PZ/Rynek Zdrowia | 19-04-2021 08:01

PZ: osoby wykluczone przez system szczepią się u swojego lekarza rodzinnego

Może się to wydawać nieprawdopodobne, ale są w Polsce ludzie, którzy nie mają telefonu komórkowego lub, ale nie potrafią odebrać sms-a, także o o terminie szczepienia.

System nie powinien nikogo wykluczać z programu szczepień przeciwko COVID-19; FOT. WUM (zdjęcie ilustracyjne)

  • System powiadamiania o terminie szczepienia, oparty na powiadomieniach sms-owych wobec niektórych pacjentów się nie sprawdza - wskazuje Porozumienie Zielonogórskie
  • Problem ten dotyczy głównie osób starszych, które w ogóle nie korzystają z telefonów komórkowych
  • Zdarzają się także rodziny, w których jednego telefonu komórkowego używa więcej domowników

- Choć z perspektywy wielkich miast może się to wydawać nieprawdopodobne, to są w Polsce ludzie, którzy korzystają tylko z telefonów stacjonarnych, a jeśli nawet mają „komórkę”, to nie potrafią odebrać sms-a. Także tego z powiadomieniem o terminie szczepienia. Te osoby system wykluczył z programu szczepień przeciwko COVID-19 i mogą one skorzystać z tego dobrodziejstwa wyłącznie dzięki swoim lekarzom rodzinnym, znającym ich sytuację - podaje Porozumienie Zielonogórskie.

Rejestracja przez infolinię nie wchodzi w grę

Małgorzata Stokowska-Wojda, lekarka rodzinna Porozumienia Zielonogórskiego w niewielkiej gminie na Lubelszczyźnie, ma pod swoją opieką wielu takich pacjentów.

- To zwykle osoby starsze, które w ogóle nie korzystają z telefonów komórkowych. Zdarzają się rodziny, gdzie jednego telefonu używa więcej domowników. Są też tacy, którzy potrafią obsłużyć jedynie telefon dla seniorów, gdzie mają wbite numery do najbliższych czy na pogotowie, ale już nie odbiorą sms-a - mówi Małgorzata Stokowska-Wojda.

Wskazuje, że system powiadamiania o terminie szczepienia, oparty na powiadomieniach sms-owych wobec takich pacjentów się nie sprawdza. Rejestracja przez infolinię nie wchodzi w grę.

- My nie chcemy ich jednak pomijać i robimy wszystko, by ocalić przed ciężką chorobą jak najwięcej naszych pacjentów, także kosztem dodatkowej pracy. Dlatego w mojej przychodni same pielęgniarki dzwonią do pacjentów, zachęcając ich do szczepień, rejestrując na konkretny termin, a dodatkowo przypominają im jeszcze o szczepieniu dzień przed - mówi Małgorzata Stokowska-Wojda.

Lekarka przyznaje, że choć personel przychodni ma z tego powodu więcej pracy, to jednak jedyna możliwość, by niemała grupa osób w ogóle się zaszczepiła. - Niestety, z powodu ciężkiego przebiegu COVID-19 spośród jej pacjentów kilka osób już odeszło. Szczepienie jest jedyną szansą, by takich przypadków było jak najmniej - przypomina Porozumienie Zielonogórskie.

Trzeba także dowozić na szczepienia

Kolejna grupa to osoby mieszkające w małych miejscowościach, z dysfunkcjami ruchu, poruszające się na wózkach, które samodzielnie nie dotrą do punktu szczepień. Jest większa szansa, że ktoś z rodziny czy sąsiadów dowiezie ich na szczepienie do przychodni niż do odległego od miejsca zamieszkania szpitala.

- Wielokrotnie słyszymy od naszych pacjentów słowa wdzięczności za to, że jesteśmy, że szczepimy na miejscu. To zwykłe „dziękuję” jest dziś jeszcze ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej - zaznacza Małgorzata Stokowska-Wojda.