Za szczepionki wysokoskojarzone 5w1 i 6w1 rodzic musi zapłacić sam

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia20 czerwca 2022 15:00

Warunkiem rozszerzenia programu szczepień - co będzie prędzej czy później konieczne - jest uproszczenie programu szczepień możliwe dzięki szczepionkom skojarzonym, czyli tak naprawdę połączeniu kilku szczepionek w jednym wstrzyknięciu - uważa doc. Ernest Kuchar.

Za szczepionki wysokoskojarzone 5w1 i 6w1 rodzic musi zapłacić sam
Ze szczepieniem jest jak z ubezpieczeniem - musi być podane przed problemem - mówi doc. Ernest Kuchar Fot. PTWP
  • W tej chwili rodzice mają do wyboru: albo za darmo dostać szczepionkę nieskojarzoną, albo zapłacić w pełni za szczepionkę „5w1” lub „6w1” 
  • Zapewnijmy rodzicom swobodę wyboru. Można to osiągnąć zachowując obowiązujący kalendarz dzięki możliwości refundowania nowych produktów w ramach tzw. refundacji aptecznej z budżetu NFZ - uważa doc. Ernest Kuchar
  • Zwiększenie dostępu pacjentów do nowoczesnych szczepionek, takich jak np. szczepionki sześcioskładnikowe, które stały się standardem w UE sprzyja wysokiej wyszczepialności i umożliwia rozwój kalendarza szczepień - dodaje

Luiza Jakubiak, Rynek Zdrowia: Jakie znaczenie mają szczepienia ochronne dzieci?

Dr hab. n. med. Ernest Kuchar: Ze szczepień dzieci korzystają nie tylko szczepione niemowlęta, ale pośrednio całe społeczeństwo, bo w przypadku chorób przenoszących się między ludźmi, możemy uzyskać w ten sposób ochronę populacyjną. To oznacza, że dzięki szczepieniom dzieci, nie chorują osoby dorosłe.

Bardzo dobrym przykładem są pneumokoki. Kiedy w 2000 roku w Stanach Zjednoczonych wprowadzono skoniugowaną szczepionkę przeciwko pneumokokom, okazało się, że szczepione dzieci oczywiście mniej chorowały, ale znacznie większe efekty obserwowano w grupie osób starszych. Starsze pokolenie, które miało kontakt z małymi dziećmi, pełniącymi rolę rezerwuaru, przestało chorować.

Efekty pośrednie szczepień niemowląt przewyższyły efekty bezpośrednie. Chociaż pierwotnym celem była ochrona dzieci, od zachorowania udało się ochronić więcej osób starszych niż dzieci, które były szczepione. Dlatego na szczepienia niemowląt powinniśmy patrzeć szerzej, nie tylko z punktu widzenia zdrowia dzieci, ale całego społeczeństwa. Pomijam już, że jeżeli dziecko jest chore i matka nie chodzi do pracy, to powoduje to też bardzo wymierne, istotne koszty społeczne i ekonomiczne. 

Czy polityka państwa w tym zakresie jest tak ukształtowana, że zapewnia dostępność i przynosi społeczeństwu korzyści ze szczepień?

Musimy pamiętać o tym, że Polska jest krajem na dorobku. Trudno zatem oczekiwać, żeby w Polsce wszystko było dostępne tak, jak w znacznie bogatszych od nas krajach zachodnich. Niemniej jednak warto też pamiętać, że szczepienia ochronne jako profilaktyka są efektywne kosztowo. Szczepienie jest inwestycją z punktu widzenia zdrowia publicznego znacznie bardziej opłacalną niż inwestycja w nowe terapie.

Moim zdaniem w Polsce cały czas mamy problem z prawidłowym liczeniem kosztów. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że szczepionki wysokoskojarzone, które pozwalają zaoszczędzić pracę personelu medycznego, bo wymagają podania jednego zastrzyku zamiast trzech, nie są nawet częściowo refundowane?

W tej chwili rodzice mają do wyboru: albo za darmo dostać szczepionkę nieskojarzoną, albo zapłacić w pełni za szczepionkę „5w1” lub „6w1”. Nie ma nawet zniżki, która, w przypadku wielu leków jest standardem. Dlaczego szczepionki traktowane są inaczej? To jest dla mnie niezrozumiałe. 

Jedynym wyjaśnieniem jest to, że w Polsce nie liczymy realnie kosztów i oszczędności, do jakich prowadzi ochrona przed zachorowaniem uzyskana dzięki szczepieniom. Dodam, że zdrowie - to chyba wszyscy wiemy - jest kapitałem społecznym. Kiedy ludzie są zdrowi, to mogą się uczyć, nabywać nowe kwalifikacje, mogą wydajnie pracować. Chory nie pracuje albo pracuje mniej wydajnie. 

Wreszcie, warunkiem zdrowia przyszłych pokoleń jest dobre zdrowie obecnej populacji dziecięcej. Jest to inwestycja w kapitał społeczny. Nie można ograniczać korzyści do obecnie szczepionych osób. Jeżeli dzisiaj dziecko zachoruje na chorobę, której można było uniknąć, przez co będzie chore, to odbija się to negatywnie także na następnych pokoleniach. Trudno oczekiwać zdrowych wnuków, jeżeli dzieci są chore. Dlatego proponuję patrzeć na sprawę długoterminowo. U nas sprowadza się ekonomię szczepień tylko do kosztu szczepionki. Większego uproszczenia nie słyszałem.

Wspomniał Pan o szczepionkach wysokoskojarzonych. Czym różnią się od klasycznych preparatów?

Szczepionki wysokoskojarzone dają możliwość podania w jednym zastrzyku szczepionek przeciwko kilku chorobom. 

Pierwsze szczepionki skojarzone, których używamy po dziś dzień, czyli „3w1”, pojawiły się w latach 50. dwudziestego wieku. Stwierdzono, że skoro schemat podawania jest taki sam, to zamiast podawania trzech zastrzyków, można je połączyć i podawać w jednym.

W Polsce dostępna była produkowana w kraju szczepionka „3w1” przeciw błonicy, tężcowi, krztuścowi (DTP). Nie produkowaliśmy innych szczepionek skojarzonych, jednak na świecie stopniowo pojawiało się ich coraz więcej. Do preparatu DTP dodano inaktywowaną szczepionkę IPV przeciwko Poliomyelitis (nagminne porażenie dziecięce), potem szczepionkę przeciwko groźnej bakterii Haemophilus influenzae typu b oraz przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B.

Nowsze preparaty chroniły przed czterema, pięcioma i wreszcie sześcioma chorobami. Skutkowało to wyższym odsetkiem zaszczepień, łatwiej jest bowiem podać mniej wstrzyknięć. W tej chwili dostępna jest szczepionka „6w1”, która chroni przeciwko wszystkim sześciu wspomnianym chorobom. W Polsce także szczepimy przeciwko tym wszystkim chorobom, ale oddzielnie. 

Jakie Pan widzi możliwości poprawy dostępu do szczepionek wysokoskojarzonych?

Wystarczy wprowadzenie częściowej refundacji. Poprzez refundację leków państwo prowadzi określoną politykę zdrowotną. Taka przemyślana polityka jest opłacalna, bo refundacja sprawia, że większa liczba pacjentów skorzysta ze szczepień i będzie dzięki temu zdrowsza, rzadziej trafia do szpitala i w dłuższej perspektywie koszty refundacji zwracają się, bo płatnik zaoszczędzi więcej na kosztach leczenia, w tym hospitalizacji, niż wyda na dopłatę do nowoczesnych terapii.

Dokładnie ten sam mechanizm działa w przypadku szczepionek. To co zainwestujemy w nowoczesne szczepionki, zwróci się w postaci mniejszej liczby zachorowań i mniejszych kosztów pośrednich, związanych na przykład z brakiem konieczności opieki nad chorym dzieckiem czy kosztami hospitalizacji.

Jakie są zatem możliwości refundacji szczepionek?

Koszt szczepień obowiązkowych (w tym pełnokomórkowych szczepionek przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi – DTPw) w Polsce pokrywany jest z budżetu państwa. Szczepionki wysokoskojarzone 5w1 i 6w1 należą do tzw. szczepionek alternatywnych wobec szczepionek obowiązkowych znajdujących się w programie szczepień. Dziś, w zdecydowanej większości przypadków szczepionki te są w pełni finansowane przez pacjenta. Dlatego zwykle tylko zamożniejsi rodzice decydują się skorzystać ze szczepionek zapewniających wyższy komfort i bezpieczeństwo.

Zapewnijmy rodzicom swobodę wyboru. Można to osiągnąć zachowując obowiązujący kalendarz dzięki możliwości refundowania nowych produktów w ramach tzw. refundacji aptecznej z budżetu NFZ. Dodatkowe źródło finansowania da wybór rodzicom, zwiększy realnie dostęp dzieci do szczepień oraz być może dzięki zmniejszeniu wydatków rodziców związanych z płatnymi szczepionkami wysoko skojarzonymi pozwoli im na rozszerzenie ochrony dzieci przez kupno szczepionek zalecanych, tym samym przyczyniając się do podniesienia wyszczepialności całego społeczeństwa co ma znaczenie w aspekcie odporności zbiorowiskowej.

Czy nas dzisiaj stać na refundację nowoczesnych szczepionek?

Oczywiście, że nas stać. W porównaniu z innymi wydatkami, na przykład utrzymanie uchodźców czy wsparcie socjalne, to są relatywnie małe sumy.

Jakie korzyści wynikają z refundacji aptecznej?

Zwiększenie dostępu pacjentów do nowoczesnych szczepionek, takich jak np. szczepionki sześcioskładnikowe, które stały się standardem w UE sprzyja wysokiej wyszczepialności i umożliwia rozwój kalendarza szczepień. To także mniejsze obciążenie pracą personelu medycznego i systemu, dzięki sprawniejszej i szybszej realizacji podstawowych szczepień ochronnych.

Szczepionki wysoko skojarzone przekładają się na mniej iniekcji i mniej krótszych niż do tej pory wizyt (np. wypada wizyta szczepienna w 7 m.ż.). To także zmniejszenie kosztów pośrednich świadczeniodawcy, takich jak materiały pomocnicze, logistyka związana z transportem i przechowywaniem szczepionek czy kosztem utylizacji. Dodatkowo uzyskamy zwiększenie zaufania publicznego do szczepień - zarówno mniejsza liczba iniekcji, jak i związana z tym mniejsza liczba wizyt przyczyniają się do większej akceptacji szczepień oraz poprawy terminowości ich realizacji, a co za tym idzie, do zwiększenia wyszczepialności. Ułatwia to również propagowanie szczepień zalecanych.

A jak ocenia Pan obecną ścieżkę dostępności do świadczenia? Pacjent wpierw musi iść do lekarza po receptę, później udać się po preparat do apteki i potem wrócić z nim do lekarza.

To jest kolejny przykład absurdu. Mam wrażenie, że to wydłużenie ścieżki służy tylko jednemu – zniechęceniu ludzi do szczepienia.

Taki model powoduje konieczność trzech wizyt. To marnotrawstwo czasu pacjentów i niepotrzebne obciążenie dla personelu. Liczymy koszt preparatu, ale już nie koszty pracy lekarza czy pielęgniarki. Ministerstwo zdrowia zakłada, że skoro płaci ryczałt lekarzom, to niezależnie, ile świadczeń wykonają w tym czasie, poniesie ten sam koszt. Zapomina o jednym, że lekarz ma wiele zadań i jeżeli w danej chwili zajmuje się szczepieniami, to nie zajmuje się leczeniem chorych. A przemęczenie lekarza prowadzi do gorszej jakości opieki nad pacjentem niż gdy lekarz jest wypoczęty.

Taka strategia jest bardzo krótkowzroczna. Mniej wykonanych szczepień da większe oszczędności dla płatnika, ale to będą pozorne oszczędności, bo tracimy korzyści, które społeczeństwo zyskałoby z wykonania tych szczepień.

W skali społecznej to jest ogromne marnotrawstwo. Kraje bardziej racjonalne, jeśli chodzi o ochronę zdrowia, robią bardzo wiele, żeby promować szczepienia ochronne. U nas patrzy się bardzo wąsko. Ważniejsze są te cele krótkoterminowe, drobne oszczędności, które przesłaniają istotny cel. Mamy krótkowzroczną perspektywę. A szczepienia są interwencją, którą trzeba oceniać wieloletnio i z perspektywy zdrowia publicznego, a nie z perspektywy jednego rocznego budżetu.

Jaka byłaby optymalna ścieżka dla pacjenta do szczepienia?

Szczepienie od razu u lekarza lub w aptece. Przecież nic nie stoi temu na przeszkodzie, co udowodniła akcja szczepień przeciwko COVID-19. Mamy dzisiaj sprawne systemy informatyczne, które dają możliwość bezproblemowego sprawdzenia, kto jest ubezpieczony i co mu się należy. Informatyzacja sprawia, że wydłużanie ścieżki stało się nie tylko nieefektywne, ale i nieracjonalne. 

Przypominam, że jest to marnowanie pracy ludzkiej. To, że lekarz musi widzieć pacjenta dwa razy, żeby go raz zaszczepić oznacza zupełny brak szacunku dla pracy ludzkiej. Mnożenie zbędnych wizyt jest niczym nieuzasadnione.

Ciągle mentalnie żyjemy w latach 50. Po to rozwija się informatyzację, żeby zrezygnować z takich niepotrzebnych działań. Po co wydawać pieniądze na technologie cyfrowe, z których potem nie ma żadnego pożytku. To jak kupić sobie drogi samochód i nim nie jeździć. 

Proszę zwrócić uwagę, że w tej chwili droga pacjenta do szczepienia jest taka sama jak wtedy, gdy systemów informatycznych nie było.

Czy widzi Pan możliwość poszerzenia Programu Szczepień Ochronnych o szczepienia przeciwko kolejnym chorobom?

Ze szczepieniem jest jak z ubezpieczeniem - musi być podane przed problemem. Dzieci wymagają licznych szczepień we wczesnym dzieciństwie, gdy rozwija się układ odpornościowy i nabywają dopiero odporności, dlatego kumulacja szczepień przypada na pierwsze dwa lata życia. Powinniśmy zmieścić się w tym krótkim czasie.

Z tego punktu widzenia stosowanie szczepionek skojarzonych zyskuje bardzo praktyczny wymiar. Wiele szczepień dziecięcych przypada na pierwszy rok życia. Małe dzieci mają to do siebie, że często chorują. Z racji licznych infekcji, które stanowią czasowe przeciwwskazania do szczepienia, bardzo trudno jest zrealizować terminowo program szczepień ochronnych niemowląt.

Odraczanie szczepień zmusza później do nadgonienia zaległości, co wymaga przeprowadzenia większej liczby wstrzyknięć na jednej wizycie, a na to rodzice zwykle nie są mentalnie gotowi i bardzo trudno ich do tego przekonać. Dużo łatwiej jest nadrobić zaległości, gdy mamy możliwość podania 6 szczepionek w jednym wstrzyknięciu.

Pamiętajmy, że Polski Program Szczepień nie jest jeszcze optymalny. W przyszłości powinniśmy chronić dzieci jeszcze przeciwko meningokokom, przeciwko grypie, być może przeciw COVID-19.

Dodanie kolejnych szczepionek do obecnego kalendarza szczepień jest jednak bardzo trudne, z uwagi na liczbę wstrzyknięć. Warunkiem rozszerzenia programu szczepień - co będzie prędzej czy później konieczne - jest uproszczenie programu szczepień możliwe dzięki szczepionkom skojarzonym, czyli tak naprawdę połączeniu kilku szczepionek w jednym wstrzyknięciu. 

Zrobi się przestrzeń na dodanie kolejnych szczepionek? 

Tak, ale warunkiem jest wprowadzenie nowoczesnych szczepionek, bo obecnie tej przestrzeni nam brakuje.

Poza tym, stosowanie dużej liczby tradycyjnych szczepionek niesie za sobą też inne konsekwencje. Zarządzanie nimi wymaga skomplikowanej logistyki. Szczepionki trzeba zamówić na podstawie oszacowania zapotrzebowania. Jednak w sytuacji, gdy część szczepionek jest dostępnych odpłatnie, część bezpłatnie, dużo trudniej jest oszacować to zapotrzebowanie. Jednocześnie państwo zmuszone jest utrzymywać większe rezerwy, ponieważ nie wiadomo, ile szczepionek zostanie zużytych.

Koszt nowoczesnych szczepień sprawdza się u nas tylko do bezpośredniego kosztu zakupu szczepionki, a nie uwzględnia się tego, że logistyka, transport i magazynowanie tradycyjnych szczepionek kosztuje drożej z uwagi na to, że jest ich po prostu więcej. Do tego dochodzi monitorowanie terminów ważności i nieuniknione straty przeterminowanych preparatów. Mniej wstrzyknięć oznacza też mniejsze ryzyko popełnienia błędu.

Dr hab. n. med. Ernest Kuchar, specjalista pediatrii i chorób zakaźnych, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Członek krajowych i międzynarodowych towarzystw naukowych (m.in. Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, International Organisation of Sports Medicine (FIMS) oraz European Society for Paediatrc Infectious Diseases). Autor i współautor podręczników medycznych, a także licznych publikacji naukowych.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum