28 stycznia Dniem Ratownictwa Obywatelskiego? Przemawia za tym kilka powodów

Autor: Wojciech Kuta • Źródło: Rynek Zdrowia22 stycznia 2022 17:00

Po katastrofie budowlanej w hali Międzynarodowych Targów Katowickich, do której doszło 28 stycznia 2006 r., ochotnicy ratowali ludzi ramię w ramię z zawodowcami. Stąd propozycja, aby właśnie 28 stycznia ustanowić Dniem Ratownictwa Obywatelskiego.

28 stycznia Dniem Ratownictwa Obywatelskiego? Przemawia za tym kilka powodów
Uroczystości upamiętnienia ofiar katastrofy w hali MTK, do której doszło w 28 stycznia 2006 r. FOT. PAP/Andrzej Grygiel
  • Kim jest ratownik obywatelski? Może być nim każdy, kto w miarę posiadanych kompetencji i umiejętności, wyraża gotowość i podejmuje działanie zmierzające do uratowania życia i zdrowia ludzkiego
  • Pojęcie ratownika obywatelskiego zostało po raz pierwszy użyte przez dr. n. med. Jacka Siewierę podczas podsumowania wniosków z katastrofy zawalenia się dachu Hali Międzynarodowych Targów Katowickich w 2006 roku
  • Pierwszej pomocy udzielali wtedy wraz z profesjonalnymi służbami także ochotnicy, między innymi z Polskiego Czerwonego Krzyża, Ochotniczej Straży Pożarnej czy grup GOPR
  • Centrum Ratownictwa wdraża już aplikację Ratownik, która ułatwia ratownikom obywatelskim - którzy znajdują się najbliżej miejsca zdarzenia - szybkie udzielenie pierwszej pomocy

Tragedia w MTK. Zawodowcy ratowali ludzi ramię w ramię z ochotnikami

28 stycznia 2006 roku, podczas wystawy gołębi pocztowych w hali Międzynarodowych Targów Katowickich doszło do katastrofy budowlanej. Zginęło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych. Pomoc poszkodowanym niosły wówczas nie tylko profesjonalne służby, ale też wielu ochotników. Stąd zamysł, aby 28 stycznia ustanowić Dniem Ratownictwa Obywatelskiego.

Pojęcie ratownika obywatelskiego zostało po raz pierwszy użyte przez dr. n. med. Jacka Siewierę podczas podsumowania wniosków z katastrofy zawalenia się dachu hali Międzynarodowych Targów Katowickich.

- Pierwszej pomocy udzielali wtedy - oczywiście wraz z profesjonalnymi służbami - także ochotniczy ratownicy obywatelscy, m.in. z Polskiego Czerwonego Krzyża, Ochotniczej Straży Pożarnej czy grup GOPR. W hali MTK pracowaliśmy ramię w ramię - przypomina dr Jacek Siewiera, kierownik Kliniki Medycyny Hiperbarycznej w Wojskowym Instytucie Medycznym oraz założyciel Centrum Ratownictwa.

Kim więc jest ratownik obywatelski? Eksperci wskazują, że może być nim w zasadzie każdy, kto w miarę posiadanych kompetencji i umiejętności, wyraża gotowość i podejmuje działanie zmierzające do uratowania życia i zdrowia ludzkiego. W Polsce działa wiele różnego rodzaju organizacji i jednostek, które - zazwyczaj w formie wolontariatu - interweniują w sytuacjach zagrożenia zdrowia lub życia, tworząc tym samym podwaliny sieci ratownictwa obywatelskiego.

Ratownictwo obywatelskie ma w Polsce ogromny potencjał

Obecnie w Polsce ratownicy obywatelscy nie są zarejestrowani w żadnej  wspólnej bazie, jednak stanowią ogromną grupę ludzi chętnych i przygotowanych do udzielania pierwszej pomocy.  

Potencjał ratownictwa obywatelskiego w naszym kraju jest na tyle duży, że stanowić może współczesną alternatywę kulejącego systemu obrony cywilnej.

Według raportu Najwyższej Izby Kontroli w pierwszej połowie 2020 r., w jednostkach ochrony przeciwpożarowej włączonych do krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego (KSRG) w dyspozycji systemu było ogółem ponad 134,3 tys. ratowników, w tym, między innymi: 

  • 29 678 w Państwowej Straży Pożarnej (PSP)
  • 103 848 w Ochotniczej Straży Pożarnej (tyle osób w OSP spełnia wymagania bezpośredniego udziału w działaniach ratowniczych). 

W Polsce działa 8 regionalnych Grup Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (GOPR) opartych głównie na ochotnikach, w których łącznie służbę ratowniczą pełni 824 ratowników ochotników i 123 ratowników zawodowych. Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (TOPR) ma 281 ratowników, w tym 240 to ochotnicy (dane z 2020 r.). 

Natomiast liczba ratowników wodnych jest trudna do oszacowania. Oprócz ratowników będących członkami jednostek współpracujących z systemem Państwowego Ratownictwa Medycznego (PRM), istnieje duża liczba osób posiadających umiejętności z zakresu kwalifikowanej pierwszej pomocy (KPP), ale nie związanych z żadną organizacją.

GOPR: czujemy się częścią systemu ratownictwa

Robert Pilarczyk, naczelnik Grupy Jurajskiej GOPR zwraca uwagę, że sporo ratowników medycznych z uprawnieniami w zakresie kwalifikowanej pierwszej pomocy (KPP) oraz lekarzy zrzeszonych jest w Ochotniczej Straży Pożarnej. - Jak w każdym dużym stowarzyszeniu opartym o wolontariat, jest tam dość szeroki przekrój społeczeństwa. Może się więc okazać, że w czasie akcji ratowniczej bierze udział strażak z OSP, który na co dzień jest, np. lekarzem chirurgiem - wskazuje.

- Zresztą podobnie, niejako w hybrydowy sposób, skonstruowane jest Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Są w nim zarówno ratownicy zawodowi, jak i ochotnicy. Te dwie struktury łącznie bardzo dobrze funkcjonują. Nie wyobrażam sobie, by samym ratownictwem zawodowym podołać wszystkim naszym obowiązkom związanym z niesieniem pomocy poszkodowanym w wypadkach - zaznacza Robert Pilarczyk.

- GOPR-owi przybywa zadań, chociażby w ramach akcji poszukiwawczych. Coraz częściej wykraczamy poza nasze ścisłe statutowe zadania - podkreśla Robert Pilarczyk. - Czujemy się częścią szeroko rozumianego systemu ratownictwa medycznego. Pokazuje to dobrze czas pandemii - kiedy brakuje systemowych karetek pogotowia, przejmujemy ich zadana. Może nie w pełnym zakresie, bo pracujemy w standardzie KPP, ale wykonanie przez nas określonych czynności do czasu przyjazdu ambulansu stanowi bardzo ważne wsparcie dla systemu - zaznacza.

Dodaje: - Warto mieć na uwadze, że wielu ratowników GOPR to na co dzień ratownicy medyczni. Obecnie w zasadzie na każdym GOPR-owskim dyżurze jest ratownik medyczny, który - z racji swoich kompetencji - może wykonywać interwencje mieszczące się w systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego - podkreśla naczelnik Grupy Jurajskiej GOPR.

Potrzebujemy wczesnej edukacji społeczeństwa

Na konieczność  upowszechnienia idei ratownictwa obywatelskiego w społeczeństwie wskazuje Michał Barski, prezes Polskiej Organizacji Ratowniczej, która jest pomysłodawcą ustanowienia 28 stycznia Dniem Ratownictwa Obywatelskiego.

- Według aktualnych danych z krajów skandynawskich przeżywalność w zakresie pomocy przedszpitalnej u pacjentów z nagłym zatrzymaniem krążenia wynosi tam 40 proc. W Europie Środkowo-Wschodniej średnio ten wskaźnik, niestety, sięga tylko 6 proc. - informuje Michał Barski.

- Głównym czynnikiem mającym wpływ na poprawę tego wyniku jest odpowiednia dostępność kogoś, która potrafi wyciągnąć poszkodowaną osobę ze stanu zagrożenia zdrowia i życia lub podtrzymać jej podstawowe funkcje życiowe do momentu wdrożenia procedur z zakresu medycznych czynności ratunkowych - zaznacza szef Polskiej Organizacji Ratowniczej.

- Skandynawowie osiągają tak dobre wyniki w udzielaniu pomocy przedszpitalnej przede wszystkim dzięki uwrażliwianiu mieszkańców na ten problem od najmłodszych lat, już na etapie edukacji w przedszkolach. U nas stosunkowo późno uczymy się, między innymi zasad udzielania pierwszej pomocy - przyznaje prezes Barski.

Dodaje: - Impulsem do podjęcia takich działań nierzadko staje się dopiero sytuacja kryzysowa, awaryjna. Dochodzi to tragicznego zdarzenia i nagle ktoś uznaje, że potrzebne są szkolenia dotyczące zachowań i procedur w takich nadzwyczajnych okolicznościach. Z doświadczenia wiemy, że w pewnych sytuacjach na dotarcie zawodowców, chociażby zespołu ratownictwa medycznego, trzeba czekać np. 40 minut, a znamy zdarzenia, kiedy ten czas sięgał dwóch godzin - wskazuje Michał Barski.

Niezbędne są narzędzia sprawnej komunikacji

Jego zdaniem jedną z głównych barier w rozwoju ratownictwa obywatelskiego w Polsce jest brak jednolitej komunikacji pomiędzy osobami i organizacjami zaangażowanymi w takie działania.

- Ci ludzie muszą być skomunikowani ze sobą, a także ze wszystkimi ogniwami działającymi w ramach krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego (KSRG) czy jednostkami współpracującymi z Państwowym Ratownictwem Medycznym. Takie narzędzie komunikacji będzie niejako rekrutowało ratowników obywatelskich do działań w zakresie pierwszej pomocy, kiedy akurat nie przebywają w swoich macierzystych jednostkach - tłumaczy szef Polskiej Organizacji Ratowniczej.

Dotyczyć to będzie w przyszłości nie tylko ratowników KPP, ale także członków Harcerskiej Szkoły Ratownictwa, Polskiego Czerwonego Krzyża, czy choćby taksówkarzy, którzy już dziś obok numerów bocznych na swych pojazdach umieszczają często napis „Ratownik”.

- Oczywiście im więcej osób nauczy się udzielania pierwszej pomocy, tym lepiej. Aby jeszcze bardziej spopularyzować i uświadomić znaczenie posiadania chociażby elementarnej wiedzy i umiejętności z tego zakresu, musimy w naszym społeczeństwie odczarować medycynę oraz samo ratownictwo - uważa Tomasz Kutycki, dyrektor medyczny Centrum Ratownictwa. 

- Naprawdę nie chodzi o to, żeby uczyć się jakichś skomplikowanych procedur medycznych. Czasami chodzi tylko o to, by ktoś od razu, w razie potrzeby, był gotowy pomóc znieść pacjenta w wyższego piętra - podkreśla Tomasz Kutycki.

Jest już aplikacja Ratownik

Przypomnijmy, że Centrum Ratownictwa wdraża aplikację Ratownik, która ma przede wszystkim pozwolić ratownikom obywatelskim na szybkie udzielenie pierwszej pomocy. - Ratownik to aplikacja pozwalająca realnie skrócić czas, w jakim zostanie udzielona pierwsza pomoc. Głównym celem aplikacji jest zbudowanie społeczności ratowników obywatelskich, ludzi przygotowanych, ale przede wszystkim chętnych do udzielania pierwszej pomocy i udostępnienie im narzędzi do działania - wyjaśnia Aleksandra Eljasińska, dyrektor zarządzająca Centrum Ratownictwa.

Główną funkcjonalnością Ratownika jest moduł RescueNet pozwalający na wzywanie pomocy. Dostępni w systemie ratownicy obywatelscy, znajdujący się najbliżej poszkodowanego otrzymują na swój telefon powiadomienie o tym, że ktoś w ich otoczeniu potrzebuje pomocy i wymagane jest podjęcie akcji ratunkowej. Ratownik obywatelski - nawigowany przez aplikację do miejsca wezwania - może dodatkowo uzbroić się w defibrylator AED, dzięki stale rosnącej bazie potwierdzonych defibrylatorów AED w Polsce, znajdującej się również w aplikacji Ratownik.

- Dzięki temu skracamy czas, w jakim pierwsza pomoc zostanie udzielona. "Kupujemy" też dodatkowy czas dla służb ratunkowych i oczywiście zwiększamy szanse osoby poszkodowanej na przeżycie i powrót do zdrowia - podkreśla Aleksandra Eljasińska.

Określony w przepisach czas dotarcia zespołu ratownictwa medycznego to dzisiaj fikcja

Dr Jacek Siewiera wskazuje na jeszcze jeden, być może kluczowy aspekt związany z pilną potrzebą rozwoju sieci ratownictwa obywatelskiego: szybko rosnąca liczba ludzi żyjących w miastach powoduje, że czas dojazdu karetki na miejsce zdarzenia będzie się wydłużał. Nie tylko w Polsce.

Przypomnijmy, że zgodnie z przepisami obowiązującymi w naszym kraju maksymalny czas dotarcia zespołu ratownictwa medycznego do pacjenta nie może być dłuższy niż 15 minut w mieście powyżej 10 tysięcy mieszkańców i 20 minut poza takim miastem. - Dziś, a zwłaszcza w dobie pandemii, spełnienie tego wymogu istnieje tylko na papierze. Zespoły ratownictwa medycznego wiedzą, że to fikcja - podkreśla dr Siewiera.

Zwraca uwagę, że z czasem dojazdu karetek, nie tylko w Polsce, będzie coraz gorzej. Przypominał, że dziś ok. 50 proc. ludności świata żyje w miastach, ale z prognoz Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz ONZ wynika, że w 2030 roku mieszkańcy miast będą stanowić już 60 proc. globalnej populacji.

Dr Jacek Siewiera zaznacza, że takie wskaźniki demograficzne nie tylko uniemożliwią skracanie czasu dotarcia zawodowych zespołów ratownictwa, m.in. do poszkodowanych w wypadkach, ale wręcz ten czas wydłużają.

Wypowiedzi w tekście zanotowano podczas konferencji Safe Tech Forum (Podlesice, 6-7 października 2021 r.).

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum