Życie bez dodatkowych ubezpieczeń: opanowaliśmy sztukę omijania kolejek

Autor: Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia • • 08 października 2013 06:14

Rodacy bardzo sprawnie poruszają się w pełnym zakrętów i zwrotów systemie opieki zdrowotnej. Narzekamy na publiczne lecznictwo, ale liczymy głównie na to, co oferuje nam NFZ za powszechną składkę. Z niedawnego badania PBS wynika, że jedynie 8 proc. Polaków korzysta ze świadczeń medycznych w ramach abonamentu lub ubezpieczenia dodatkowego.

Życie bez dodatkowych ubezpieczeń: opanowaliśmy sztukę omijania kolejek

- W rzeczywistości te wskaźniki są trochę wyższe, z jednej lub drugiej formy ubezpieczenia korzysta ok. 2,5 mln ludzi. To ponad 10 proc. pracujących w Polsce, co nie jest wcale złym wynikiem - komentuje dr Adam H. Pustelnik, ekspert rynku ubezpieczeń, prezes firmy AhProfit

- Podobne wyniki są w krajach, które nie mają systemu wspierającego w jakikolwiek sposób prywatne ubezpieczenia zdrowotne. W Wielkiej Brytanii odsetek osób, które legitymują się dodatkową polisą, wynosi ok. 11 proc. - dodaje. - Bez wprowadzenia rozwiązań systemowych, np. powszechnych dopłat do świadczeń, których koszty można ubezpieczyć, ten rynek nie będzie się dalej rozwijać.

- Jego potencjał kończy się na przedziale 10-12 proc. i w Polsce już ten poziom osiągnęliśmy. Obecnie produkt ubezpieczeniowy dla klienta indywidualnego nie jest łatwo dostępny z uwagi na wysoką cenę. Abonamenty lub ubezpieczenia grupowe mają niższe ceny, ale ten rynek jest bliski nasyceniu - zaznacza Adam H. Pustelnik.

"Nieśmiertelny" Polak
Nie zmieni tego również fakt, że już teraz Polacy dopłacają do oferującej "wszystko za darmo" publicznej opieki zdrowotnej. Od lat utrzymuje się tendencja do płacenia z własnej kieszeni za wizyty u specjalistów, zlecane badania czy "dowody wdzięczności". Dlaczego wolimy płacić niż kupować ubezpieczenia?

- Polacy z natury są... nieśmiertelni i nie chorują. Wszystko co złe, wydarzy się sąsiadowi, a nie nam. Ponadto w razie potrzeby istnieje możliwość "alternatywnego" załatwienia sprawy. Następuje pospolite ruszenie: angażujemy się z oddaniem w szukanie i uruchomienie znajomości bliższych i dalszych, by z polecenia bądź za drobny upominek dostać się do lekarza z ominięciem kolejki - mówi Adam Pustelnik.

- Jeśli zawiedzie ten najbardziej sprawny w polskiej rzeczywistości system i łańcuszek poleceń wyczerpie się, w odwodzie pozostaje wniesienie jednorazowego wydatku na pilne świadczenie, najczęściej dotyczącego specjalistycznej opieki. Ta kwota nie spowoduje załamania domowego budżetu - stwierdza ekspert.

W zakresie lecznictwa szpitalnego, gdzie mówimy o nieporównywalnie wyższych kwotach, zwykle niemożliwych do sfinansowania z własnej kieszeni, również funkcjonuje szara strefa, dzięki której można załatwić pobyt w szpitalu. Po wyczerpaniu tej drogi pozostaje szukanie większej kwoty na opłacenie prywatnego leczenia, w tym apel do mediów i ludzi dobrej woli o pomoc.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum