Wirusolog: szczepienia przeciwko COVID-19 są bezpieczne. Nie wyrośnie nam trzecie ucho

Autor: Wojciech Kuta/Rynek Zdrowia • • 14 lutego 2021 15:24

Czy ozdrowieńców i dzieci powinno się szczepić przeciwko COVID-19? Można być jednocześnie szczepionym przeciw grypie i koronawirusowi? Czy mRNA w szczepionkach wpływa na nasze geny? Między innymi na te pytania odpowiada Rynkowi Zdrowia prof. Tomasz Wąsik, wirusolog ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Wirusolog: szczepienia przeciwko COVID-19 są bezpieczne. Nie wyrośnie nam trzecie ucho
Prof. Tomasz Wąsik: - Szczepienia przeciw COVID-19 są bezpieczne i skuteczne; FOT. PTWP
  • Szczepienia nie chronią nas przed zakażeniem. Infekcjom zapobiegają maseczki, dystans i mycie rąk. Szczepionka chroni nas natomiast przed wystąpieniem objawów choroby po zakażeniu wirusem - zaznacza prof. Tomasz Wąsik
  • - Wiemy już, że po przyjęciu drugiej dawki szczepionki przeciwko COVD-19 powinniśmy odczekać co najmniej 14 dni, a najlepiej 3 tygodnie, zanim otrzymamy inną szczepionkę, np. przeciwko grypie - tłumaczy ekspert
  • Prof. Wąsik zachęca też do szczepień przeciwko pneumokokom: - Brak tego szczepienia przy jednoczesnym zachorowaniu na COVID-19 zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia poważnych powikłań ze strony układu oddechowego

Rynek Zdrowia: - Wokół szczepień przeciwko COVID-19 narosło już wiele niedopowiedzeń, rodzą się kolejne pytania. Sporo komentarzy wzbudziła ostatnio wypowiedź prof. Massimo Galli z oddziału chorób zakaźnych szpitala Sacco w Mediolanie. Stwierdził, że szczepienie ozdrowieńców nie ma większego sensu, bo posiadają już pamięć immunologiczną. Czy po „przechorowaniu” COVID-19 powinniśmy się więc szczepić, czy nie?

Prof. Tomasz Wąsik, kierownik Katedry i Zakładu Mikrobiologii i Wirusologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego: - Wiemy już, że u osób, które chorowały na COVID-19 wytworzyły się przeciwciała oraz pamięć komórkowa, w większości przypadków stanowiące ochronę przed ponownym zakażeniem, trwającą co najmniej 6-8 miesięcy.

Uważam więc, że skoro występują problemy z dostępnością szczepionek, to osób, które przechorowały COVID-19 i mają wysokie miano przeciwciał, nie musimy teraz szczepić. Zaoszczędzone w ten sposób dawki przeznaczmy na szczepienie, między innymi pracowników ochrony zdrowia czy nauczycieli.

Inaczej natomiast należałoby podchodzić do tych, którzy chorowali na początku epidemii, około roku temu. Można rozważać ich zaszczepienie. Pozostaje jednak kwestia logistyki związanej z ewentualnymi - poprzedzającymi szczepienia - badaniami tych osób na obecność przeciwciał.

Obawiam się, że ze względów finansowych oraz ograniczeń organizacyjnych naszego systemu opieki zdrowotnej przeprowadzenie tego rodzaju operacji wywołałoby potworny chaos.

Zobacz cały wywiad wideo z prof. Tomaszem Wąsikiem:

- Na szczęście nie z każdego zakażenia koronawirusem rozwija się choroba COVID-19. Jeśli więc byłem „tylko” zakażony - czy powinienem się zaszczepić?

- Osoba, która przeszła zakażenie koronawirusem bez objawów chorobowych, może już być chroniona przez kolejną infekcją, gdyż często zostaje u niej wytworzona zarówno odpowiedź humoralna (jeden z mechanizmów odporności swoistej - red.), jak i komórkowa (uzupełnienie odpowiedzi humoralnej - red.). U takiej osoby występuje protekcja przed chorobą COVID-19, gdyby ponownie doszło do zakażenia.

Poza tym pamiętajmy, że szczepienia nie chronią nas przed zakażeniem. Infekcjom zapobiegają maseczki, dystans i mycie rąk. Szczepionka chroni nas natomiast przed wystąpieniem i rozwojem objawów choroby po zakażeniu wirusem.

Zakażenie bezobjawowe działa podobnie jak szczepionka. Jednak nie dysponujemy jeszcze na tyle dokładanymi danymi, by bardzo precyzyjnie wyznaczyć granicę: te osoby powinny być zaszczepione przeciwko COVID-19, a inne nie. Należy się w tej sytuacji kierować poziomem odpowiedzi immunologicznej każdego pacjenta po bezobjawowym zakażeniu koronawirusem.

- W opinii wielu ekspertów bez szczepień dzieci i młodzieży - osób poniżej 18. roku życia - osiągnięcie odporności populacyjnej (stadnej) nie będzie możliwe. Czy to uzasadnione twierdzenie?

- Tak, w tym twierdzeniu jest dużo prawdy. Z naszych wyliczeń wynika, że przy obecnej dynamice wirusa SARS-CoV-2, aby osiągnąć odporność populacyjną musimy mieć „przechorowane” lub wyszczepione 70 proc. społeczeństwa, w tym osoby poniżej 18. roku życia. Wprawdzie młodzież i dzieci w większości przechodzą zakażenie bezobjawowo, ale przenoszą wirusa i są zakaźne.

Nie ma konkretnych przeciwwskazań do szczepienia dzieci przeciwko COVID-19. Przecież od dawna szczepimy dzieci zaraz po urodzeniu, np. przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Dzieci są skutecznie szczepione także przeciwko wielu chorobom bakteryjnym.

Natomiast osób do 18. roku życia nie szczepimy na razie przeciwko COVID-19, ponieważ m.in. firmy Pfizer i Moderna nie na badały jeszcze tych szczepionek w tej właśnie grupie wiekowej. Jednak Pfizer zapowiedział już przeprowadzenie takich badań wśród osób w wieku 12-16 lat.

Pamiętajmy, że układ immunologiczny u dzieci nie jest jeszcze w pełni rozwinięty. Dlatego badania kliniczne w tej grupie wiekowej trzeba przeprowadzić w sposób bardzo skrupulatny.

- Czy istnieją dowody na to, że dość mocno już rozpowszechniony wariant brytyjski koronawirusa może zakażać osoby już zaszczepione?

- Chodzi o słynny wariant B117 z mutacjami w obrębie domeny wiążącej receptor białka kolca. Podawane obecnie preparaty, zarówno Moderny, jak i Pfizera, mają w swoim składzie informację genetyczną kodującą białko S, ale dotyczącą dominującego wariantu koronawirusa (a nie brytyjskiego - red.).

Odporność poszczepienna, podobnie jak po przechorowaniu, jest antygenowo swoista, czyli skierowana przeciwko tym epitopom (pobudzającym odporność częściom antygenu), które organizmowi zostały pokazane. Kiedy jednak organizm dostanie zmienione epitopy, wówczas swoistość odpowiedzi komórkowej może być zaburzona.

Może więc dojść do tego, że na skutek mutacji wirusa - co obserwujemy każdego roku w przypadku wirusa grypy - wcześniejsze szczepionki okazują mniej skuteczne. Chcę zarazem podkreślić, że do tej pory nie ma żadnych jednoznacznych dowodów na to, że zakażenie tzw. wariantem brytyjskim spowodowało, iż szczepionka u tych pacjentów byłaby nieskuteczna.

Owszem, szczepionka może mieć wówczas obniżoną skuteczność, ale nadal będzie działała protekcyjnie. Wiem, że trwają szczegółowe badania nad działaniem szczepionek w przypadku nowych wariantów koronawirusa.

- Można jednocześnie szczepić się przeciwko grypie i przeciw COVID-19? Jeśli nie należy tego robić to jaki czasowy odstęp powinien dzielić oba szczepienia?

- Gorąco zalecam szczepienia przeciwko grypie. Już dawno powinniśmy to zrobić, bo w październiku, a najpóźniej w listopadzie. Wiemy już, że po przyjęciu drugiej dawki szczepionki przeciwko COVD-19 powinniśmy odczekać co najmniej 14 dni, a najlepiej 3 tygodnie, zanim otrzymamy inną szczepionkę, np. przeciwko grypie.

Oczywiście nie szczepimy się w tym samym czasie przeciwko COVID-19 i grypie. Aby ta pierwsza szczepionka była skuteczna i nasz układ immunologiczny zapamiętał otrzymaną informację, musimy mu dać czas. Dopiero wtedy możemy się doszczepić przeciwko grypie. Możemy też odwrócić kolejność tych szczepień, zachowując jednak wspomniany 2-3-tygodniowy odstęp.

Mocno zachęcam też do szczepień przeciwko pneumokokom. Brak tego szczepienia przy jednoczesnym zachorowaniu na COVID-19 zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia bardzo poważnych powikłań ze strony układu oddechowego.

- Osoby sceptycznie nastawione do szczepień przeciwko COVID-19 wskazują, że te preparaty wymagają kolejnych kilku lat obserwacji, by w pełni miarodajnie rozstrzygać o ich skuteczności. Zgadza się Pan Profesor z takim podejściem?

- W mojej opinii takie twierdzenie nie jest uzasadnione. Przypomnę, że cześć szczepionek oparta jest o wektory adenowirusowe stosowane już od dziesiątek lat. Natomiast nad szczepionkami wykorzystującymi technologię RNA pracujemy od 2002 roku. Co najważniejsze, badania dowodzą, że te metody są bezpieczne.

Z mojej perspektywy biochemika i wirusologa, szczepionki RNA wywołują silną odpowiedź immunologiczną. Nie ma też żadnego zagrożenia, że te szczepionki mogą spowodować chorobę. Zapewniam również, że nie wyrośnie nam trzecie ucho (uśmiech).

- Dr Katarzyna Landa, internistka, powiedziała: "Żebym chciała się zaszczepić i polecić tę formę walki z pandemią innym, musiałabym stracić pamięć, czyli wiedzę zdobywaną przez 45 lat lub musiałaby zostać ogłoszona Nagroda Nobla dla naukowca, który potwierdziłby brak kontaktu między RNA a DNA komórki". Czy taka opinia jest uzasadniona?

- Nie ma takiej możliwości, by szczepionka mRNA wpływała na nasze geny i chromatynę (substancja zbudowana z DNA, główny składnik chromosomów - red.)! Jeśli chodzi o szczepionkę opartą o RNA, polecałbym Pani Doktor odświeżenie informacji z biologii molekularnej. Ta dziedzina poszła niesamowicie do przodu. Już w latach 1998-1999 pracowałem na szczepionkami DNA. Ta technologia jest więc z nami już od dawna, podobnie jak technologia RNA.

Jeszcze raz podkreślam - nie ma możliwości, żeby RNA podany w szczepionce miał jakikolwiek wpływ na nasz genom. Podstawy biologii molekularnej mówią, że w naszych komórkach w każdej chwili powstają miliony cząsteczek RNA. Funkcją RNA i całej naszej machinerii molekularnej jest to, że po powstaniu RNA z DNA, matrycowy RNA (mRNA) wchodzi na rybosomy na terenie cytoplazmy i tam jest przepisywany na białko mające swoje sekwencje. Komórka wie, co z tym białkiem zrobić. Natomiast RNA jest już molekularnie naznaczone na rozkład i rozpad na nukleotydy, używane do syntezy następnych cząsteczek.

Uważam, że przyszłość wakcynologii leży właśnie w szczepionkach opartych o technologie RNA i DNA.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum