Ubezpieczenia zdrowotne w Polsce: hybryda i bałaganiarstwo

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 08 stycznia 2020 05:57

Eksperci twierdzą, że w Polsce nie ma i nie było systemu ubezpieczeniowego w ochronie zdrowia. - To, co jest teraz to hybryda i bałaganiarstwo, efekt ustępstw i kompromisów - ocenia poseł Andrzej Sośnierz, były prezes NFZ i współtwórca kas chorych. Krzysztof Łanda, b. wiceminister zdrowia dodaje, że można jedynie mówić o systemie zabezpieczania.

Fot. Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)

Andrzej Sośnierz uważa, że nie mamy jasno zdefiniowanego systemu ubezpieczeń zdrowotnych. - To, co jest teraz to hybryda i bałaganiarstwo, efekt ustępstw i kompromisów. W każdym razie klasycznego modelu ubezpieczeń zdrowotnych trudno się w Polsce doszukiwać. Jeśli miałbym jednak go jakoś określić, to powiedziałbym, że funkcjonujące obecnie rozwiązania najbliższe są systemowi zabezpieczeniowemu w sensie sposobu działania, a z systemu ubezpieczeniowego pozostało to, że nadal zbiera się składki zdrowotne.

Jak precyzuje nasz rozmówca, system zabezpieczeniowy polega na tym, że prawo do świadczeń zdrowotnych mają wszyscy. Niezależnie od tego czy są ubezpieczeni, państwo zapewnia każdemu możliwość korzystania z usług zdrowotnych - jesteś obywatelem, jesteś zabezpieczony przez państwo.

- Teraz taki system działa. Niesłusznie nazywa się go ubezpieczeniowym. Bardziej przypomina bowiem rozwiązania charakterystyczne dla poprzedniego ustroju. Wraca się do rozwiązań sprzed kilkudziesięciu lat - zauważa.

System ubezpieczeniowy czy zabezpieczeniowy
Ocenę Sośnierza potwierdza Krzysztof Łanda, założyciel Fundacji Watch Health Care i były wiceminister zdrowia. Twierdzi, że po II wojnie światowej nie mieliśmy systemu ubezpieczeń zdrowotnych. - Obecny jest systemem zabezpieczeniowym, nie ma tutaj oceny ryzyka na wejściu danej osoby do ubezpieczenia. Skoro nie ma oceny ryzyka, trudno mówić o ubezpieczeniu. Jest to system zabezpieczenia, czyli wszyscy solidarnie płacą i solidarnie korzystają - wyjaśnia.

- Czy są obecnie szanse na rozwój dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych obejmujących również pełne leczenie szpitalne w Polsce? - pytamy naszych ekspertów.

Krzysztof Łanda zwraca uwagę, że na tak postawione pytanie trudno odpowiedzieć, ponieważ jeśli ktoś nie zdefiniuje poszczególnych technologii medycznych, czyli będzie mówił, że należy się leczenie szpitalne bez sprecyzowania wskazań medycznych i interwencji medycznych, które w szpitalu w określonych chorobach byłyby stosowane, to po prostu nie ma możliwości zrobienia precyzyjnych prac aktuarialnych w tym zakresie, a więc też nie można precyzyjnie oszacować ryzyka ubezpieczeniowego. W związku z tym, nawet gdyby takie polisy się pojawiły, to byłyby bardzo kosztowne.

Zdaniem Sośnierza wprowadzenie ubezpieczeń dobrowolnych, obejmujących np. pełne leczenie szpitalne, w sytuacji, gdy system jest nieuporządkowany, zwiększyłoby tylko bałagan, prowadząc do totalnego chaosu.

W jego ocenie największym problemem służby zdrowia jest właśnie bałagan organizacyjny, zaburzone relacje między jednostkami ochrony zdrowia, rozmyte kompetencje. - Trzeba uporządkować strukturę organizacyjną i funkcjonalną opieki zdrowotnej - apeluje poseł.

Andrzej Sośnierza zaznacza, że dobrowolne ubezpieczenia miałyby sens, ale pod warunkiem, że uporządkujemy system podstawowy.

Mieliśmy już ubezpieczenia suplementarne
- Dopiero wtedy można implementować dodatkowe elementy do systemu. System dodatkowych ubezpieczeń musi przecież korespondować z systemem podstawowym. Może on mieć charakter suplementarny, komplementarny czy jeszcze jakiś inny, ale musi pozostawać w związku z systemem podstawowym - z koszykiem świadczeń gwarantowanych, który stanowi punkt wyjścia do dalszego rozwoju, przekształceń i uzupełnień. Jeśli koszyk nie jest jasno określony, to nie wiadomo, do czego pacjent ma dopłacić - przekonuje.

Jak przypomina, w śląskiej kasie chorych pacjent mógł dopłacić do usługi, gdy chciał podwyższyć jej standard. Kasa płaciła tylko za podstawowy standard. Jeśli ktoś chciał mieć wyższy, pokrywał różnicę w cenie.

- Dyskutujemy o dodatkowych ubezpieczeniach, a przecież w kasach chorych mieliśmy takie rozwiązanie w postaci ubezpieczeń suplementarnych, których boją się wprowadzić kolejne rządy, choć było to już przetestowane. To irracjonalny strach. Rządzący skłonni są podnosić podatki, ale na dopłaty do świadczeń się nie godzą, choć kwotowo są one często mniejsze. Tymczasem pacjenci i tak ponoszą dodatkowe koszty leczenia. Udajemy, że jest inaczej, że jest za darmo - podsumowuje.

Krzysztof Łanda zwraca uwagę, że w roku 2020 pojawią się w Polsce polisy komplementarne, które będą obejmowały różnego rodzaju technologie medyczne - zarówno leki, jaki i wyroby medyczne stosowane w bardzo precyzyjnie określonych wskazaniach medycznych i które to leki i wyroby medyczne nie są finansowane w tych wskazaniach przez płatnika publicznego. Czyli mówiąc wprost, znajdują się poza koszykiem świadczeń gwarantowanych.

- Część z tych leków będzie wydawana pacjentowi w aptekach otwartych, część będzie dowożona do domu pacjenta, część będzie wydawana w placówkach otwartych, jednodniowych, podawana w warunkach ambulatoryjnych (np. niektóre chemioterapeutyki), a część będzie podawana w szpitalu zgodnie z ich przeznaczeniem i charakterystyką produktu leczniczego czy wskazaniami klinicznymi do ich stosowania. Najbardziej zaawansowane technologicznie leki będą ordynowane w szpitalach klinicznych - wyjaśnia.

Świat nam ucieka
Oceniając wprowadzenie w Polsce ubezpieczeń komplementarnych Krzysztof Łanda podkreśla, że oferują one dostęp do innowacyjnych leków i wyrobów medycznych, które nie są finansowane ze środków publicznych, czyli takich, których w ramach NFZ nie dostaniemy.

- Ubezpieczeń komplementarnych w naszym kraju jeszcze nie było, ale pojawią się już niedługo, mniej więcej w połowie 2020 roku. Ich rynek może łatwo osiągnąć nawet 30-60 miliardów złotych rocznie - informuje.

Jak zauważa, ponieważ ubezpieczenia komplementarne odciążają NFZ, w związku z tym powinny być bardzo dobrze przyjęte zarówno przez społeczeństwo, które oczekuje dostępu do innowacyjnych metod leczenia, jak też przez polityków i NFZ, bo odciążając płatnika publicznego redukują deficyt środków w stosunku do zawartości koszyka świadczeń gwarantowanych.

W jego ocenie potencjał dla rynku ubezpieczeń komplementarnych rośnie. - W roku 2012 zmapowaliśmy 256 technologii lekowych, czyli leków zarejestrowanych w Unii Europejskiej w procedurze centralnej przez EMA. Natomiast w styczniu 2019 roku technologii lekowych zarejestrowanych w Unii, ale nie refundowanych w Polsce, czyli takich które są dopuszczone do obrotu w UE, ale nie są finansowane ze środków publicznych było już 880! - wylicza.

- Można powiedzieć, że medycyna w Polsce staje się coraz bardziej przestarzała. Świat nam ucieka i dystans jest coraz większy. Liczba innowacyjnych leków i innowacyjnych wyrobów medycznych, których Polak nie dostanie w ramach systemu zabezpieczenia zdrowotnego rośnie - podsumowuje Krzysztof Łanda.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum