł, prof. Matyja chce, by resort zaproponował inne rozwiązanie, które zniechęcałoby do tego rodzaju publicznych działań i wypowiedzi – także po to, by pojedynczy lekarze czy organizacje nie musiały walczyć z dezinformacją, hejtem na własną rękę, wnosząc prywatne akty oskarżenia.

Na razie pierwszą bitwą z medycznymi gusłami będzie walka rządu o powszechność szczepień przeciwko koronawirusowi.

W sidła niewiary wpadają nie tylko laicy
W poniedziałek (14 grudnia) najważniejsi przedstawiciele rządu rozmawiali o strategii szczepień na koronawirusa. Te mają ruszyć w styczniu lub lutym 2021 r., a poprzedzi je szeroka kampania informacyjna, także z udziałem polityków, lekarzy, celebrytów.

Tymczasem w tym samym dniu w TVP Info wiceminister zdrowia Waldemar Kraska przyznał, że „niestety, nie wszyscy medycy będą chcieli się zaszczepić na koronawirusa", a w obecnej fazie zbierania chętnych „niestety, szczepionka nie cieszy się popularnością”.

- Na chwilę obecną nie zaszczepię się przeciwko koronawirusowi – stwierdził z kolei w programie "Newsroom" WP Janusz Kowalski z Solidarnej Polski, wiceminister aktywów państwowych.

Przykładów tego typu jest więcej: „Żeby babcia bała się podać ręki wnukowi? Syn bał się zaprosić matkę na święta? To jest efekt higienicznego terroru, to jest bezmyślność” - napisał 12 grudnia na Twitterze elektrokardiolog Paweł Basiukiewicz.

30 listopada grupa ponad 60 naukowców i lekarzy (w tym pięciu profesorów nauk medycznych) w apelu do rządu o dobrowolność szczepień zaznaczyła, że „zmiany genetyczne wywołane przez szczepionki mogą wpłynąć na przyszłe pokolenia”. Prof. Andrzej Horban, doradca premiera ds. walki z COVID-19, nazwał tę inicjatywę „kompletną ignorancją”.

- Problemem jest przyzwolenie władz i społeczeństwa na rozpowszechniane, często w sposób świadomy, kłamstw, które są groźne dla bezpieczeństwa publicznego. Takie postawy powinny być piętnowane, m.in. poprzez odbieranie prawa wykonywania zawodu reprezentującym je lekarzom, jak i poprzez ironię, śmiech, wytykanie niewiedzy - mówi nam dr Konstanty Szułdrzyński, anestezjolog, internista, członek rady medycznej ds. COVID-19 przy premierze.

- Jedną kampanią chce się przykryć lata zaniedbań. Wątpię, czy to się uda. W Polsce na grypę szczepi się ok. 4 proc. populacji; w Wielkiej Brytanii czy w krajach skandynawskich ok. 70 proc. To pokazuje, w którym jesteśmy miejscu jeśli chodzi o medyczne ucywilizowanie – zwraca uwagę.

Siła nowych mediów i komunikacyjne bańki
Aktywni w mediach społecznościowych celebryci czy politycy rozgłos zyskują m.in. za sprawą olbrzymich zasięgów, które zbudowali dzięki własnym profilom, kanałom. W dystrybucji ich medycznej „wiedzy” zyskują też wsparcie innych. Edytę Górniak na Instagramie obserwuje niemal 480 tys. osób, ale też na tematy koronawirusa chętnie wypowiada się m.in. w telewizji wRealu24.pl, której kanał na Youtube śledzi 476 tys. osób. W maju br. w obszernym wywiadzie stwierdziła, że „dopóki żyje, nie da się zaszczepić”.

Z kolei 12 listopada poseł Konfederacji Jacek Wilk obwieścił na Facebooku (niemal 100 tys. obserwujących), że skoro deklarowana skuteczność szczepionki Pfizera wynosi ok. 90 proc., a podobny procent ludzi przechodzi COVID-19 bezobjawowo lub skąpoobjawowo, to de facto szczepionki nie mają żadnego znaczenia. Według posła, gdyby "zaszczepił" się np. zwykłą wodą, to miałby niemal identyczne jak w przypadku szczepionki szanse na niezachorowanie.

- Nie chcę się pastwić, ale taka kombinatoryka to poziom matematyki z siódmej klasy szkoły podstawowej. Poseł nawet przez moment się nie zająknął, a wypowiedź nadal jest publicznie dostępna. Skala, z jaką ludzie bezwstydnie obnoszą się ze swoją niewiedzą, jest szokująca - stwierdza prof. Dariusz Jemielniak, ekonomista, socjolog.

Przypomina, że mechanizm "człowiek pogryzł psa" jest znany od dziesiątek lat z tabloidów, ale obecnie bardzo istotną zmianą jakościową jest zerwanie z odpowiedzialnością za słowo. - Wiralne informacje w mediach społecznościowych przenoszone są przez niewinnych postronnych, którzy sami uwierzyli w nonsens. Trudno to odciąć, bo wiarygodność naszych znajomych zazwyczaj jest wysoka - tłumaczy.

Profesor zwraca uwagę, że media społecznościowe z natury swojego modelu biznesowego bardziej rozpowszechniają doniesienia sensacyjne i kwestionujące zastany porządek, hierarchię wiedzy. Dlatego - jak podkreśla - znachor może zarabiać dziesiątki milionów złotych na "lewoskrętnej witaminie C". - Ponadto, dochodzi do polaryzacji i zamykania w tzw. komorach rezonujących - ludzie obcują w coraz większym stopniu tylko z osobami o zbliżonych poglądach, z uwagi na mechanizmy pokazywania im informacji - wyjaśnia.

- Bardziej wyrafinowani influencerzy celowo potrafią mieszać zdrowy styl życia z własnymi teoriami, mającymi na celu wyciągnięcie z kieszeni naiwnych fanów sporych kwot pieniędzy. Przykładem może być sprzedawanie trawy pszenicznej w cenie ćwierć miliona złotych za tonę - mówi nam z kolei dr Marek Posobkiewicz, były Główny Inspektor Sanitarny.

- To dziennikarze wyszukują takich komentatorów, którzy zyskają rozgłos. „Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny”. Ten aforyzm z bajki Ignacego Krasickiego doskonale tu pasuje - podsumowuje dr Maciej Hamankiewicz, były szef Naczelnej Rady Lekarskiej.

Mówić tak, by być rozumianym
- W Polsce dialog lekarze-pacjenci-obywatele, kuleje. Nakłada się na to definicyjny problem z tego typu komunikacją - zwyczajnie trudno w przystępny sposób wyjaśniać skomplikowane kwestie medyczne, a i sama diagnoza bywa trudna, bolesna. Na drugim biegunie są celebryci, znachorzy, którzy mówią prostym, zrozumiałym językiem, serwują łatwe rozwiązania skomplikowanych problemów, dają (pseudo)nadzieję - stwierdza dr Szułdrzyński

- W takie teorie wielu wygodniej jest uwierzyć, tym bardziej, że „eksperci” często są do przeciętnego Kowalskiego podobni – w sensie pochodzenia z tej samej czy zbliżonej „formacji intelektualnej”. Pamiętajmy, że w dzisiejszym świecie status celebryty osiąga z reguły człowiek „z ludu”, który zdobył popularność dzięki uprawianiu zajęcia schlebiającego gustom popularnym - ocenia anestezjolog.

Jego zdaniem obecnie nie tylko medycyna, ale cała nauka tak oderwała od poziomu przeciętnego rozumienia rzeczywistości, że dla większości stała się kompletnie obca, hermetyczna.

Zdaniem dr. Krzysztofa Puchalskiego, socjologa z Krajowego Centrum Promocji Zdrowia w Miejscu Pracy Instytutu Medycyny Pracy im. prof. J. Nofera w Łodzi, autorytet lekarzy nawet w bezpośredniej relacji z pacjentem bywa kwestionowany.

- Robią to częściej spolaryzowane grupy - z wyższych i z niższych klas, biorąc pod uwagę zwłaszcza poziom wykształcenia i zamożności. Ci pierwsi dlatego, że część ma kompetencje, i często powody, by podważać fachową wiedzę niektórych medyków. Ci drudzy, bo porady medyczne czasami bywają rażąco niedostosowane do sytuacji pacjenta - niezrozumiałe, nie uwzględniające jego możliwości działania. Ponadto oczekują szacunku, poszanowania godności - tłumaczy.

Zdecydowane działania kontra „życie to nie klinika”
Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, przyznawali, że z celebrytyzacją medycyny, szczególnie w dobie COVID-19, należy walczyć. Jednak już sposoby na ograniczenie tego zjawiska były różne, czasem wręcz skrajnie odmienne.

Bartosz Fiałek, lekarz reumatologii, bardzo aktywny w mediach: - Przyjęło się, że lekarze nie mają być osobami publicznymi. Na swoim przykładzie widzę, że niektórzy koledzy i koleżanki krytykują moją działalność. Ja jednak wyznaję zasadę, że powinniśmy być również edukatorami i popularyzatorami wiedzy medycznej.

Dr Szułdrzyński: - Penalizacji nie polecam, może ona generować „męczenników”, którzy jeszcze zyskają na wiarygodności i popularności. Groźniejszą bronią, szczególnie w przypadku celebrytów, jest śmiech. Przylgnięcie łatki idioty jest społecznie chyba nawet gorzej postrzegane niż bycie przestępcą. Jednocześnie misją, a wręcz obowiązkiem naukowców, lekarzy, winno być skuteczne niesienie zdrowotnej oświaty.

Prof. Antonina Ostrowska, socjolog medycyny w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN: - Media tego nie zmienią. Lekarz powinien umieć dotrzeć do każdego pacjenta, niezależnie od jego wykształcenia i wiedzy, wysłuchać i zrozumieć go, wytłumaczyć istotę choroby, sposób leczenia. Tylko taki lekarz będzie się cieszył zaufaniem.

Dr Puchalski: - Wielu lekarzy popada w manierę głoszenia „jedynie słusznych prawd". Nie będzie też dobrze, jeżeli zechcą oni konkurować z celebrytami – to w znacznym stopniu odmienne światy. Potrzebne są: szacunek dla innych punktów widzenia (nawet nieracjonalnych z perspektywy medycznej) i dialog, zamiast nawoływania do „wypalania gorącym żelazem". Życie to nie klinika.

Posobkiewicz: - Warto werbować influencerów na jasną stronę mocy i wykorzystać ich do atrakcyjnego przekazywania wiedzy opartej na faktach.

Dr Michał Sutkowski z Kolegium Lekarzy Rodzinnych: - W mediach należy rzetelnie rozmawiać, ale tylko z profesjonalistami. Politycy nie mogą podsycać nieufności do lekarzy. Media społecznościowe powinny usuwać treści szkodliwe, często działające wręcz proepidemicznie. Warto też edukować (nauka o zdrowiu od podstawówki), w tym „łopatologicznie” - mówić np. ludziom: "No dobrze, a jeśli lecicie samolotem, to lepiej, żeby za sterami siedział pilot czy hydraulik?"

Prof. Jemielniak: - Konieczna jest instytucjonalna regulacja i konkretna odpowiedzialność finansowa platform społecznościowych za propagowanie nonsensu.

Dr Hamankiewicz konstatuje: -„Słowa uczą, przykłady pociągają”. Zapraszam panią Edytę Górniak do szpitala covidowego św. Elżbiety w Katowicach. Myślę, ze poklask zdobyłaby znacznie większy - nie pustosłowiem, a gestem.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum