Ubezpieczenia dodatkowe: sprzęt stoi, szpitale czekają, a czas ucieka

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 04 czerwca 2013 06:15

Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann rozbudził nadzieje, że na wprowadzeniu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych zarobią szpitale i przychodnie, gdyż np. będą mogły efektywnie wykorzystywać zakupiony sprzęt i aparaturę medyczną. Pokusa jest wielka - w ostatnich latach na modernizację i wyposażenie placówek wydano miliardy złotych z unijnych funduszy.

Ubezpieczenia dodatkowe: sprzęt stoi, szpitale czekają, a czas ucieka

Dobrze by było, żeby nowiutki sprzęt pracował od rana do wieczora, a nie na pół gwizdka - przez kilka godzin dziennie. Szpitale mogłyby mieć pieniądze z komercyjnych usług świadczonych w ramach dodatkowych ubezpieczeń, obejmujących - według wstępnych założeń MZ - od 10 do 12 mln Polaków. Tymczasem publiczne szpitalnictwo nie ma praktycznie dodatkowych dochodów - pogrąża się za to w finansowym dołku.

- Po wykonaniu kontraktu z NFZ lecznice mogłyby używać swoich rezerw do przyjmowania pacjentów w ramach dodatkowych ubezpieczeń. Zdarza się, że świadczenia zakontraktowane przez NFZ wykonywane są do godz. 13-14, a w kolejnych godzinach sprzęt nie jest używany. Dzięki temu szpital mógłby zwiększać swoje dochody, a to służyło by wszystkim pacjentom, także tym nieubezpieczonym - tak Sławomir Neumann odpowiedział na pytanie, dlaczego MZ zależy na wprowadzeniu dodatkowych ubezpieczeń.

Czytaj: Wiceminister zdrowia o błędach lekarskich i dodatkowych ubezpieczeniach

Sprawa komercyjnego wykorzystania zakupów i inwestycji sfinansowanych z unijnych środków nie jest nowa. Wielokrotnie pytaliśmy o to resort zdrowia. Ostatni raz przy okazji swobody dysponowania "unijnym" sprzętem medycznym przez placówki, które zostały przekształcone w spółki. Za każdym razem odpowiedź była identyczna: nie ma takiej możliwości.

"Warunkiem otrzymania dotacji jest złożenie oświadczenia przez podmiot wnioskujący, iż otrzymane wsparcie będzie wykorzystane dla celów świadczeń gwarantowanych w ramach kontraktu z instytucją finansującą publiczne świadczenia zdrowotne (NFZ)" - wyjaśniano nam.

Tłumaczono, że beneficjenci unijnych programów i projektów podpisywali umowy ze świadomością, że nie będą mogli używać zakupionego sprzętu odpłatnie, gdyż takie wymogi stawia Unia. Dopiero po upływie pięciu lat będzie można korzystać z niego komercyjnie.

Sezamie, otwórz się
Trudno znaleźć szpital, który w latach 2007-2013 nie sięgnął choć raz po unijne fundusze. Mniejsze placówki uzyskują wsparcie z Regionalnych Programów Operacyjnych, dzięki czemu poprawiają dostępność do usług medycznych, z których pacjenci korzystają najczęściej. Inwestycje o znaczeniu ponadregionalnym, a także związane z rozwojem systemu ratownictwa medycznego finansowane są natomiast z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

Jest jeszcze Norweski Mechanizm Finansowy oraz Mechanizm Finansowy Europejskiego Obszaru Gospodarczego na lata 2009-2014. Wspierane są z nich działania dwóch programów: Ograniczenie społecznych nierówności w zdrowiu oraz Poprawa i lepsze dostosowanie ochrony zdrowia do trendów demograficzno-epidemiologicznych.

Jednym słowem, do Polski napływają olbrzymie środki na przeróżne inwestycje w ochronie zdrowia. Będzie można nimi swobodnie dysponować dopiero za kilka lat. Do tego czasu mają służyć zabezpieczeniu świadczeń gwarantowanych w ramach kontraktu z NFZ.

Wielu już chciało otworzyć sezam z unijnymi dotacjami dla komercyjnych pacjentów. Nikt nie znał właściwego zaklęcia.

Komercyjnych nie leczymy?
- Mamy dobry sprzęt i wolne moce przerobowe. Czemu nie mielibyśmy zatem zwiększyć przychodów swoich szpitali? - pytała retorycznie Małgorzata Majer, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im dr. Wł. Biegańskiego w Łodzi, prezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej STOMOZ. W lutym br. podczas "Regionalnego spotkania menedżerów ochrony zdrowia" w Łodzi poinformowała, że jej Stowarzyszenie wystąpiło do resortu zdrowia o szczegółową interpretację przepisów w tym zakresie.

- Otrzymaliśmy odpowiedź, że placówka publiczna może świadczyć usługi komercyjne jedynie w przypadku pacjentów nieuprawnionych lub w sytuacji, gdy dana procedura nie znajduje się w koszyku świadczeń gwarantowanych. Te możliwości oceniamy jako żadne - stwierdziła prezes Majer.

Z kolei Ryszard Stus, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku, powiedział portalowi rynekzdrowia.pl, że jego lecznica ma embargo na świadczenie usług komercyjnych do przełomu 2018/2019 roku. - I to niezależnie od tego, czy do tego czasu będziemy szpitalem publicznym czy niepublicznym - dodał.

Słupski szpital dostał z UE ponad 90 mln zł. Pieniądze zainwestował m.in. w zakup łóżek. Położenie na nich pacjentów, którzy mieliby dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, czyli de facto z własnej kieszeni płaciliby za leczenie, oznaczałoby jednak zerwanie umowy i konieczność zwrotu dotacji.

- Dział zajmujący się programami pomocowymi analizował tę sprawę i doszedł do wniosku, że nie byłoby katastrofy z powodu zwrotu unijnych środków - przekalkulował Stus, ale ryzykować nie zamierza.

Przy okazji zwrócił też uwagę na jeszcze jeden problem związany z zakupami opłacanymi przez UE. Zauważył, że stopień wykorzystania sprzętu określają precyzyjnie unijne wskaźniki.

- Kontrakt z NFZ musi być na takim poziomie, żeby wskaźniki zostały realizowane. Są z tym kłopoty, bo np. ostatnio zmniejszono nam o połowę program dotyczący kolonoskopii. Po naszym odwołaniu zwiększono finansowanie, dzięki czemu dotacji nie trzeba będzie zwracać.

Przypadek słupskiego szpitala nie jest odosobniony. Niekiedy trudno Funduszowi zagwarantować wykorzystanie medycznego sprzętu nawet na poziomie minimalnych norm wyznaczonych przez UE. Na domiar złego pacjenci komercyjni z dodatkowym ubezpieczeniem nie mieliby do niego dostępu.

Niemców też nie leczymy?
Być może Sławomir Neumann ma jakiś pomysł na zniesienie embarga ws. odpłatnego korzystania z unijnych inwestycji i zakupów, co umożliwiłoby praktyczne wdrożenie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Na razie niewiele o tym wiadomo.

Jest jedynie enigmatyczna deklaracja wiceministra, że "rząd zamierza otworzyć szpitalom publicznym możliwość zarabiania na dodatkowych ubezpieczeniach medycznych w zakresie usług komercyjnych w proporcji pozwalającej na udzielanie takich świadczeń na sprzęcie kupionym ze wsparciem UE".

W każdym razie coś z tym trzeba zrobić. I to pilnie, bo 25 października wejdzie w życie unijna dyrektywa o transgranicznej opiece zdrowotnej. Na leczenie do Polski będą mogli przyjeżdżać chorzy z całej UE. Według szacunków, nasze szpitale mogłyby wykonywać dodatkowe usługi dla zagranicznych pacjentów o wartości 1,5-2 mld zł. Problem, czy także na nowym sprzęcie zakupionym z pieniędzy europejskich podatników?

- Moim zdaniem zabranianie komercyjnego wykorzystania zakupionego sprzętu jest niezgodne z dyrektywą transgraniczną. Doszło do nadinterpretacji prawa unijnego przez Polskę i do absurdu, że nie wolno leczyć pacjentów ubezpieczonych alternatywnie albo ubezpieczonych w innych krajach - ocenił Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali.

- Rozmawiamy o tym w Europejskiej Federacji Szpitali. Głównym argumentem przemawiającym za korzystaniem z tego sprzętu przez wszystkich pacjentów z krajów Unii jest dyrektywa transgraniczna, w której intencja UE została wyrażona jednoznacznie - relacjonował dyskusję na europejskim forum prof. Fedorowski.

Żeby unaocznić nonsens odmiennego rozumowania, zapytał: - czy pacjentowi z Niemiec (największy unijny płatnik - red.) nie pozwolimy leczyć się w naszych szpitalach dlatego, że korzystają one z pieniędzy UE?

Trudno wyobrazić sobie, by na takie dictum nie było ostrej reakcji UE. Kilka dni temu, po skargach obcokrajowców na hiszpańskie szpitale, że nie honorują europejskiej karty ubezpieczenia zdrowotnego (EKUZ), Komisja Europejska napomniała (31 maja) ten kraj, iż nie wywiązuje się ze zobowiązań wynikających z unijnego prawa.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum