• PARTNER SERWISUpartner serwisu

Ruchy antyszczepionkowe nie próżnują, czy potrzebujemy edukacji pacjentów ws. szczepień?

Autor: Anna Kaczmarek/Rynek Zdrowia • • 24 lutego 2015 06:15

Posłowie pracują nad zmianą prawa, która pozwoli m.in. na zwiększenie ilości pozycji w katalogu szczepień obowiązkowych. Tymczasem w Polsce rośnie w siłę ruch antyszczepionkowy, który skutecznie straszy młodych rodziców i zniechęca do szczepień.

- W swojej praktyce lekarskiej spotykam osoby, które nie chcą szczepić swoich dzieci. Na szczęście rzadko to się zdarza. Walczę z tym zjawiskiem i falą zalewającej nas głupoty - mówi portalowi rynekzdrowia.pl dr Michał Sutkowski, specjalista medycyny rodzinnej i chorób wewnętrznych, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Lekarz musi reagować
Niechęć do szczepienia dzieci wynika, jego zdaniem, z kilku powodów. Jednym z nich jest bezsensowne podążanie za modą, która przyszła z Zachodu i która dawno już z tego Zachodu odchodzi.

- Brakuje w Polsce zdecydowanej reakcji lekarzy na tę sytuację. Nieszczepienie dzieci jest działaniem bezprawnym wobec nich. Moim zdaniem służby sanitarne zbyt pobłażliwie traktują takich rodziców. Prawo w tym wypadku powinno być bardziej zdecydowanie egzekwowane - uważa dr Sutkowski.

Jak tłumaczy, rodzice często podejmują decyzję o nieszczepieniu dziecka mając bardzo małą wiedzę o tym, jakie mogą być konsekwencje ich zaniechania.

- Korzystają wyłącznie z materiałów promowanych przez ruchy antyszczepionkowe. Ci rodzice nie mają pojęcia czym jest gruźlica, krztusiec czy inne choroby, które mogą grozić niezaszczepionemu dziecku. Nie wiedzą jakie skutki neurologiczne może pozostawić po sobie część z tych chorób. Przykładowo niebezpieczne odczyny neurologiczne po szczepieniu przeciwko odrze występują raz na milion zaszczepionych, natomiast w przypadku zachorowania na odrę - zgon chorego notuje się raz na trzy tysiące przypadków. Ta wiedza często wpływa na zmianę podejścia do tematu szczepień.

Również zdaniem prof. Andrzeja Radzikowskiego, pediatry, kierownika Kliniki Gastroenterologii i Żywienia Dzieci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, byłego konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie pediatrii lekarze źle tłumaczą młodym rodzicom potrzebę szczepień. - Myślą sobie tak: ja szczepię dzieci, moi koledzy szczepią, ale jak rodzice nie chcą to co ja będę namawiał. Jeszcze wystąpi jakieś działanie uboczne i będą do mnie mieli pretensje. Lekarze nie dochowują staranności w informowaniu.

Jednak, zdaniem profesora, trzeba zaznaczyć, że Polska jest w gorszej sytuacji w porównaniu z Czechami, Słowacją, Bułgarią czy Rumunią. - W Polsce te szczepienia, które moim zdaniem są najważniejsze czyli przeciwko pneumokokom i meningokokom są potwornie drogie. Gdyby te szczepienia były w obowiązkowym kalendarzu szczepień to przeciwnicy mieliby mniejsze wątpliwości niż w sytuacji, kiedy te szczepienia są poza kalendarzem.

Niespełnieni naukowcy
Jak mówi profesor, polskie ruchy antyszczepionkowe skupiają niespełnionych naukowców.

- Np. działa tam pani profesor chemii, która wróciła ze Stanów Zjednoczonych i tam działała w ruchu ekologicznym, a w Polsce zamiast zająć się poważnymi badaniami naukowymi odnajduje się w takiej dziwnej działalności. Działa tam bardzo mocno pani, która jest agentem ubezpieczeniowym i wypowiada się na równi ze specjalistami w dziedzinie szczepień, co jest bardzo dziwne. Gdyby nie działalność w tym ruchu ta pani nigdy nie zaistniałaby w mediach - zauważa specjalista.

Zdaniem pediatry, rodzice którzy nie szczepią korzystają z tego, że większość ludzi jest zaszczepiona, dlatego ich dzieci nie chorują. Jednak czasami zdarza się tragedia.

- Dlatego, że choroby zakaźne, na które szczepienia są obowiązkowe, występują rzadko, rodzice zwykle nie mają świadomości o zagrożeniu. Krztusiec, który występuje w Polsce, jest np. dla noworodka chorobą śmiertelną. Wyobraźmy sobie, że mamy dwoje dzieci. Jeśli starsze zachoruje na krztusiec i zarazi młodsze - noworodka, który może być zaszczepiony w 6 tyg. życia, to tragedię mamy gotową. Chociażby dlatego tak ważne jest wczesne szczepienie dzieci przeciwko krztuścowi, gruźlicy, która również występuje oraz przeciwko pneumokokom.

Co do zakażeń pnemokokowych profesor przestrzega, że w Polsce zaszczepione jest tylko ok. 20 proc. populacji, co powoduje, że dzieci realnie są zagrożone pneumokokowym zapaleniem płuc, zapaleniem opon mózgowych czy zapaleniem ucha.

Czas na zmiany
Profesor przyznaje jednak, że już najwyższy czas na zmianę szczepionek stosowanych w ramach obowiązkowego kalendarza szczepień.

- Nikt już nie stosuje pełnokomórkowej szczepionki DTP oprócz nas, Białorusi i Ukrainy. Nie stosuje się już również szczepionki doustnej przeciwko polio. To są stare szczepionki, które owszem są skuteczne, ale bardzo przestarzałe, obarczone dużym prawdopodobieństwem działań ubocznych.

Zdaniem poseł Lidii Gądek (PO) z sejmowej Komisji Zdrowia, lekarza rodzinnego, która bierze udział w pracach nad zmianą prawa dotyczącego szczepień w Polsce, wprowadzenie szczepień przeciwko pneumokokom i meningokokom do kalendarza szczepień obowiązkowych jest bardzo prawdopodobne. Lidia Gądek informuje, że to rozwiązanie dostało już zielone światło od Ministerstwa Zdrowia i klubu parlamentarnego PO.

- Wiemy, że na to rozwiązanie prawdopodobnie zgodzi się też nasz koalicjant i inne ugrupowania polityczne ponieważ ta sprawa jest ponad podziałami politycznymi. To gwarantuje, że nowelizacja będzie procedowana bardzo szybko, czyli proces legislacyjny może zakończyć się nawet w tym półroczu.

Samo poszerzenie kalendarza szczepień obowiązkowych to nie jedyne zmiany dotyczące szczepień. Posłowie chcą, żeby płacił za nie NFZ a nie jak dotychczas Ministerstwo Zdrowia. Zdaniem poseł, dzięki oszczędnościom spowodowanym wejściem w życie Ustawy refundacyjnej Fundusz ma odpowiednią ilość pieniędzy na szczepienia. - Zobaczymy, być może dzięki tym oszczędnościom do kalendarza uda się wprowadzić nie tylko szczepienia przeciw pneumokokom i meningokokom, ale też przeciwko HPV - to nasze marzenie.

Posłanka dodaje, że parlamentarzyści chcieliby również aby szczepienia dotychczas wykonywane w ramach obowiązkowego kalendarza szczepień były realizowane nowocześniejszymi szczepionkami, jednak przyznaje, że na razie, przed dokonaniem dokładnych wyliczeń kosztów, za wcześnie by brać to za pewnik. - Jest na to jednak realna szansa, bardzo bym chciała, żeby tak się stało.

Tu nie chodzi o kary
Jan Bondar rzecznik prasowy Głównego Inspektora Sanitarnego przekonuje że, tzw. wyszczepialność w Polsce nadal utrzymuje się na bardzo dobrym wysokim poziomie i wynosi 95 proc. lub więcej.

Jednak przyznaje, że grupa rodziców niechętnych szczepieniom systematycznie narasta. W 2013 r. dzieci, których rodzice nie zaszczepili, było 7200. Jednak w tej liczbie mieszczą się również te, które nie mogły być zaszczepione z powodu przeciwwskazań medycznych.

- Oczywiście rodzice, którzy nie szczepią dzieci łamią prawo, dlatego ich ścigamy. Podlegają oni karze przewidzianej w Kodeksie Wykroczeń, czyli karze nagany lub grzywny w wysokości 1500 zł.

W ostatnich latach toczyło się wiele postępowań sądowych w takich sprawach w wojewódzkich sądach administracyjnych i w Naczelnym Sądzie Administracyjnym.

- Sądy w uzasadnieniach wyroków podkreślały, że karanie grzywną w tych sprawach jest jak najbardziej zgodne z prawem i mieści się w dobrym rozumieniu prawa i praworządności. Dlatego, że szczepienie jest obowiązkiem nie tylko w stosunku do własnego dziecka ale też w stosunku do innych dzieci, chociażby tych, które ze względów medycznych nie mogą być zaszczepione.

Rzecznik przypomniał, że według prawa lekarze mają obowiązek przedstawiać rodzicom aktualną wiedze medyczną na temat szczepień. Jeśli lekarz postępuje inaczej może być ukarany w ramach odpowiedzialności zawodowej.

- Tak naprawdę tu nie chodzi o kary, ale o to, żeby rodzice rozumieli dlaczego należy szczepić dziecko - podsumowuje Bondar.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum