Pacjenci w Polsce nadal nie wiedzą, co im się należy za publiczną składkę zdrowotną

Autor: WOK/Rynek Zdrowia • • 15 września 2020 06:00

Mówienie o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych w Polsce jest dzisiaj o tyle przedwczesne, że są one elementem uporządkowanego systemu ochrony zdrowia, a takiego w naszym kraju nie ma. Politycy jak ognia unikają poważnej dyskusji o świadczeniach, za które obywatele płaciliby poza podstawowym zabezpieczeniem - uważa poseł Andrzej Sośnierz, były prezes NFZ.

W Polsce brakuje jasnych zasad działania ubezpieczeń zdrowotnych; FOT. Shutterstock

Zdaniem ekspertów, jednym z większych zaniedbań polityków w ostatnich kilkunastu latach jest brak jasnych zasad, według których powinny funkcjonować w Polsce ubezpieczenia zdrowotne.

Łanda: pieniądze wyciekają z systemu dziurawymi arteriami
- Koszyk świadczeń jest fundamentem każdego systemu ochrony zdrowia. Trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek ubezpieczenie bez jasnego określenia, co się należy ubezpieczonemu w ramach składki. Dlatego dobrze się stało, że w 2009 r. weszła w życie tzw. ustawa koszykowa - mówi Krzysztof Łanda, prezes Meritum L.A., wiceminister zdrowia w latach 2015-2017

- Koszyk został zamknięty, a to, co w nim jest, należy się Polakom w ramach podstawowej składki zdrowotnej. Była to więc ważna ustawa. Niestety, od 2009 roku tak naprawdę niewiele się w koszyku się zmieniło. Część lekowa jest dobrze opisana - na podstawie oceny technologii medycznych jasno sprecyzowane są wskazania, dawki leków oraz wydatki z tym związane. Natomiast świadczenia w części nielekowej są bardzo słabo zdefiniowane, a pieniądze publiczne wyciekają dziurawymi arteriami - stwierdza.

Zdaniem Łandy koszyk musi być zmieniany i weryfikowany na bieżąco: - Wchodzą przecież coraz nowsze, skuteczniejsze technologie medyczne, które powinny trafiać do koszyka w miejsce przestarzałych. Kiedy byłem wiceministrem zdrowia prace nad koszykiem mocno ruszyły na początku 2016 r. Zajmował się tym specjalny zespół ok. 100 ekspertów, tzw. koszykarzy. Niestety, kiedy ministrem zdrowia został Łukasz Szumowski, prac nad koszykiem praktycznie nie ma - przypomina były wiceminister zdrowia.

Jacyna: skończmy z medycyną wędrówkową
Natomiast Andrzej Jacyna, prezes NFZ w latach 2018-2019, a obecnie ordynator Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim, zwraca uwagę, że dla niego najbardziej istotną kwestią było wplecenie z zapisy koszykowe elementów, które decydują o jakości świadczeń zdrowotnych. - Niestety, do dzisiaj nie udało się tego zrealizować. Nadal też nie mamy szczegółowo określonych zasad realizacji świadczeń. Dlatego robimy wszystko i wszędzie - stwierdza.

- Efekt jest taki, że jeśli tylko dyrekcja jakiegoś szpitala będzie miała ochotę, to może uruchomić w swojej placówce działalność w zasadzie każdym dostępnym zakresie. Taka medycyna wędrówkowa nie jest dobrym rozwiązaniem i stanowi jedną z głównych przyczyn powikłań pooperacyjnych. Coś z tym wreszcie należałoby zrobić - zaznacza Jacyna.

Dodaje, że wysokiej jakości świadczeń powinien przede wszystkim strzec ubezpieczyciel: - Dużo się ostatnio o tym mówi na kongresach i konferencjach. Jednak obecnie publiczny płatnik nie jest przygotowany do tego, aby skutecznie kontrolować parametry jakościowe. Jeśli już to robi, to w sposób bardzo ogólnikowy. Myślę, że pacjenci, którzy chcieliby korzystać z różnych form prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, będą zwracali baczną uwagę na to, czy ubezpieczyciel jest w stanie egzekwować należytą jakość leczenia - uważa były szef NFZ.

Sowada: to system naciągania pacjentów
W jego opinii cały czas borykamy się w Polsce z poważnym problemem niedoprecyzowania świadczeń i metod ich realizacji, które pacjentowi należą się w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego: - Czasami nie wiadomo do końca, czy dane świadczenie ma być wykonane w systemie publicznym. Poza tym w naszym kraju nie ustalono, jak w istocie mają wyglądać dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne - komplementarne lub alternatywne. Dlatego mamy dziś rynek ubezpieczeniowy, na którym dominują pracodawcy oferujący pracownikom benefity w postaci lepszego dostępu do leczenia czy diagnostyki w ramach abonamentów - tłumaczy Andrzej Jacyna.

Z kolei dr hab. Christoph Sowada, dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego UJ CM zauważa, że Polacy są niejako zmuszani do płacenia dwa razy za te same świadczenia - w ramach publicznej składki oraz prywatnie.

- To naciąganie pacjentów. Jestem przeciwnikiem płacenia dwa razy za to samo. To nieuczciwe. Jeśli ubezpieczenia suplementarne oferują to samo, co ubezpieczenie publiczne - tylko czasami trochę szybciej - wówczas nie mają sensu. Zresztą ostatnio zdarza się, że kolejki pojawiają się też do specjalistów w prywatnej służbie zdrowia - zwraca uwagę Christoph Sowada.

Sośnierz: nie mamy w Polsce systemu ubezpieczeniowego
Andrzej Sośnierz, poseł z klubu parlamentarnego PiS, były prezes NFZ podkreśla, że każdą dyskusję o koszyku świadczeń trzeba rozpocząć od odpowiedzi na pytanie, w jakim celu taki koszyk ma być tworzony.

- Przede wszystkim winien stać się elementem jakiegoś systemu. Musimy też dokładnie określić, czemu służy ubezpieczenie podstawowe - wskazując zarazem, co w takim koszyku świadczeń gwarantowanych ma się znaleźć. Tym samym powstanie też zasób świadczeń, które nie są objęte koszykiem. I tu należy sprecyzować, w jaki sposób finansować te pozakoszykowe świadczenia - z kieszeni pacjenta czy z ubezpieczeń dodatkowych - mówi parlamentarzysta.

- Zasadniczy problem polega na tym, że w Polsce nie mamy systemu ubezpieczeniowego. Zaczynał się wprawdzie tworzyć wraz z kasami chorych, ale proces ten został skutecznie zlikwidowany. Abonamenty pracownicze nie są ubezpieczeniem od choroby, ale formą przedpłaty za określoną pulę usług, na przykład liczbę wizyt u specjalistów - wskazuje były szef NFZ.

I dodaje: - Chociaż teoretycznie wszystko w obecnym koszyku jest dostępne w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, pacjenci nie wiedzą, co im się z tego wielkiego koszyka należy. Co ciekawe, często także placówki medyczne nie są pewne, za jakie dokładnie świadczenia płaci publiczny płatnik, więc dzwonią w takich wątpliwych sytuacjach do NFZ...

Politycy boją się tego tematu jak ognia
- Mamy system chaotyczny, nie do końca zdefiniowany. Mówienie więc dziś o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych w Polsce jest o tyle przedwczesne, że takie ubezpieczenia są elementem uporządkowanego systemu ochrony zdrowia, a takiego w naszym kraju obecnie nie ma - zaznacza Sośnierz.

- Zacznijmy jego budowę od odpowiedzi na podstawowe pytania, na przykład - czy w ogóle chcemy mieć w Polsce system ubezpieczeniowy. Jeśli tak, to czy państwo ubezpiecza nas od wszystkiego? Jeżeli nie, wówczas tworzymy właśnie koszyk świadczeń gwarantowanych itd. Żeby jednak taki koszyk miał sens, trzeba bardzo dokładnie wyodrębnić i zdefiniować gwarantowane świadczenia podstawowe, bo z zawsze ograniczonych środków publicznych nie da się zrefundować wszystkiego i wszystkim - podkreśla poseł.

Zdaniem Krzysztofa Łandy, najbardziej przewrotną sytuacją, do której doszło po przyjęciu w 2009 roku tzw. ustawy koszykowej, jest to, że przepisy te nazwano koszykiem świadczeń gwarantowanych. - Jakież są to jednak gwarancje, skoro do wielu świadczeń w tym koszyku - tanich i skutecznych - ustawiają się wielotygodniowe czy wielomiesięczne kolejki? Są to więc świadczenia gwarantowane na papierze, gdyż NFZ nie radzi sobie z ich finansowaniem - zaznacza były wiceminister zdrowia.

Jak zauważa Andrzej Sośnierz, politycy w Polsce jak ognia unikają dyskusji na temat koszyka z podstawowymi świadczeniami oraz precyzyjnego określenia świadczeń, za które obywatele płaciliby poza tym podstawowym zabezpieczeniem, na przykład w w formie ubezpieczeń dodatkowych - podsumowuje.

Na ubezpieczenia dodatkowe zawsze będzie za wcześnie?
Przypomnijmy, że w marcu 2018 r., podczas III Kongresu Wyzwań Zdrowotnych, ówczesny minister zdrowia prof. Łukasz Szumowski zapowiadał: - Zapytamy Polaków po narodowej debacie (pt. „Wspólnie dla zdrowia” - red.), jakiego chcą systemu. Jednak na ubezpieczenia dodatkowe jest dziś za wcześnie - podkreślał.

- Ubezpieczenia dobrowolne w sektorze prywatnym istnieją. Mówiąc natomiast o tzw. ubezpieczeniach komplementarnych wobec płatnika publicznego, należy mieć na uwadze, że w obecnym systemie takie rozwiązanie nie ma racji bytu, ponieważ mamy koszyk świadczeń gwarantowanych, który obejmuje prawie wszystkie świadczenia dostępne na rynku - mówił w 2018 r. Szumowski.

Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy zaznacza, że Łukaszowi Szumowskiemu nie udało się osiągnąć swojego zasadniczego celu, o którym mówił przychodząc w styczniu 2018 roku do Ministerstwa Zdrowia, czyli naprawy publicznego systemu ochrony zdrowia.

- Jego ogólnokrajowa debata „Wspólnie dla zdrowia”, tak, jak się tego od początku spodziewałem, była przede wszystkim działaniem propagandowym. Trwała bardzo długo, bo 1,5 roku, ale dzisiaj w zasadzie nikt już o tym przedsięwzięciu nie pamięta. Oczywiście pozostaje pytanie, czy w Polsce minister zdrowia ma realne możliwości i narzędzia do reformowania publicznej opieki zdrowotnej, jeżeli szef partii rządzącej uważa, że - jak za komuny - służba zdrowia ma być wyłącznie państwowa - konkludował w sierpniu br. w rozmowie z Rynkiem Krzysztof Bukiel.

* Większość wypowiedzi zanotowano podczas sesji „Rynek ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce - dziś i jutro” w ramach V Kongresu Wyzwań Zdrowotnych Online (14 maja-14 lipca 2020 r.).

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum