PARTNER SERWISU
Narodowy Program Szczepień, czyli krótka historia chaosu? Narodowy Program Szczepień to nieustanna zmiana zasad. FOT. Shutterstock

Do 7 kwietnia wykonano w Polsce ponad 7 mln szczepień. - Na horyzoncie mamy duże dostawy i obietnicę przyspieszenia, ale póki co mamy bałagan, decyzje podejmowane ad hoc i ciągłe afery - ocenia Jacek Janik, dziennikarz Rynku Zdrowia.

  • Narodowy Program Szczepień (NPS) cechuje dynamika zmian, często z dnia na dzień. Trudno się w nim połapać
  • Dominuje komunikacja "od afery do afery": od celebrytów szczepiących się bez kolejki po szczepionki Johnson&Johnson spoza puli
  • Do tej pory przeprowadzono 32 kontrole punktów szczepień. Na 19 zakończonych tylko w 8 przypadkach NFZ stwierdził nieprawidłowości

W światowym rankingu państw, w których zaszczepiono obywateli dwiema dawkami szczepionek przeciwko Covid-19, spadliśmy na 33. miejsce. Pod względem zaszczepionych jedną dawką na stu mieszkańców Polska zajmuje 54 miejsce na świecie. 

Aby, zgodnie z zapowiedziami, do końca czerwca wyszczepić w Polsce ok. 55 proc. populacji (do końca II kwartału – 20 mln szczepień), ich tempo musi wzrosnąć 2-3 krotnie. To możliwe, ale przy spełnieniu dwóch warunków - zwiększenia ilości i wydolności punktów szczepień, oraz co ważniejsze - realizacji i terminowości dostaw szczepionek. To ostatnie nie zależy od nas, w przeciwieństwie do zasad i organizacji szczepień.

Od afery do afery?

Proces szczepienia - po przedstawieniu przez Michała Dworczyka, pełnomocnika rządu ds. Narodowego Programu Szczepień przeciwko COVID-19, szczegółowego programu kto i kiedy ma być szczepiony - rozpoczął się od afery związanej ze szczepieniem tzw. celebrytów w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Posypały się kary, ze stanowisk poleciały głowy.

- Uczelnia medyczna, odpowiedzialna za kształcenie i kształtowanie młodych lekarzy, dopuściła się strasznego nadużycia władzy – mówił wówczas minister zdrowia Adam Niedzielski. Na WUM nałożono 350 tys. zł kary za wykorzystanie szczepionek na zaszczepienie osób spoza listy jako personelu niemedycznego szpitala.

Choć pod względem etycznym afera z celebrytami była pierwszą skazą na NPS, to w sensie skutecznego działania marketingowego okazała się strzałem w dziesiątkę. Zainteresowanie szczepieniami wzrosło znacząco, i to bez wydania ani złotówki.

Spot reklamowy z (niezaszczepionym) Cezarym Pazurą, snującym się przed ekranem i zachęcającym do szczepień w imię dobra bliskich, to w porównaniu z akcją na WUM działanie etyczne, ale przeciwskuteczne.

Kolejnymi problemami programu szczepień były ciągłe zmiany, często co kilka dni. Aż trudno spamiętać i przytoczyć wszystkie roszady przyznawania i odbierania grupom zawodowym przywilejów w kolejności szczepienia. W programie na przemian pomijano i uwzględniano pacjentów szczególnie narażonych na konsekwencje COVID-19 – onkologicznych, dializowanych, wentylowanych mechanicznie itd.

Do tego wszystkiego sytuację pogarszały braki dostaw szczepionek. Kiedy ci, którzy mieli być w pierwszej kolejności chronieni szczepionkami (70+), nie mogli się zarejestrować na szczepienie (nie mówiąc o niezaszczepionych medykach), już szczepiono młodsze roczniki.

Przysłowiowa wolna amerykanka

Braki szczepionek to jedno, ale inną kwestią jest sam harmonogram szczepień. Pod wpływem nacisków różnych grup i polityków, pogubili się w tym chyba sami organizatorzy i przestali nad Narodowym Programem Szczepień panować. Kolejne jego pospieszne korekty były bardziej ostatnią deską ratunku niż przemyślanym działaniem.

Przesileniem w braku konsekwencji i spójności programu szczepień było umożliwienie na przełomie marca i kwietnia rejestracji osób pomiędzy 40 a 60 rokiem życia, choć jeszcze dzień wcześniej zapowiedzi były zupełnie inne – rejestracja rocznika 1962 miała się rozpocząć 12 kwietnia, a w ciągu dwóch tygodni przywilej miał objąć kolejne roczniki.

To był prawdziwy cud nad Wisłą. Wystarczył jeden dzień, aby kolejne założenia harmonogramu szczepień zostały wywrócone do góry nogami. Do kategorii cudów należy też zaliczyć tłumaczenia zmiany w programie jako usterki technicznej, która była zbiegiem okoliczności, a za którą nikt nie poniósł odpowiedzialności.

Później okazało się, że była to jednak świadoma decyzja, bo 60-latkowie podobno nie za bardzo się chcieli szczepić, o czym ponoć minister zdrowia nie miał pojęcia. Ktoś zakpił z ministra Niedzielskiego i z NPS?

Do tego bałaganu swoją cegiełkę dołożył Rzeszów, w którym niebawem odbędą się niezwykle ważne z punktu widzenia polityki wybory prezydenta miasta, i Centrum Medyczne Medyk, w którym szczepiono, jak poinformowały media, chętnych bez rejestracji.

Co najmniej mętne były wyjaśnienia dotyczące casusu Rzeszowa, zarówno ministra Dworczyka, jak i dr-a Stanisława Mazura. A już kuriozalnie wybrzmiały wyjaśnienia przed telewizyjnymi kamerami tego ostatniego, dotyczące zapisów na szczepienia preparatem Johnson&Johnson. Tej szczepionki w Polsce jeszcze nie ma. Ale z wypowiedzi szefa CMM wynikało, że w Rzeszowie J&J ma być - i to spoza puli szczepionek sprowadzanej przez rząd w ramach Narodowego Programu Szczepień.

Czy leci z nami pilot?

Jak zapowiedział publicznie w czasie konferencji prasowej Filip Nowak, p.o. prezesa NFZ, na podstawie sygnałów o nieprawidłowościach w realizacji szczepień w Rzeszowie, jakie napłynęły do Funduszu, będzie tam prowadzona kontrola. Na razie o jej wynikach niewiele wiadomo. Szef Funduszu zasygnalizował przy okazji, że wiek nie jest jedynym wskazaniem do uczestnictwa w szczepieniach.

Jak wyjaśniła Rynkowi Zdrowia Sylwia Wądrzyk, rzeczniczka NFZ, szczepienia grup zawodowych - medyków, nauczycieli, służb mundurowych - są poza jurysdykcją NFZ i kontrolę nad nimi sprawują odpowiedzialne za to urzędy i instytucje. Fundusz może jedynie kontrolować tych, którzy zgłosili się do systemu, czyli placówki medyczne, które spełniły odpowiednie kryteria.

Te kryteria to między innymi prowadzenie działalności w warunkach ambulatoryjnych (w gabinecie) lub na miejscu u pacjenta, dysponowanie kadrą i warunkami lokalowymi pozwalającymi na przeprowadzenie szczepień oraz zadeklarowanie lub posiadanie podłączenia do elektronicznej platformy P1, prowadzonej przez Centrum e-Zdrowia, dzięki której możliwa jest np. rejestracja osób do zaszczepienia.

Według zapewnień Piotra Müllera, rzecznika rządu, w Polsce jest ponad 6,5 tys. punktów szczepień. A ma być zdecydowanie więcej, bo ciężar organizacji kolejnych ma zostać zrzucony na barki samorządów lokalnych.

32 kontrole na 6,5 tys. punktów szczepień

Czy ktoś punkty szczepień kontroluje? O to, ile takich kontroli zostało przeprowadzonych i na jakiej podstawie - zapytaliśmy NFZ.

- W przypadku sygnałów dotyczących nieprawidłowości realizacji szczepień w ramach Narodowego Programu Szczepień, NFZ podejmuje działania wyjaśniające. Do tej pory w 32 przypadkach podjęto decyzję o wszczęciu czynności sprawdzających lub kontroli - przekazała nam Sylwia Wądrzyk, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej Funduszu.

Dodała: - Na 19 zakończonych już postępowań jedynie w 8 przypadkach stwierdzono nieprawidłowości skutkujące oceną „negatywną” lub „pozytywną z nieprawidłowościami”. Zidentyfikowane nieprawidłowości to między innymi realizowanie szczepień niezgodnie z kryteriami, wedle których zostały ustalone grupy priorytetowe, brak właściwej organizacji czy nadzoru kierownictwa placówki nad procesem szczepień oraz ograniczania dostępności do szczepień dla grup osób wskazanych w poszczególnych etapach.

Jak informuje nas rzeczniczka Funduszu, postępowanie wyjaśniające ma na celu nie tylko zweryfikowanie sytuacji, ale również w przypadku wystąpienia nieprawidłowości, podjęcie takich działań przez podmiot, które pozwolą usprawnić proces realizacji szczepień i w przyszłości wyeliminować uchybienia.

Tak naprawdę liczba 32 kontroli na 6,5 tys. punktów szczepień i ponad 7 mln wykonanych iniekcji szczepionkami na COVID-19 daje odpowiedź, czy ktoś nad tym panuje. Zresztą, jak zapowiedział Piotr Müller, nie będzie masowych kontroli punktów realizujących szczepienia, a jedynie wyrywkowe. A może nieszczególnie chodzi o kontrole, a najważniejsze jest zaszczepienie wszystkich chętnych i to, kiedy nabędziemy odporność zbiorową na wirusa Sars-CoV-2? Tylko dlaczego ten cały chaos, nieustannie zmieniane reguły gry, nazywa się Narodowym Programem Szczepień? Czy bałaganiarstwo to nasza narodowa cecha, której nawet w obliczu "wojny" nie potrafimy uniknąć?

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus


BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych