Kopiuj-wklej, to nie metoda

Autor: Piotr Karniej/Rynek Zdrowia • • 08 września 2009 12:50

Wszyscy zarządzający zakładami opieki zdrowotnej szczerze kibicowali Pani Minister przy pracach nad rozporządzeniami wykonawczymi do ustawy koszykowej. Na stronach Ministerstwa Zdrowia pojawiły się one 12 sierpnia 2009 r., termin zgłaszania uwag upłynął po tygodniu, a rozporządzenia weszły w życie już 30 sierpnia. Można powiedzieć, że tempo legislacji godne biegu na 100 metrów, tylko niestety nie spełniło ono oczekiwań środowiska, powodując nowe rozczarowania. Proces legislacyjny zaplanowany został na koniec wakacji, w czasie urlopów dyrektorów i ekspertów, którzy nie mogli i nie zdążyli wypowiedzieć się co do meritum zagadnienia - mówi dr Piotr Karniej, członek zarządu Specjalistycznego Centrum Medycznego "Hipokrates" w Kępnie i właściciel firmy konsultingowej. - Rozporządzenia okazały się przepisanymi warunkami umów z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Kopiuj-wklej, to nie metoda
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Poważne niedoskonałości tych warunków znalazły się w rozporządzeniach dzięki metodzie „kopiuj/wklej”. Istotnie – i to trzeba przyznać twórcom rozporządzeń – nie wszystkie obszary zostały wprost skopiowane z SMI (szczegółowych materiałów informacyjnych), w niektórych obszarach dodano też coś od siebie, w innych zakresach dokonano kosmetycznych poprawek. Jednak finalna wersja rozporządzeń ujawniła przed menedżerami opieki zdrowotnej liczne problemy, z którymi nie wiadomo co zrobić.

Moje główne uwagi kierowane pod adresem twórców koszyka dotyczą zaskakującej nonszalancji w obszarze zarządzania kadrami medycznymi. Wiemy nie od dzisiaj, że ochrona zdrowia cierpi na brak lekarzy specjalistów w wielu dziedzinach, a pomimo tego w niektórych specjalnościach warunkuje się udzielanie świadczeń wyłącznie przez lekarza specjalistę lub lekarza, który co najmniej od 2 lat realizuje program specjalizacji w danej dziedzinie. Jak trudny do spełniania to warunek wie każdy lekarz próbujący pogodzić pracę zawodową na kontrakcie z kształceniem specjalizacyjnym.

Przykładem takiego warunku sine qua non jest choćby alergologia. Według rozporządzenia, wsparcia choremu może udzielić tylko lekarz specjalista alergolog, a nie tak jak jest dotychczas także np. pneumonolog, za zgodą konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie alergologii. W innych specjalnościach, np. w medycynie paliatywnej, kryterium kwalifikacji lekarza może być już posiadanie minimum 50 punktów edukacyjnych z danej dziedziny. Zatem, jeśli w jednym obszarze można dążyć do zwiększenia dostępności w ten sposób, to dlaczego nie w innym?

Z raportu „Demografia lekarzy specjalistów w Polsce – Dane z Centralnego Rejestru Lekarzy NRL” opublikowanego w czerwcu 2008 roku przez Naczelną Izbę Lekarską wynika jasno, że alergologów w Polsce jest 1030, co oznacza że na jednego lekarza przypada 36-80 tys. mieszkańców. W żadnym z województw (z wyjątkiem mazowieckiego) nie pracuje więcej niż 80 lekarzy tej specjalności, włączając w to oddziały szpitalne i kliniki. Zapotrzebowanie zgłaszane przez pacjentów, jak można przypuszczać, jest ogromne, a Minister Zdrowia wydaje się jeszcze bardziej ograniczać dostępność do świadczeń z tej dziedziny.

Rozwiązaniem problemu mogłoby być zezwolenie, aby w razie braku lekarza określonej specjalności, płatnik mógł zakontraktować świadczenia udzielane przez lekarza specjalności pokrewnej, jednocześnie sprawdzając pozostałe kryteria, takie jak: punkty edukacyjne, doświadczenie w specjalności, opinię konsultanta wojewódzkiego.

Jeśli celem uregulowań rynku ma być zwiększenie dostępności dla pacjentów, to nie można wprowadzać przepisów oderwanych od rzeczywistości i nie uwzględniających słusznych oczekiwań tych, którzy na co dzień spotykają się z niedogodnościami systemu, kolejkami oczekujących czy roszczeniami ze strony pacjentów. Opisany problem braku kadry to – konsekwencja tego, że koszyk zamiast zbiorem procedur refundowanych stał się katalogiem świadczeń, kwalifikacji, sprzętu i warunków udzielania świadczeń, co zdaniem wielu menedżerów nie jest zadaniem tego aktu prawnego.

Zadziwiające jest to, że nie istnieje ani jedno rozporządzenie wykonawcze do ustawy koszykowej, które nie byłoby kontestowane przez osoby zaangażowane w organizację świadczeń zdrowotnych. Głosy krytyczne słychać zarówno ze strony podstawowej opieki zdrowotnej, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, środowiska szpitalnego, rehabilitacyjnego, a nawet uzdrowiskowego. Wszędzie tam koszyk świadczeń miał ułatwić zdobywanie nowych źródeł finansowania, wskazywać jasne kryteria wykonywania usług medycznych, a w istocie po raz kolejny skomplikował funkcjonowanie systemu.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze