Mniej kolejek i więcej pieniędzy na zdrowie z oskładkowania umów śmieciowych?

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 23 grudnia 2013 06:15

Dodatkowe oskładkowanie przychodów to dodatkowe pieniądze dla budżetu, w tym takie, które zbiera ZUS i przekazuje do NFZ. Czy jest to jednak zasadne? Czy przy okazji nie zaszkodzi to dynamice wzrostu gospodarczego i w konsekwencji nie ograniczy de facto budżetu, którym dysponuje Fundusz?

Z pewnością dodatkowe pieniądze dla Funduszu mogłyby w jakimś stopniu zmniejszyć kolejki pacjentów do lekarzy, bo to ich brakiem NFZ tłumaczy ograniczenia kontraktów. A im mniejsze kontrakty, tym kolejki i czas oczekiwania do lekarzy dłuższe. Oczywiście brak środków jest tylko jednym z powodów kolejek, bo niedomaga cały system pod względem organizacyjnym.

Z dodatkowych pieniędzy nici?
Wielu ekonomistów wskazuje na to, że dodatkowe wpływy do budżetu z tytułu obciążenia składkami na ZUS tych umów cywilnoprawnych, które nie są jeszcze nimi obciążone, to mrzonki. Skutek ich wprowadzenia będzie odwrotny od zamierzonego.

Suchej nitki na zapowiedziach premiera Tuska, dotyczących wprowadzenia składek od tzw. umów śmieciowych, nie pozostawia dr Robert Gwiazdowski, ekspert w dziedzinie podatków w Centrum im. Adama Smitha i wykładowca Uczelni Łazarskiego.

- Od samego podwyższenia podatków nic się nie zmieni. Tym bardziej, że problem kolejek do lekarzy jest bardziej złożony - nie ma specjalistów lekarzy, nie mają gdzie przyjmować pacjentów... - mówi portalowi rynek zdrowia Gwiazdowski.

- Słowa premiera to czysty PR dla niemal 89 proc. obywateli bo, jak wykazały badania 89 proc Polaków jest za darmową opieką medyczną i nie rozumie, że nie ma czegoś takiego jak darmowa opieka medyczna - dodaje ekspert.

Gwiazdowski podkreśla, że nie wie, co znaczy termin "umowa śmieciowa". Tłumaczy, że jeśli premierowi chodzi w tym kontekście o umowy cywilnoprawne to efekt ich oskładkowania ZUS nie przyniesie żadnego efektu.

- Jeśli premierowi wydaje się, że przedsiębiorcy wyczarują pieniądze, aby ponieść koszty oskładkowania umów o dzieło, to jest w błędzie. Jedyna możliwość jest taka, że pracownicy dostaną niższe wypłaty albo będą musieli w ogóle pracować na czarno. Alternatywą dla umowy cywilnoprawnej jest... brak umowy - stwierdza Gwiazdowski.

Kolejki to nie tylko problem pieniędzy
Poseł Jakub Szulc (PO), ekonomista i były sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, odżegnuje się od powiązania wypowiedzi premiera Donalda Tuska na temat oskładkowania umów cywilnoprawnych na rzecz ZUS z dodatkowymi wpływami do kasy Funduszu.

Zwraca przy tym uwagę na to, że część takich umów - umowy zlecenia - już podlegają składce zdrowotnej. Jednak przyznaje, że im więcej składki emerytalno-rentowej i zdrowotnej, tym więcej pieniędzy otrzyma Narodowy Fundusz Zdrowia.

- W moim przekonaniu w sprawie kolejek do lekarzy kwestia pieniędzy w systemie to rzecz, której nie należy pomijać, ale pozostaje pytanie, czy jest ona zasadnicza. To nie tylko brak pieniędzy powoduje długi czas oczekiwania do poszczególnych świadczeń - przekonuje były wiceminister zdrowia.

Zdaniem posła to problem organizacji systemu, relacji pomiędzy podstawową opieką zdrowotną, ambulatoryjną opieką specjalistyczną a lecznictwem szpitalnym.

- To także kwestia umówionych terminów. Ze statystyk świadczeniodawców wynika, że 30 proc. wizyt nie dochodzi do skutku. Trzecią sprawą jest efektywność obiegu informacji w samym systemie - mówi portalowi rynek zdrowia.pl Jakub Szulc.

Jak podkreśla poseł, jego zdaniem w systemie jest obiektywnie za mało pieniędzy, ale istotną kwestią jest to, czy już dostępne pieniądze są efektywnie wydawane. To w jego przekonaniu pozostawia wiele do życzenia.

- Bardzo często mówimy o tym, że Polska wydaje najmniej pieniędzy na ochronę zdrowia. Jeżeli popatrzymy na wskaźniki wydawanych pieniędzy ze środków publicznych w relacji do PKB to rzeczywiście jesteśmy na szarym końcu wśród krajów rozwiniętych - mówi Szulc.

- Jeżeli jednak spojrzymy na całkowite wydatki na ochronę zdrowia, łącznie z i prywatnymi, to nagle okazuje się, że procent środków, które Polacy wydają na ochronę zdrowia w relacji do PKB, jest dokładnie taki sam, jak np. w Luksemburgu czy Austrii, gdzie opieka medyczna do najgorszych nie należy - mówi były wiceminister zdrowia.

Zdaniem posła taka sytuacja rodzi również pytanie, czy pieniądze, które wydajemy na zdrowie z prywatnych pieniędzy, jest wydawana efektywnie. Jak stwierdza wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, które obrazu polskiej ochrony zdrowia z dnia na dzień nie zmienią, może jednak pozwolić na lepsze zarządzanie pieniędzmi prywatnymi, które funkcjonują w systemie.

- Bolączką polskiego systemu ochrony zdrowia, poza kolejkami, są nieprawdopodobnie wręcz wysokie wydatki na medycynę naprawczą przy stosunkowo niskich nakładach na profilaktykę. Polacy nie uznają czegoś takiego jak profilaktyka zdrowotna - podkreśla Szulc.

- Pytanie jest takie: czy można uzależnić wysokość składki zdrowotnej od tego, czy wykonujemy wystarczająco często badania profilaktyczne. Jeżeli nie, to oznacza, że niebawem system będzie musiał w najbliższym czasie płacić więcej za nas - stwierdza poseł.

W jego ocenie, problem polskiego systemu ochrony zdrowia to nie tylko kwestia pieniędzy, nie tylko zła organizacja systemu po stronie świadczeniodawców, ale także brak jakichkolwiek obowiązków pacjentów.

Jakie narzędzia zlikwidują kolejki?
Jak zwraca uwagę Adam Kozierkiewicz, ekspert rynku zdrowia, premier Tusk w swoim wystąpieniu zwrócił się do ministra Arłukowicza by do marca zaproponował konkretne rozwiązania i narzędzia, dzięki którym będzie można w przyszłości znacząco zmniejszyć kolejki do lekarzy. Nikt bowiem nie oczekuje, że do tego czasu coś się w tym zakresie zmieni.

- W ochronie zdrowia o popycie na usługi decydują świadczeniodawcy, a nie świadczeniobiorcy. Jeśli więc nawet zwiększymy radykalnie ilość pieniędzy w systemie, to świadczeniodawcy są w stanie wykreować taki popyt, aby kolejki pozostały. Są one bowiem, z ich punktu widzenia, zjawiskiem korzystnym - mogą otrzymać pieniądze za więcej usług - wyjaśnia Adam Kozierkiewicz.

- Obok pieniędzy, których w systemie niewątpliwie by się więcej przydało, więc potrzebne są, by zlikwidować kolejki, także inne działania, które będą modyfikować popyt na usługi. Tu do dyspozycji jest wiele narzędzi. Od współpłacenia , które wpływa na popyt ze strony pacjentów, po mechanizmy kreowania popytu po stronie świadczeniodawców - opisuje ekspert.

Jak wskazuje Kozierkiewicz, kolejnym elementem, który ma istotny wpływ na czas oczekiwania do lekarza, jest fakt, że do niektórych świadczeń, a także niektórych świadczeniodawców są kolejki, a do niektórych ich nie ma. Są bowiem kolejki do sław i gwiazd medycyny i one zawsze będą, bo tam ludzie chcą się leczyć, przekonani o ich skuteczności.

- Jedną z dróg do poprawy sytuacji, bo na pewno nie do zlikwidowania kolejek, byłby skuteczny i rzetelny system informowania o kolejkach. Te, które widnieja na stronach Funduszu, często nie mają większej wartości dla pacjenta - dodaje ekspert.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum