Paweł Grzesiowski/Rynek Zdrowia | 09-05-2012 16:03

Zniesienie obowiązkowych szczepień ochronnych? Nie teraz

- Nie uważam, że w Polsce szczepienia obowiązkowe muszą zostać utrzymane - mówi nam dr Paweł Grzesiowski, wakcynolog, prezes Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń w Warszawie. - Jednak rodzice małych pacjentów, którzy walczą by to od nich zależało, czy będą szczepić własne dzieci, czy nie, powinni mieć świadomość, że dziś obowiązkowe znaczy bezpłatne. Dobrowolne, w polskich warunkach oznacza pełną odpłatność, a to może być nawet 600 zł za wszystkie szczepienia w pierwszym roku życia.

Także w Polsce powstają grupy rodziców, którzy głośno apelują o przyznanie im prawa, do wyłącznego decydowania o szczepieniu dzieci i zniesienia kar wobec tych, którzy konsekwentnie odmawiają szczepień obowiązkowych bez podania istotnych przyczyn zdrowotnych. W jednej z gazet pojawiło się nawet przypuszczenie, że temat zniesienia kar zostanie postawiony na sejmowej Komisji Zdrowia.

Zamiast zmiany prawa - klauzula
Osobiście nie widzę w tym problemu. Jeżeli takie zapytanie pojawi się, to dobrze, ale na tym zapewne się zakończy. Aby znieść kary, trzeba by przekonstruować Ustawę o chorobach zakaźnych z 2008 r. w rozdziale dotyczącym szczepień ochronnych, a to już nie jest takie proste.

O wiele łatwiej byłoby, gdyby ustawodawca zechciał wprowadzić klauzulę, która mówi, że nie wolno karać rodziców, którzy nie szczepią dzieci z uwagi np. na udokumentowane poglądy religijne czy inne istotne przeszkody światopoglądowe.

Taka forma prawna byłaby najprostszym rozwiązaniem, które zapewne satysfakcjonowałoby rodziców, świadomie odstępujących od szczepień swoich dzieci, z uwagi na odmienne przekonania. Ale równocześnie, rodzice tych dzieci powinni mieć podwyższoną składkę ubezpieczenia zdrowotnego albo partycypować w kosztach leczenia, gdy ich dzieci zachorują na zakażenie, któremu można było zapobiec dzięki szczepieniom.

Ponadto, uważam, że osoby, które świadomie zniechęcają innych do szczepień poprzez np. szerzenie nieprawdziwych informacji, powinny karom podlegać.

Polacy nie unikają szczepień
Akceptacja szczepień obowiązkowych i zalecanych w Polsce jest wysoka, dlatego wydaje się, że gdybyśmy dopuścili dobrowolność szczepień, niewiele osób zrezygnowałoby ze szczepień obowiązkowych. Z raportu opracowanego przez naszą Fundacja wynika, że 92 proc. ludzi w Polsce absolutnie chce się szczepić, popiera szczepienia obowiązkowe i uważa, że są korzystne dla zdrowia.

Przeciwko szczepieniom jest zaledwie 4 proc. Polaków. To dowód, że polskie społeczeństwo jest dobrze wyedukowane, że wie po co są szczepienia obowiązkowe i je akceptuje.

Szacujemy, że ruch antyszczepionkowy w Polsce liczy 2-3 tysiące osób. To są ludzie, którzy robią ogromny hałas, protestują, piszą do różnych władz, głównie z powodu poczucia zagrożenia grzywnami, moim zdaniem zbyt pochopnie, nakładanymi przez niektóre stacje sanepidu w Polsce.

Restrykcyjnie egzekwując sankcje finansowe trzeba się liczyć z tym, że każda taka akcja budzi reakcję obronną i agresję skierowana przeciw idei szczepień. Myślę, że te grzywny rozdrażniły ludzi i spowodowały głośny sprzeciw, bo przecież zgodnie z ustawą o prawach pacjenta, każdy ma prawo odmówić zabiegów medycznych.

Prawa nie zmienia się ad hoc
Osoby, które walczą o zniesienie obowiązku szczepień muszą mieć świadomość, że to nie jest tylko kwestia prawna, ale przede wszystkim sposobu finansowania szczepień. Obecnie, to co jest obowiązkowe jest za darmo, coś co jest dobrowolne jest za pieniądze rodzica czy pacjenta i to jest bardzo poważny problem, którego myślę osoby protestujące przeciwko obowiązkowym szczepieniom nie biorą pod uwagę. I tu jest największy problem.

Znosząc obowiązek szczepień musielibyśmy też zmienić sposób finansowania szczepień, a na to na razie nie ma najmniejszych szans. Po pierwsze finansowanie musiałby przejąć NFZ, który ani tego nie chce, ani nie może na razie zrobić, ponieważ według obecnie obowiązujących przepisów, NFZ nie może kupować produktów leczniczych, a tylko świadczenia medyczne.

Dlatego najpierw trzeba by było zmienić zasady finansowania świadczeń, potem opracować zasady zakupu szczepionek przez NFZ, a na końcu znieść obowiązek szczepień w ustawie o chorobach zakaźnych. 

Z tego powodu, przejście z dnia na dzień na szczepienia dobrowolne mogłoby zniszczyć dotychczasowy system szczepień, którego odbudowanie trwałoby wiele lat. Dlatego uważam, że zmiana organizacji szczepień w Polsce musi być precyzyjnie zaplanowana i skoordynowana.

Może warto przy tej okazji pomyśleć o powołaniu państwowej agencji, która w imieniu rządu zarządzałaby całym systemem zaopatrzenia i dystrybucji szczepionek, a także monitoringiem bezpieczeństwa i wzmacnianiem efektywności programu szczepień.

Patrząc na doświadczenia innych krajów zachodnich, potrzeba nam minimum dwóch lat, aby z jednej strony uświadamiać ludzi, po co są szczepienia i jakie konsekwencje za sobą niesie rezygnacja ze szczepień, z drugiej zmienić wspomniany sposób finansowania, uwzględniając wszystkie aspekty tego złożonego zagadnienia.

Wolność nie znaczy samowola
Musimy pamiętać, że spadek wyszczepialności oznacza prędzej czy później epidemię. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się w Europie. W niemal całej starej Unii Europejskiej szczepienia są dobrowolne. I co?

We Francji mamy epidemię odry, w ubiegłym roku fala zachorowań przeszła przez Hiszpanię, Austrię i Szwajcarię. Dziesięć lat temu wybuchła epidemia błonicy w Rosji, a krztusiec cały czas atakuje, ponieważ wyszczepialność nie sięga nawet 90 proc.

Dzieci, które nie były zaszczepione po zetknięciu z wirusem czy bakterią rozwiną chorobę. Jej przebiegu nie da się jednak przewidzieć, może być lekki, ale może być bardzo ciężki, niekiedy śmiertelny. Dodatkowo chore dziecko na pewno zarazi kolejne niezaszczepione osoby i tak powstanie epidemia.

Kraje wysoko uprzemysłowione, które bardzo mocno szanują swobody obywatelskie, wypracowały inne, tzw. miękkie administracyjne ograniczenia, które powodują, że dziecko niezaszczepione ma problem z wejściem w grupę rówieśniczą. I tak jest w USA. Szczepienia są, jak najbardziej dobrowolne, ale są sprawdzane przy zgłoszeniu dziecka do szkoły. Jeśli dziecko jest nieszczepione, to większość szkół nie przyjmie go w poczet swoich uczniów.