KL, Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia | 05-11-2020 10:12

Zainteresowanie szczepieniami wzrosło, COVID-19 wprawił w zakłopotanie antyszczepionkowców

Dane płynące z NFZ jasno wskazują, że pandemia sprawiła, że profilaktyka w postaci szczepień rośnie w siłę. Tylko na Podkarpaciu w tym roku w porównaniu z poprzednim liczba wizyt szczepiennych wzrosła o 10 proc.

Fot. Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)

Jak wskazuje Gazeta Wyborcza, po tym jak w kwietniu Główny Inspektorat Sanitarny zalecił wstrzymanie na miesiąc szczepień ochronnych w związku z pierwsza falą koronawirusa, od lata przychodnie szturmują rodzice, którzy chcą szczepić dzieci.  Tylko we wrześniu na Podkarpaciu tych wizyt w porównaniu z ubiegłym roku było o 1,9 tys. więcej. Ich liczba wzrosła z 8 632 w ub. roku do 10 535, przy średniej miesięcznej w ub. roku 9 080.

W podobnym tonie wypowiadał się dla Rynku Zdrowia prof. Adam Antczak,  kierownik Kliniki Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej, prorektor ds. klinicznych i dziekan Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Jak wskazywał specjalista, nic bardziej niż obecna sytuacja związana z zakażeniami SARS-CoV-2 nie pokazuje, jak brak szczepień zwiększa ryzyko wybuchu epidemii. 

- Dlatego bardzo ważne jest, aby podczas pandemii COVID-19 były kontynuowane rutynowe programy szczepień ochronnych, ale też należy myśleć, jak je zmieniać, aby w przeszłości Polacy byli skuteczniej chronieni przed drobnoustrojami, przeciwko którym są dostępne szczepionki - wskazywał ekspert. 

Mariusz Małecki z Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej "Sokrates" w rozmowie z GW wskazuje, że codzienna praktyka w dobie COVID-19 pokazuje, że jest coraz mniej niechęci do szczepień ochronnych, bo epidemia koronawirusa pokazuje, jak wygląda świat bez nich.

- Odsetek szczepień w stosunku do wszystkich porad osobistych, których udzielamy w gabinetach, jest bardzo wysoki. Zainteresowanie jest bardzo duże. Dotyczy to zarówno szczepień obowiązkowych, wynikających z kalendarza szczepień, jak i zalecanych, czyli tych, które nie są obowiązkowe, a rodzice muszą za nie płacić - dodaje Małecki w "GW".