Życie bez dodatkowych ubezpieczeń: opanowaliśmy sztukę omijania kolejek

Autor: Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia • • 08 października 2013 06:14

Rodacy bardzo sprawnie poruszają się w pełnym zakrętów i zwrotów systemie opieki zdrowotnej. Narzekamy na publiczne lecznictwo, ale liczymy głównie na to, co oferuje nam NFZ za powszechną składkę. Z niedawnego badania PBS wynika, że jedynie 8 proc. Polaków korzysta ze świadczeń medycznych w ramach abonamentu lub ubezpieczenia dodatkowego.

Życie bez dodatkowych ubezpieczeń: opanowaliśmy sztukę omijania kolejek
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

- W rzeczywistości te wskaźniki są trochę wyższe, z jednej lub drugiej formy ubezpieczenia korzysta ok. 2,5 mln ludzi. To ponad 10 proc. pracujących w Polsce, co nie jest wcale złym wynikiem - komentuje dr Adam H. Pustelnik, ekspert rynku ubezpieczeń, prezes firmy AhProfit

- Podobne wyniki są w krajach, które nie mają systemu wspierającego w jakikolwiek sposób prywatne ubezpieczenia zdrowotne. W Wielkiej Brytanii odsetek osób, które legitymują się dodatkową polisą, wynosi ok. 11 proc. - dodaje. - Bez wprowadzenia rozwiązań systemowych, np. powszechnych dopłat do świadczeń, których koszty można ubezpieczyć, ten rynek nie będzie się dalej rozwijać.

- Jego potencjał kończy się na przedziale 10-12 proc. i w Polsce już ten poziom osiągnęliśmy. Obecnie produkt ubezpieczeniowy dla klienta indywidualnego nie jest łatwo dostępny z uwagi na wysoką cenę. Abonamenty lub ubezpieczenia grupowe mają niższe ceny, ale ten rynek jest bliski nasyceniu - zaznacza Adam H. Pustelnik.

"Nieśmiertelny" Polak
Nie zmieni tego również fakt, że już teraz Polacy dopłacają do oferującej "wszystko za darmo" publicznej opieki zdrowotnej. Od lat utrzymuje się tendencja do płacenia z własnej kieszeni za wizyty u specjalistów, zlecane badania czy "dowody wdzięczności". Dlaczego wolimy płacić niż kupować ubezpieczenia?

- Polacy z natury są... nieśmiertelni i nie chorują. Wszystko co złe, wydarzy się sąsiadowi, a nie nam. Ponadto w razie potrzeby istnieje możliwość "alternatywnego" załatwienia sprawy. Następuje pospolite ruszenie: angażujemy się z oddaniem w szukanie i uruchomienie znajomości bliższych i dalszych, by z polecenia bądź za drobny upominek dostać się do lekarza z ominięciem kolejki - mówi Adam Pustelnik.

- Jeśli zawiedzie ten najbardziej sprawny w polskiej rzeczywistości system i łańcuszek poleceń wyczerpie się, w odwodzie pozostaje wniesienie jednorazowego wydatku na pilne świadczenie, najczęściej dotyczącego specjalistycznej opieki. Ta kwota nie spowoduje załamania domowego budżetu - stwierdza ekspert.

W zakresie lecznictwa szpitalnego, gdzie mówimy o nieporównywalnie wyższych kwotach, zwykle niemożliwych do sfinansowania z własnej kieszeni, również funkcjonuje szara strefa, dzięki której można załatwić pobyt w szpitalu. Po wyczerpaniu tej drogi pozostaje szukanie większej kwoty na opłacenie prywatnego leczenia, w tym apel do mediów i ludzi dobrej woli o pomoc.

Czyt. także: PBS o dodatkowych ubezpieczeniach: sięgniemy do kieszeni, ale niezbyt głęboko

- Dzisiejszy kształt systemu ochrony zdrowia proponuje różne metody osiągnięcia tego samego celu. Regularne ponoszenie opłat na ubezpieczenia zdrowotne, w postaci miesięcznych składek, wydaje się - patrząc z perspektywy pacjenta - najmniej atrakcyjną formą - zauważa prezes Pustelnik.

- Do tego dochodzi ograniczona oferta ubezpieczycieli w zakresie oraz poczucie straty, bo płacimy drugi raz za to samo. System wręcz zachęca poszukiwania innych rozwiązań - podsumowuje nasz rozmówca.

Nawigacja po systemie
Nie jest w swojej ocenie odosobniony. Polski system opieki zdrowotnej nie jest aż tak zły, jak się go powszechnie ocenia. A przynajmniej na tyle dobry, że można się po nim poruszać bez dodatkowego ubezpieczenia.

- Ludzie nauczyli się po nim nawigować. Gdy jest to konieczne, dostają się do szpitala. Mimo że pobyt w nim nie zawsze należy do komfortowych, nie jesteśmy skłonni płacić dodatkowo za to, by to poprawić. To oznacza, że poziom zagrożenia wynikający z niesprawności systemu nie jest aż tak wielki, jak go publicznie oceniamy - dowodzi Adam Kozierkiewicz, ekspert rynku medycznego.

Dodaje, iż Polacy nauczyli się również korzystać z ambulatoryjnej opieki płacąc jednorazowo za wizyty. Ponadto poruszanie w systemie ułatwiają nam firmy abonamentowe.

- Ich siła nie wynika z tego, że redukują ryzyko ponoszenia kosztów - co jest kwintesencją działalności ubezpieczeniowej - ale z tego, że oferują jednolity brand i sieć placówek. W razie potrzeby pacjent dzwoni na infolinię i jest sprawnie poprowadzony do celu. Nie błąka się po systemie. Chodzi tu zatem o szybkość i łatwość uzyskania usługi, a nie redukcję kosztów - tłumaczy Adam Kozierkiewicz.

- Obecnie oferowane produkty - zarówno ubezpieczenia zdrowotne, jak i abonamenty - dają dostęp przede wszystkim do usług ambulatoryjnych. 90 proc. zakresu tych produktów to wizyty specjalistyczne i badania diagnostyczne. Te usługi są względnie tanie, co oznacza, że większość z nas stać finansowo na zapewnienie sobie do nich dostępu - ocenia Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń ds. ubezpieczeń zdrowotnych.

- Jednak ze swojej natury produkt zdrowotny powinien pokrywać koszty zdarzenia, których wystąpienia nie umiemy przewidzieć, a których kosztu nie będziemy w stanie ponieść - czyli głównie świadczenia szpitalne. Dlatego dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne powinny obejmować zarówno leczenie ambulatoryjne, jak i szpitalne. Jednak  takie oferty nie rozwiną się bez odpowiednich regulacji - zaznacza Dorota M. Fal.

Dlatego doradca zarządu PIU nie dziwi się niskiej obecnie partycypacji Polaków w ubezpieczeniach.

Chaos informacyjny
Dorota M. Fal zwraca uwagę na trudność, jaką stwarza rozmowa z Polakami o systemie opieki zdrowotnej z uwagi na niski poziom wiedzy o tymże. Wielu ankietowanych nie wie m.in., że placówki, z których usług korzystają najczęściej, czyli POZ i poradnie specjalistyczne, w zdecydowanej większości znajdują się w rękach prywatnych (odpowiednio około 90 i 80 procent).

Świadczą jednak usługi, za które płaci NFZ. Temat struktury własnościowej szpitali gości w mediach od lat i rozpala emocje, ale gdy w badaniu opinii publicznej zapytano Polaków, do kogo należą publiczne szpitale, padło jedynie 18 proc. prawidłowych odpowiedzi.

- Tłumaczenie pacjentom struktury własnościowej świadczeniodawców nie ma większego sensu. Z punktu widzenia ubezpieczonego istotne jest źródło finansowania świadczenia: narodowy płatnik, abonament, ubezpieczenie lub własna kieszeń - zauważa Dorota M. Fal.

Sytuacji nie poprawia zamieszanie dotyczące podziału "publiczny-prywatny", także w kontekście przekształcania szpitali w spółki.

- Do ludzi docierają informacje, że publiczne szpitale nie mogą pobierać opłat za leczenie, nawet jeśli będą świadczyć usługi poza kontraktem - mówi prezes Pustelnik, zwracając również uwagę na wnoszone przez chorych nieformalne opłaty za dostęp do świadczeń: - Wystarczy usankcjonować to, co już teraz ma miejsce, czyli otworzyć placówkom publicznym drogę do oferowania komercyjnych usług w sposób uporządkowany, przejrzysty i zgodny z prawem.

 

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze