Telemedycyna ma dużą przyszłość, ale źle zastosowana szkodzi pacjentowi

Autor: WOK, JW/Rynek Zdrowia • • 26 lutego 2016 06:02

Znowelizowane niedawno przepisy otwierają drogę do szerszego stosowania w Polsce rozwiązań telemedycznych. Z drugiej strony, nawet najwięksi entuzjaści, m.in. diagnozowania, konsultowania na odległość czy telerehabilitacji, zalecają rozwagę w kwalifikowaniu pacjentów do tego rodzaju opieki.

FOT. Fotolia; zdjęcie ilustracyjne

Telemedycyna, wbrew różnym barierom - m.in. formalnym i finansowym - rozwija się w naszym kraju od wielu lat. Przykładów bardzo udanych programów w tym zakresie jest dużo, chociażby w samej kardiologii (między innymi: telekonsultacje pacjent - specjalista, telemonitoring chorych z urządzeniami wszczepialnymi czy telemetryczne diagnozowanie zaburzeń rytmu serca).

Teraz lekarze muszą wyznaczyć standardy
O wielu tego rodzaju rozwiązaniach rozmawiali uczestnicy kilku sesji podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 18-20 lutego 2016 r.). - Można w Polsce leczyć na odległość w zgodzie z prawem, co m.in. wynika z nowelizacji zapisów ustawy o działalności leczniczej - wyjaśniał mec. Michał Czarnuch z Kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka.

Jak tłumaczy, do ustawy o działalności leczniczej dodany został zapis o możliwości udzielania świadczeń teleinformatycznych, czyli na odległość, wskazujący że jest to rodzaj świadczenia lekarskiego.

Zmieniono też zapis w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Do zapisu, iż lekarz orzeka o stanie zdrowia pacjenta po osobistym badaniu dodano także możliwość ustalania stanu zdrowia chorego za pośrednictwem środków teleinformatycznych.

Prawnik zaznacza, że regulacja to jedna sprawa, natomiast telemedycyna to przede wszystkim narzędzie w rękach lekarza, czyli musi być stosowane zgodnie z zasadami sztuki lekarskiej.

- Mamy więc już naprawdę dobre przepisy na poziomie ustawowym, a także wieloletnie, bardzo dobre doświadczenia w stosowaniu telemedycyny. Nadal jednak potrzebujemy samoregulacji. Teraz sami lekarze muszą teraz opisać szczegółowo zasady stosowania rozwiązań telemedycznych - podkreśla mec. Michał Czarnuch.

Prof. Mariusz Gąsior, kierownik III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii SUM w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu wskazuje, że przede wszystkim należy sobie zadać pytanie - jaki jest cel telemedycyny? Czy chodzi o poprawę jakości życia, czy także poprawę rokowania?

Bezpieczeństwo i zgoda komisji bioetycznej
- Na Śląsku jest rocznie hospitalizowanych 120 tys. pacjentów rocznie ze schorzeniami sercowo-naczyniowymi, z czego jedna trzecia z niewydolnością serca, a śmiertelność roczna w tej grupie sięga aż 30%. Problem jest więc poważny, dlatego należy zastanowić się, czy telemedycyna może poprawić rokowania wśród tych właśnie chorych? - stwierdza prof. Gąsior.

Przyznaje, że telemedycynę stosujemy czasami w Polsce u tych „łatwiejszych” chorych. - Każda specjalizacja ma swoją specyfikę. Nie można telemedycyny zostawiać w samej kardiologii. Pacjent zakwalifikowany do opieki telemedycznej najpierw musi być dokładnie zbadany, oceniony, także pod kątem ewentualnych innych schorzeń - mówi profesor.

- Lekarz powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czy opieka z zastosowaniem systemu telemedycznego jest bezpieczna dla tego zbadanego pacjenta? - dodaje. - Wiele kwestii można rozstrzygnąć przez telefon w rozmowie z pacjentem, czy np. przesłać badanie EKG. Jednak nie u każdego pacjenta i nie w każdej jednostce chorobowej.

- Obecnie wciąż brakuje pewnych rozwiązań prawnych. Dlatego w naszym Centrum wprowadziliśmy zasadę, że programy telemedyczne, które realizujemy, nadal mają formułę eksperymentu, wymagającego zgody komisji bioetycznej. Każdy pacjent biorący udział w takim programie podpisuje zgodę na udział w projekcie - tłumaczy prof. Gąsior.

Zwraca uwagę, że warto też rozstrzygnąć dylemat, czy w telemedycynie chodzi o relację: lekarz - pacjent, a może lekarz - lekarz lub lekarz - obraz z badania diagnostycznego...

- W ramach jednego z naszych projektów zdecydowaliśmy się na model lekarz - lekarz - pacjent. Najpierw jest badanie fizykalne, potem konsultacja między lekarzami (także POZ) i dopiero na końcu decyzja o ewentualnym zastosowaniu rozwiązania telemedycznego - stwierdza prof. Mariusz Gąsior.

Pogodzić technologie informacyjne z medycyną
Zdaniem prof. Krystyny Księżopolskiej-Orłowskiej, krajowej konsultant w dziedzinie rehabilitacji medycznej, kierownik Kliniki Rehabilitacji Reumatologicznej w Narodowym Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, konieczne jest umiejętne, rozsądne godzenie technologii informacyjnych z medycyną.

- To oczywiste, że telemedycyna będzie się rozwijała, bo jest nam bardzo potrzebna w codziennej praktyce. M.in. ułatwia i przyspiesza diagnozowanie, pozwala na szybki wgląd w historię choroby. Umożliwia też konsultowanie danego przypadku z wybitnymi specjalistami w kilku ośrodkach - wylicza profesor.

- Nie można jednak dopuścić do sytuacji, w której cała diagnostyka opiera się na tym, że lekarz przez telefon informuje pacjenta, np. na podstawie badania krwi, jak ma postępować, jeśli wcześniej w ogóle go nie badał - podkreśla prof. Księżopolska-Orłowska.

- Możliwość korzystania z dobrodziejstw telemedycyny musi być obwarowana określonymi przepisami oraz standardami postępowania, gwarantującymi pacjentowi bezpieczeństwo - dodała profesor podczas kongresowej sesji „e-zdrowie - rozwiązania telemedyczne i technologie informacyjne wspierające funkcjonowanie placówek ochrony zdrowia”.

Technologia nie jest celem samym w sobie
O tym, jak nowe technologie wspomagają rehabilitację pacjentów i jak ich zastosowanie może wesprzeć obecny model opieki zdrowotnej rozmawiano także podczas sesji „Systemy do telemedycyny i teleopieki w geriatrii, reumatologii i rehabilitacji”.

- Technologia nie jest celem samym w sobie. Nie możemy jej dehumanizować. Jest tylko narzędziem, które specjalistom pozwala np. optymalizować czas pracy, a osobom niesamodzielnym, tzw. „więźniom czwartego piętra”, technologia ma zapewnić komfort życia i zapobiegać wykluczeniu z życia społecznego - podkreślał Jarosław Bułka, wiceprezes zarządu Silvermedia.

Jak zapewnił, na podstawie doświadczeń naszych europejskich sąsiadów można jasno stwierdzić, że seniorzy czują się znacznie bezpieczniej przy mobilnych urządzeniach do teleopieki. Zwrócił uwagę, że telemedycyna wielu ludziom kojarzy się z np. z e-receptą, nie dostrzegają oni natomiast potencjału nowoczesnych rozwiązań informatycznych w medycynie.

Prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie z kolei zaznaczył, że sama telemedycyna niesie szereg korzyści. Zwłaszcza w kardiologii ma to kapitalne znaczenie, bo ułatwia „wyłapywanie” osób zagrożonych.

- Naszą przygodę z telemedycyną zaczęliśmy od preselekcji pacjentów. Zmuszeni byliśmy wybrać tych, którzy spełniają jeden podstawowy warunek, tzn. są w stanie posługiwać się nową technologią - wyjaśnił prof. Gielerak.

Wyznaczmy rozsądne granice
Także prof. Lech Poloński z III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii SUM w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu nie ma wątpliwości, że telemedycyna jest rozwiązaniem przyszłościowym.

- Jednak z czysto medycznego punktu widzenia nie każdy chory może być kwalifikowany do opieki telemedycznej. Dla mnie pacjent kardiologiczny, u którego decydujemy się na zastosowanie takich rozwiązań, musi być wcześniej gruntowanie zdiagnozowany w warunkach kliniki czy oddziału szpitalnego - podkreśla profesor.

W jego opinii idealnym rozwiązaniem byłaby kwalifikacja do telemedycyny podczas pobytu rehabilitacyjnego. - To świetny moment, aby - kilka tygodni po zawale serca - porozmawiać z chorym, zakwalifikować go do określonej grupy ryzyka i zdecydować o wdrożeniu rozwiązania telemedycznego. U chorych z grup najwyższego ryzyka telemedycyna odpada - zastrzega.

Przypomina zarazem, że brakuje nam dzisiaj specjalistów w wielu dziedzinach, w tym w kardiologii. Średnia unijna to 83 kardiologów na 1 mln mieszkańców; w Polsce - 71 na 1 milion.

- Z naszych rejestrów, m.in. bazy AMI-PL, wynika, że 3 lata po zawale serca umiera ok. 30% pacjentów. Średnia liczba wizyt u specjalisty osoby wypisanej ze szpitala po zawale to statystycznie zaledwie... 0,8 wizyty w ciągu roku - informuje prof. Poloński.

- Oczywiście sama telemedycyna nie jest panaceum na problemy kadrowe w polskiej medycynie, ale może stanowić w tej materii pewne wsparcie - podsumowuje profesor.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum